Giełda znów bije rekordy w wielkim stylu

Hossa na warszawskiej giełdzie trwa w najlepsze. Druga sesja Nowego Roku przyniosła szturm na polskie akcje zagranicznych i krajowych inwestorów. Indeksy WIG i WIG20 w cuglach ustanowiły nowe historyczne rekordy

Pomruk hossy słychać było już podczas pierwszej sesji w Nowym Roku, ale z powodu świątecznej absencji graczy amerykańskich handel nie był na tyle intensywny, aby indeksy zdołały pokonać rekordowe poziomy. We wtorek na parkiecie obecni byli wszyscy wielcy gracze i ceny ruszyły w górę już od pierwszych minut.

Błyskawicznie indeks dwudziestu największych i najbardziej płynnych spółek WIG20 pokonał próg 2700 pkt. Ostatecznie indeks zyskał aż 2 proc. Atmosfera na parkiecie była tak doskonała, że zarządzający mówili wręcz o panującej euforii inwestycyjnej.

Największym wzięciem cieszyły się papiery tuzów: paliwowych koncernów PKN Orlen i Lotos oraz największe banki (Pekao SA, BPH i PKO BP). Wskazywało to wyraźnie, że zakupy rozpoczęli zagraniczni gracze. Obroty na rynku akcji podliczono na 1,3 mld zł, co zdarza się tylko w wypadku wzrostu aktywności obcych graczy. Dobre wieści dla giełdy nadeszły także z rynku walutowego. W górę poszły notowania złotego, a także czeskiej korony i forinta.

Hossa jak Europa szeroka

Hossa w Warszawie wpisała się w zryw cen akcji w całej Europie. Giełda praska znalazła się na nowym szczycie, węgierska odrobiła część ostatnich strat, a w Europie Zachodniej indeksy znalazły się na najwyższych poziomach od blisko pięciu lat, czyli pęknięcia spekulacyjnej bańki internetowej. Motorem napędowym były spółki energetyczne, m.in. Gaz de France i koncerny paliwowe.

- Popyt na akcje widać na całym kontynencie. Pytanie, czy jest to impuls tymczasowy. Na tych poziomach cen zachowałbym dużą ostrożność - powiedział agencji Reuters Tomasz Nowak, analityk w Domu Maklerskim Millennium.

Warszawa we wtorek pod względem skali wzrostu indeksów brylowała nie tylko na tle Londynu i Frankfurtu, gdzie z powodu dojrzałości tych rynków wzrosty cen są bardziej stonowane, ale także młodych giełd naszego regionu - Budapesztu i Pragi.

Efekt stycznia?

Skąd nagle pojawił się kapitał na globalnych rynkach akcji? Co roku inwestorzy niecierpliwie wyczekują tzw. efektu stycznia, czyli pierwszych noworocznych inwestycji wielkich funduszy. Mają one już zamknięty poprzedni rok obrachunkowy i nowy mogą zacząć, agresywniej kupując akcje. W efekcie pojawia się popyt, który winduje ceny. Jeśli na początku roku zarządzający pomylą się, źle obstawią spółki i poniosą straty, to mają jeszcze w zanadrzu cały rok, aby je odrobić. Stąd ich styczniowa odwaga do zakupów.

- Zwyżkuje cała Europa Środkowo-Wschodnia, jak również giełdy zachodniej Europy. Do pewnego stopnia jest to "efekt stycznia", ale widać, że ogólnie inwestorzy rynków akcji mają na początku 2006 roku dobre nastroje - powiedział agencji Reuters Mathias Siller, zarządzający w wiedeńskim Raiffeisen Capital Management.

komentarz giełdowy - s.