Pierwszy akt oskarżenia przeciw Biedronce

Trzech kierowników nadzorujących sklepy Biedronka na Podlasiu oskarżyła prokuratura o wyzyskiwanie podwładnych. To pierwszy taki akt oskarżenia w Polsce

Prokuraturę o przestępstwie w lipcu 2003 r. powiadomiło kilku pracowników Biedronki. Mówili, że są zmuszani do pracy ponad wyznaczoną normę czasu, i że im się za to w ogóle nie płaci.

Pod koniec ubiegłego tygodnia białostocka prokuratura okręgowa śledztwo w tej sprawie zakończyła aktem oskarżenia, w którym trzem kierownikom regionalnym zarzuciła uporczywe łamanie prawa pracy. Na podstawie zeznań pracowników sklepów, ale też kierowników wskazanych sklepów, ustaliła, że w kilku Biedronkach - w Białymstoku, Sokółce, Czarnej Białostockiej, Dąbrowie Białostockiej i Siemiatyczach - wyzyskiwano pracowników. Przede wszystkim musieli oni pracować dłużej, niż powinni (to się udało ustalić również na podstawie wydruków na rolkach z kas fiskalnych), do pracy musieli przychodzić minimum pół godziny wcześniej, byli też zmuszani do pracy przy inwentaryzacjach i remanentach. Zdaniem samych zgłaszających było tak dlatego, że w sklepach pracowało za mało osób.

Poza tym śledczy ustalili, iż pracowników sklepów zmuszano do przewożenia na wózkach towarów, których ciężar przekraczał 450 kg (tylko na tyle pozwala prawo pracy), a także, że wszelakie szkolenia, mimo iż dotyczyły spraw zawodowych, nie były wliczane do czasu pracy.

Pracownicy Biedronki przed zawiadomieniem prokuratury o wszystkim informowali swoich szefów. Kierownictwo jednak karało ich za to dyscyplinarnie, np. przez zmniejszenie premii.

W sprawę wyzysku pracowników sieci zamieszanych jest dziesięciu kierowników sklepów i trzech nadzorujących ich prace kierowników regionalnych. Pierwsi fałszowali całą dokumentację sklepu, żeby wszystko w papierach się zgadzało. Robili to, bo ci drudzy im kazali.

To właśnie tylko tych drugich prokuratura oskarżyła o łamanie prawa pracy.

- Kierownicy sklepów chcieli pracować, więc musieli wykonywać polecenia kierowników swoich rejonów. Dlatego wobec tych pierwszych chcemy warunkowo umorzyć śledztwo - uzasadnia decyzję prokuratury jej rzecznik Adam Kozub.

Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy, odmówili też składania wyjaśnień. Grozi im do pięciu lat więzienia.

Rzecznik firmy Jeronimo Martins - właściciela sieci sklepów Biedronka - nie był dla nas osiągalny.