Czystka w MSZ: zdejmują ambasadorów

Czystka w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Kilkunastu ambasadorów mianowanych za czasów SLD straciło stanowiska. - To polityczna zemsta - ocenia wiceprzewodniczący SLD Jerzy Szmajdziński

Wczoraj MSZ wydał oficjalny komunikat. "Uznajemy za głęboko niesłuszne, aby funkcje ambasadorów RP pełniły osoby związane w przeszłości ze służbami i aparatem partyjnym PZPR. Straciły one zaufanie władz RP odpowiedzialnych za kształtowanie polityki zagranicznej".

Lista ambasadorów, którzy zostaną odwołani ze swoich placówek do Polski, zostanie ujawniona dziś. - Na tę decyzję składa się kilka zróżnicowanych czynników, każdy z nich ma charakter indywidualny - powiedział "Gazecie" rzecznik MSZ Paweł Dobrowolski.

Według nieoficjalnych informacji w MSZ po objęciu stanowiska przez ministra Stefana Mellera powstał zespół złożony z wiceministrów: Jana Stańczyka, Witolda Waszczykowskiego oraz dyrektora generalnego Jerzego Pomianowskiego, którzy zajęli się weryfikacją kadr. Cała trójka trafiła do MSZ po 1989 roku.

PiS zapowiadał weryfikację kadr MSZ już w swoim programie. W rozdziale "Nowa dyplomacja" programu wyborczego czytamy o "usunięciu z ministerstwa i dyplomacji funkcjonariuszy i tajnych współpracowników byłych służb specjalnych". W exposé premiera Kazimierza Marcinkiewicza znalazła się zapowiedź, że w polskiej służbie dyplomatycznej nie powinni pracować absolwenci Moskiewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

- To nie będzie działanie nagłe, ambasadorowie zakończą swoją misję wiosną tego roku. Zanim wrócą do kraju, będą przygotowani ich następcy - powiedział "Gazecie" Paweł Dobrowolski. Na pytanie, czy to będzie "kadrowa rewolucja" odpowiedział tylko, że "rewolucje kadrowe najlepiej przeprowadza się na początku kadencji".

Z informacji jakie zdobyliśmy w MSZ wynika, że weryfikacja ambasadorów dotyczy głównie tych, którzy byli ściśle związani z SLD.

Jak twierdzą nasi informatorzy, wśród tych, którzy wrócą do kraju są m.in. ambasador w Pradze Andrzej Załucki - w czasach PRL działacz młodzieżowy, ostatnio m.in. wiceminister MSZ w rządzie Millera, przedtem ambasador w Moskwie, Maciej Górski -ambasador w Atenach, w czasach PRL redaktor naczelny Interpressu; przyznał się do współpracy z tajnymi służbami, za rządów SLD ambasador w Rzymie, i krótko wiceminister w MON, Zbigniew Matuszewski - ambasador w Londynie, w przeszłości dyrektor generalny w MSZ, Jakub T. Wolski - ambasador w Kopenhadze, też były wiceminister MSZ, który również przyznał się do współpracy z wywiadem, Andrzej Derlatka - ambasador w Korei Południowej, wiceszef Agencji Wywiadu za czasów Zbigniewa Siemiątkowskiego, Stanisław Stefan Paszczyk - ambasador w Argentynie, w przeszłości działacz młodzieżowy i wieloletni szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego, związany z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, Krzysztof Szumski - ambasador w Chinach, były szef wydziału konsularnego MSZ za Włodzimierza Cimoszewicza, Janusz Skolimowski - ambasador na Litwie, były dyrektor departamentu konsularnego i departamentu łączności.

Wśród ambasadorów, którzy mogą stracić stanowiska, choć uważani są za ekspertów w swoich dziedzinach, wymieniani są też Andrzej Towpik, ambasador przy ONZ, zawodowy dyplomata jeszcze z czasów PRL, w eseldowskich rządach wiceminister obrony i wiceminister spraw zagranicznych, który w czasach pracy z MSZ był w konflikcie z obecnym wiceministrem Witoldem Waszczykowskim, oraz Andrzej Byrt, ambasador w Berlinie (przyznał się do współpracy w PRL z tajnymi służbami).

Część ambasadorów zakończy pracę na swoich placówkach również dlatego, że przekroczyli wiek emerytalny albo wiosną kończy im się czas sprawowanie misji.

- To akt politycznej zemsty - ocenia Jerzy Szmajdziński, szef klubu parlamentarnego SLD. - Po raz pierwszy w dziejach III RP dochodzi do spektakularnej czystki w szeregach dyplomacji, zerwana zostanie ciągłości polskiej polityki zagranicznej.

Jego zdaniem Prawo i Sprawiedliwość niebezpiecznie gra państwem i traktuje go tak, "jakby na tę partię głosowało 100 procent Polaków". - Teraz pewnie będą szukali kadr, bo to partia o bardzo krótkiej ławce rezerwowych, pewnie będą usiłowali kogoś podkupić z Platformy albo z dawnej Unii Wolności - prorokuje.

O wiele bardziej wstrzemięźliwa w sądach jest PO. Bronisław Komorowski, wicemarszałek Sejmu, powiedział nam, że z tego co wie, kryterium odwołania niektórych ambasadorów jest "współpraca z tajnymi służbami" oraz "przynależność do układu eseldowskiego". - Takie działanie PiS zapowiadał już w momencie dojścia do władzy - dodaje.

Komorowski zaznacza, że ważne jest, aby istotnym kryterium oceny dyplomaty było kryterium nie polityczne, ale merytoryczne.

W przeszłości to SLD przygotowywał się do weryfikacji kadr MSZ - w 1994 roku na podstawie raportu opartego na donosach do specjalnej podkomisji przy sejmowej komisji spraw zagranicznych, w której najważniejszą rolę odgrywali posłowie SLD Tadeusz Iwiński i Włodzimierz Konarski. Wówczas zarzucono szefowi MSZ Krzysztofowi Skubiszewskiemu pozbycie się najlepszych kadr z okresu PRL. - Ale wtedy do żadnych decyzji personalnych nie doszło - zaprzecza Szmajdziński.

Do tej pory ministrowie spraw zagranicznych wyrozumiale traktowali nominacje poprzedników. Zdarzały się jednak wyjątki od tej reguły. Szef MSZ Bronisław Geremek po konflikcie z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim odwołał z Białorusi Ewę Spychalską - przewodniczącą OPZZ. Z kolei Włodzimierz Cimoszewicz zablokował nominację Radka Sikorskiego - kandydata na ambasadora w Brukseli (przeszkodą było podwójne obywatelstwo kandydata) - i Krzysztofa Kamińskiego, w przeszłości posła KPN, potem AWS, który miał jechać do Nowej Zelandii.