Dyplomata z Austrii czepia się ministra Sikorskiego

Czemu waszym ministrem obrony jest człowiek o dwóch obywatelstwach? - austriacki dyplomata zapytał o to nasze władze w oficjalnym piśmie. "Nowy Dzień" odpowiada: A co Was to obchodzi?!

Nawet dziecko wie, że dyplomacja to sztuka niemówienia i niepytania o wszystko wprost. Jak wynika z pisma, do którego dotarł "Nowy Dzień", tej zasady nie zna Manfred Schulzgruber, attaché wojskowy Austrii. Przez niezręczną dociekliwość wywołał skandal dyplomatyczny.

Tuż po tym, gdy Radek Sikorski, obywatel Polski i Wielkiej Brytanii, został ministrem obrony narodowej, austriacki dyplomata wysłał do podlegającego MON Biura Ataszatów Wojskowych pytanie, na jakiej podstawie prawnej osoba o dwóch obywatelstwach może ubiegać się o stanowisko ministra obrony w naszym kraju. Takie pismo to policzek dla naszych władz. Austriaków ta sprawa w ogóle nie powinna interesować, bo nic im do tego, kogo polski rząd mianuje szefem MON.

Ambasada Austrii w Warszawie nic nie wie o liście, bo biuro attaché obrony prowadzi odrębną korespondencję. Gdy zapytaliśmy o sprawę jej I sekretarza Gerharda Eisla, myślał, że żartujemy. - To sprawa narodowa. Jeśli ktoś został ministrem, to znaczy, że prawo kraju na to zezwala. Po co mielibyśmy o to pytać? - nie krył zdziwienia.

Schulzgruber, który na stałe rezyduje w Czechach, ale reprezentuje swój kraj także w Polsce, był jednak bardzo ciekaw naszego prawa. Poprosił swoje biuro w Warszawie, by w jego imieniu ustaliło, jak to jest z tym naszym ministrem obrony. (Nie)stosowne pismo wysłała Agnieszka Łagodzińska, która prowadzi biuro Schulzgrubera. Potwierdziła to w rozmowie z nami.

Minister obrony narodowej Radek Sikorski odmówił nam komentarza w sprawie listu Austriaków. - Pismo nie przyszło wprost do ministra, lecz do Biura Ataszatów Wojskowych, i odpowiedź na nie została wysłana w odpowiednim trybie - mówi rzecznik ministra Piotr Paszkowski.

Na egzemplarzu listu od Austriaków, który zdobyliśmy, widnieje jednak odręczny komentarz ministra Sikorskiego podpisany inicjałami R.S.: "Zapytanie wydaje mi się albo oznaką niekompetencji, albo bezczelności. Proszę wezwać ambasadora Austrii i zapytać, co to ma znaczyć". Takie polecenie otrzymał od szefa MON jego podsekretarz stanu Stanisław Koziej. Do wczoraj ambasada nie złożyła jeszcze wyjaśnień w tej sprawie.

Manfred Schulzgruber nie odpowiedział na razie na nasze pytania, które wysłaliśmy mu faksem.

Skandal, prowokacja, czy burza w szklance wody? Jak oceniasz zachowanie austriackiego dyplomaty? Podyskutuj na forum!

To nietakt - komentuje dyplomata dr Ryszard Żółtaniecki

kierownik katedry dyplomacji w Collegium Civitas

Zadanie takiego pytania wprost to nietakt, bo sprawa dotyczy wewnętrznych spraw państwa. W takiej formie nie zadałbym go nawet w bardzo zaprzyjaźnionym kraju. Na miejscu attaché austriackiego umówiłbym się na spotkanie w MSZ lub jeszcze lepiej na lunch z dyrektorem departamentu prawno-traktatowego i w luźnej atmosferze wyjaśnił wątpliwości. W dyplomacji sprawdza się zasada, że zanim wyśle się pismo, najpierw trzeba porozmawiać.