Politycy o orędziu Lecha Kaczyńskiego

Czy prezydent Lech Kaczyński będzie prezydentem wszystkich Polaków? O to pytali posłowie opozycji po wygłoszeniu orędzia przez prezydenta

- To bardzo ważne przemówienie, prezydent szlifował je przez ostatnie kilka dni - mówił dziennikarzom Andrzej Urbański, szef Kancelarii Prezydenta. Kaczyński obiecał wcześniej, że wygłosi orędzie "z głowy", ale jak sam twierdził, chodziło mu o to, by nie pominąć którejś z kwestii. Potem, zdając sobie sprawę, że nie porwał sejmowej sali, tłumaczył, że zazwyczaj mówi "z głowy".

- Co to jest, to jest drugie exposé premiera. Mamy w Polsce nie prezydenta, ale drugiego premiera, jeśli nie liczyć Jarosława Kaczyńskiego, który tym wszystkim kręci - krytykował poseł Piotr Gadzinowski (SLD). Jednak szef jego partii był oszczędniejszy w krytyce. Wojciech Olejniczak był zdania, że było ono suche i techniczne, nie zawierało elementów, które byłyby skierowane do narodu. - Poza tym ta krytyka konstytucji... Owszem, konstytucję można modyfikować, np. dobrą okazją jest 2007 rok, ale nie ma sensu jej zmieniać. - To pierwszy prezydent, który nie mówi o tym, że będzie stał na straży wolności i praw obywatelskich, ale chce wprowadzić konstytucję represyjną - twierdził z kolei Ryszard Kalisz. O tym, że konstytucję lepiej poprawić, niż zmienić, mówili nie tylko politycy SLD, ale także marszałek Sejmu I kadencji Wiesław Chrzanowski i były szef MSZ, europoseł PD Bronisław Geremek w TVN 24.

Lech Kaczyński w orędziu zapowiedział, że jego prezydentura będzie prezydenturą wielkiej zmiany. Powątpiewa w to Jan Rokita (PO). - Na razie IV RP jawi mi się jako poszukiwanie św. Graala - ironizował. Rokita zgodził się z diagnozą Kaczyńskiego co do stanu państwa. Jednak jego zdaniem niewiele wskazuje, że cokolwiek się zmieni. - Odnowa moralna to na razie obsadzanie wszystkich urzędów swoimi i ustawa medialna, która służy PiS do kontroli nad mediami. Więcej nie widać. Jeśli to ma być odnowa państwa, to niewiele - dodał.

Część uczestników uroczystości zauważyła, że politycy PiS nie zwracali uwagi na ceremoniał. Najpierw został powitany w Sejmie prezydent elekt Kaczyński, a nie urzędujący Aleksander Kwaśniewski, nie wymieniono nazwiska Lecha Wałęsy. - To miał być świadomy despekt dla prezydenta Wałęsy - twierdzili politycy PO. Sam prezydent Wałęsa twierdził jednak, że tego nie odczuł: - Diagnoza została wypunktowana dobrze - mówił o słowach Kaczyńskiego Wałęsa, ale i on powątpiewał, czy Kaczyński spełni swoje obietnice.

Prezydent swoją filozofię rządów zawarł wczoraj nie tylko w orędziu prezydenckim. Gdy przejmował insygnia orderów Orła Białego i Odrodzenia Polski, zapowiedział, że od tego momentu bardziej honorowani będą ci, którzy walczyli o niepodległą Polskę, tak w okresie powojennym, jak w latach demokratycznej opozycji.

Politycy opozycji narzekali, że przemówienie prezydenta było skierowane do elit, a nie do społeczeństwa. W zamierzeniu organizatorów uroczystości momentem, w którym Lech Kaczyński miał się spotkać z obywatelami, miało być najpierw przejście z katedry do Zamku Królewskiego, ale niewiele osób zgromadziło się za oddzielającymi miejsce przemarszu barierkami. Większa grupa warszawiaków przyszła na plac Piłsudskiego, gdzie Kaczyński przejął zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Odbyło się to przy dźwiękach fanfar i huku dział, które oddały salwę pięciu strzałów na pięć lat jego prezydentury.