Dwanaście historii od Ałtaju po Licheń

Młodzi Polacy o Rosji, młodzi Rosjanie o Polsce - bezprecedensowy cykl 12 dokumentów pokaże w ciągu najbliższego roku TVP 1 i TVP Kultura w Polsce, a w Rosji kanał Kultura

We współpracy firmy EurekaMedia i TVP powstaje rzecz wyjątkowa na skalę europejską. Podczas warsztatów zorganizowanych przez Instytut im. Adama Mickiewicza (inicjatorem był krytyk filmowy Mateusz Werner) 12 młodych dokumentalistów z Polski i Rosji, głównie studentów szkół filmowych, przygotowało projekty filmów - Polacy o Rosji, Rosjanie o Polsce. Rzadko się zdarza, aby wszyscy uczestnicy podobnych sesji zrealizowali swoje projekty, a tak właśnie stało się tutaj.

W końcowej fazie produkcji jest 12 półgodzinnych dokumentów, które w ciągu najbliższego roku pokaże TVP 1 i TVP Kultura, a w Rosji kanał Kultura. Jest też szansa na dystrybucję europejską. Z gotowych filmów trzy wydają się szczególnie udane: "Elektriczka" Macieja Cuskego o pasażerach podmoskiewskiej kolejki (pisaliśmy o nim wczoraj), "Modlitwa" Aliony Połuniny o sanktuarium w Licheniu oraz nakręcone w ałtajskiej wsi "Nasiona" Wojciecha Kasperskiego.

Bez wymuszonej przyjaźni

Dwa lata temu producent Krzysztof Kopczyński (EurekaMedia) zaprosił znanego rosyjskiego dokumentalistę Dymitra Kabakowa do zrobienia filmu o Warszawie. Kabakow przywiózł ze sobą sześcioro młodych Rosjan, którzy nigdy nie byli w Polsce, i wypuścił ich w miasto. Musieli sami znaleźć sobie w Warszawie punkt zaczepienia, a kamera szła ich śladem - tak powstał dokument "Warszawa - spojrzenie ze wschodu".

Projekt "Rosja - Polska. Nowe spojrzenie" ma w sobie coś z tamtego ryzyka. Młodzi filmowcy szukali tematów sami, nieskrępowani żadnym narzuconym programem.

Polska i Rosja są dziś oddzielone od siebie barierą stereotypów, propagandy, historycznych pretensji. Na naszych wyobrażeniach o Rosji wciąż kładzie się cieniem kompleks wymuszonej "przyjaźni polsko-radzieckiej". Do projektu "Rosja - Polska" zaproszono ludzi, którzy tego kompleksu już nie mają, ale ciągnie ich na Wschód, jak Wojciecha Kasperskiego, który mówi, że "ma hopla na punkcie Wschodu, Rosji, ZSRR, zimnej wojny", tak go to ciekawi.

- Najpierw my się odwróciliśmy od Rosji, teraz Rosja od nas - mówi Maciej Cuske. - Jadąc tam, chciałem filmować nie tyle życie rosyjskie, ile życie w ogóle.

Nie tylko Rosja stała się dla nas bardziej egzotyczna niż Afryka. Na skutek globalnej uniformizacji mediów, nadających wszędzie podobne programy, nasza własna rzeczywistość pozostaje nieodkryta, dziewicza. W ramach projektu "Rosja - Polska" Polacy wybrali tematy, które mogą się wydać zwyczajne, ale czy ktoś kręci dzisiaj dokumenty o poradzieckich mieszkaniach-komunałkach zasiedlonych przez różnych lokatorów? Był już film o trasie Moskwa - Pietuszki utrwalonej przez "Wieniczkę" Jerofiejewa, ale Maciej Cuske do swojej "Elektriczki" świadomie wybrał inną linię, tę, którą sam jeździł do Moskwy. Są komedie o życiu "nowych Ruskich" - tonącej w dobrobycie kapitalistycznej arystokracji nowej epoki - ale czy tak ostre, wyraziste i tak w gruncie rzeczy smutne jak w filmie "Moskiewska żona" Barbary Białowąs?

Święty supermarket

Patrzę na obrazy Lichenia sfilmowane przez Rosjankę. Z głośników, na melodię kubańskiej "Guantanamera", płynie refren: "Nie ma lepszego od Jana Pawła Drugiego....". Myślę: czy to jeszcze Polska, czy jakiś monstrualny Disneyland? Jest środek lata. Wszystko w tym filmie jest skąpane w porażającym, tropikalnym świetle. Aliona Połunina jechała do Lichenia, myśląc, że zobaczy "religijny fanatyzm". Znalazła coś innego - postmodernistyczny kicz. Surrealistyczne przeczucie nowej, globalnej religii, nierozłącznie zrośniętej z handlem i lunaparkiem. Oddała w filmie przejmujące wrażenie czczości, jaką budzą takie miejsca. Licheń skojarzył jej się zarazem z ociekającymi złotem cerkwiami "nowych Ruskich" i z amerykańskim supermarketem. Mówi, że szukała sacrum, ale natrafiała na pustkę, której symbolem stają się w filmie wyrzucone na śmietnik plastikowe butelki po wodzie w kształcie figurek Matki Boskiej. Spotkała też dziwnych wiernych-niewierzących, którzy mówią do kamery, że "bez pieniędzy nie ma raju, a jak są pieniądze, jest raj".

Bohaterem "Modlitwy" jest outsider, niedoszły ksiądz, domorosły filozof, młody człowiek, który "chciałby być dobrym katolikiem, takim prawdziwym" i który jest przekonany, że do tego trzeba żyć w ubóstwie. "Ci, co nie wierzą, mają zawsze dużo pieniędzy. Kiedy forsa się kończy, padają na kolana, modlą się, a gdy znów mają forsę, wtedy znów Boga nie ma". Kiedy takie zdania padają w filmie rosyjskim, słychać w nich echo radykalizmu Tołstoja, który w powieści "Zmartwychwstanie", opisując nabożeństwo w ociekającej złotem cerkwi więziennej, napisał, że Jezus przyszedł zburzyć takie świątynie i nakazywał "modlić się nie w świątyniach, lecz w duchu i prawdzie".

Film ma ironiczną puentę: bohater traci pracę śmieciarza przez to, że wystąpił przed kamerą Rosjanki - mamy poczucie, że na chwilę wdarliśmy się na teren zakazany dla mediów.

Kosmiczne odpady

Aliona Połunina zapewnia mnie z Moskwy przez telefon, że najlepszy z całego projektu jest film Wojciecha Kasperskiego "Nasiona". - To małe arcydzieło - mówi. Student III roku łódzkiej Filmówki wybrał temat sensacyjny: na Ałtaju są tak zwane tajne miasta, gdzie spadają na ziemię szczątki rakiet startujących z kosmodromu w Bajkonurze. Miejscowi pod przewodnictwem swoich szamanów szukają aluminiowego złomu wartego nieraz tysiące dolarów. - A jak pan znalazł te tajne miasta nieistniejące na mapie? - pytam reżysera. - Przez internet! - mówi.

Kasperski pojechał na Ałtaj, ale nakręcił film o czym innym. W tej zapomnianej krainie, żyjącej z resztek kosmicznych odpadów, inny temat wyszedł mu naprzeciw. Idąc wieczorem przez wieś, ekipa zobaczyła fotogeniczny obrazek: chłopca bawiącego się kawałkiem płonącej kory. Nakręć to! - powiedział reżyser. Z chałupy wybiegła skośnooka kobieta, zawołała ich do środka.

Tak zostali wciągnięci w życie niesamowitej rodziny. Zamieszkali u nich, dzielili ich nędzę, tak dojmującą, że jej zapachu nie zniosła rosyjska tłumaczka ekipy. Stopniowo odsłaniała się przed nimi tajemnica tego domu (samobójstwo córki, która nie zniosła ciężaru choroby psychicznej matki). Poczuli ciężar przegranego życia tych ludzi, tak bardzo przywiązanych do swojego gniazda, że gdy ich dzieci zabrano do sierocińca, one uciekły stamtąd i wróciły piechotą z Syberii do swojej złej matki - zupełnie jak bohaterowie jednego z reportaży Wojciecha Tochmana.

Tak oto w swoim pierwszym w życiu dokumencie młody reżyser musiał sprostać najtrudniejszemu wyzwaniu - zrobić film bez światła, bez pocieszenia, bez nadziei, że cokolwiek nim zmieni. Wiedział jednak, że musi wciągnąć nas, widzów, w straszliwą samotność tych ludzi - wyrzutków społecznych, którym nikt inny nie podałby ręki.