Byli członkowie KRRiT pójdą do sądu

Prędzej czy później wszyscy członkowie byłej już dziewięcioosobowej KRRiT wystąpią do sądu o odszkodowania za utratę pracy przed wygaśnięciem kadencji

Wczoraj na nieformalnym posiedzeniu zebrali się byli członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Jak poinformowała nas była szefowa starej KRRiT Danuta Waniek, ustalono, że każdy będzie indywidualnie dochodził swoich praw. - Każdy ma inną drogę życiową i inaczej uzasadni swój pozew - tłumaczy Waniek.

Chodzi o to, że 30 grudnia 2005 r., w dniu wejścia w życie nowelizacji ustawy o rtv, wygasła kadencja całej Rady. Jej dziewięciu członków zostało od 1 stycznia bez pracy, choć ich kadencje zgodnie z poprzednią ustawą miały jeszcze potrwać od roku do sześciu lat! Teraz chcą się starać o odszkodowanie za utracone pensje. Jak obliczyliśmy, gdyby ta dziewiątka przetrwała do końca swoich kadencji, zarobiłaby w sumie niemal 4 mln zł. Rekordziści mogliby nawet dostać ponad 700 tys. zł.

Szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Gosiewski uważa, że te zamiary to "przykład braku moralności". - Koniec prac KRRiT wynika ze zmiany ustawy, czyli z prawa obowiązującego w Polsce. Każdy obywatel, w tym członek KRRiT, powinien wykonywać prawo - mówił wczoraj Gosiewski. - Członkowie KRRiT należą do funkcjonariuszy państwa dobrze uposażonych [ich miesięczna pensja to ok. 11 tys. zł], którzy raczej nie muszą pozyskiwać dodatkowych przywilejów ze strony skarbu państwa poprzez pozwy cywilne.

Czy byli członkowie mają szansę w sądzie? Zdaniem prawników, ich sytuacja nie jest czytelna. Ale sprawozdawca projektu zmian w ustawie o rtv poseł PiS Antoni Mężydło nie ma wątpliwości. - Na pewno nie ma takiego zagrożenia, że będziemy płacić odchodzącym członkom Rady pensje aż do końca ich kadencji.

Byli członkowie rady chcą też, by sąd rozstrzygnął, czy przysługuje im trzymiesięczna odprawa, czy obowiązuje ich roczny zakaz pracy w mediach.