Pierwszy polski western

Polski artysta Piotr Uklański, autor prowokacyjnych "Nazistów", nakręcił w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej western z Lindą, Figurą i Valem Kilmerem. Film wejdzie do kin jesienią przyszłego roku. Dlaczego akurat western? Bo to banał nad banałami

W filmie grają kultowi aktorzy polskiego kina - Bogusław Linda i Katarzyna Figura - oraz Val Kilmer ("The Doors", "Batman Forever", "Gorączka"). Montażem zajmuje się Nowozelandczyk Michael Horton, montażysta "Władcy pierścieni". Reżyserem jest Piotr Uklański, który nigdy wcześniej nie zrobił filmu fabularnego.

Uklański (ur. w 1968 r. w Warszawie) kilka lat temu wyjechał z Polski, dzieli obecnie swój czas między Nowy Jork, Warszawę i Paryż. Jest jedną ze wschodzących gwiazd młodej sztuki światowej. Miał wystawy indywidualne w Kunsthalle w Bazylei, Migros Museum w Zurychu i MoMA w Nowym Jorku, stale współpracuje z galeriami Emmanuel Perrotin w Paryżu oraz Massimo De Carlo w Mediolanie.

Jego projekty zawsze wykraczały poza tradycyjnie pojęty obszar "sztuk plastycznych", prawie wszystkie też - zwłaszcza te najnowsze - poruszają się na delikatnej granicy między popkulturą a jej krytyką. Uklański potrafi zrobić nieostre, prześmiewcze zdjęcie francuskiego ministra kultury na tle francuskiej flagi narodowej, banalne zdjęcia wschodów i zachodów słońca, wywiad z Romanem Polańskim (opublikowany w albumie wydanym przez prestiżowe wydawnictwo Hatje Cantz z okazji zeszłorocznej wystawy w Bazylei), gdzie wypytuje go, dlaczego w czasie rewolty studenckiej '68 r. rozbijał się po Lazurowym Wybrzeżu czerwonym ferrari.

W 1996 r. w Galerii Gavin Brown Enterprise w Nowym Jorku wystawił podłogę podświetlaną jak w dyskotece. W 1999 r. obłożył ścianę Domu Handlowego "Smyk" w Warszawie tandetną mozaiką z potłuczonych talerzy. Podobną, tylko prowokacyjnie biało-czerwoną, zrobił w zeszłym roku w Bazylei. W 2003 r. wykupił powierzchnię reklamową w znanym piśmie "Artforum", by wydrukować zdjęcie pupy swojej narzeczonej, kuratorki Centrum Pompidou w Paryżu.

Od "Nazistów" do Papieża

W Polsce najgłośniejsze były dwie jego prace - "Naziści" (1998) i gigantyczny portret papieża Jana Pawła II pokazany na Biennale w Sao Paulo w Brazylii w 2004 r.

Cykl "Naziści" wywołał ciągnącą się do dzisiaj dyskusję o granicach wolności sztuki oraz granicach krytyki. Kiedy w listopadzie 2000 r. cykl fotosów aktorów w mundurach niemieckich z czasów II wojny światowej wisiał w Zachęcie, na wystawę wparował, zaprosiwszy wpierw ekipę telewizyjną, Daniel Olbrychski (jeden z portretowanych). Wyciągnął spod płaszcza szablę i ciachnął po fotografiach; kilka spadło na podłogę. W skandal włączył się ówczesny minister kultury Kazimierz M. Ujazdowski, nakazując umieścić na wystawie informację, że jej treść nie ma nic wspólnego z gloryfikacją nazizmu. Artysta uznał to za absurd i zdecydował o zamknięciu wystawy.

Cztery lata później nazwisko Uklańskiego znów pojawiło się na stronach polskich gazet, tym razem jako autora portretu Papieża. Uklański reprezentował Polskę na międzynarodowym biennale sztuki w Sao Paulo. Ustawił tam, a potem sfotografował z powietrza 3,5 tys. osób ułożonych tak, że powstał portret Jana Pawła II. W 2005 r. fotografia dwukrotnie była pokazywana w Polsce. Artysta odcinał się od jednoznacznych interpretacji tej pracy. Zarówno od tych, które by tłumaczyły ją jako krytykę kultu Papieża, jak i tych, które widziałyby w niej jego gloryfikację.

Skałki jako nośnik

Sztuka Uklańskiego to analiza stereotypów. Artysta wywołuje zużyte wizualne klisze i konfrontuje je z publicznością. W tym nurcie mieści się podjęty dziś przez niego temat - banał nad banałami - western.

O nakręceniu westernu myślał już od dawna. W 1999 r. wybrał się do Jury Krakowsko-Częstochowskiej z grupą znajomych. Urządzili sesję zdjęciową w kostiumach w stylu Dzikiego Zachodu. Jej tytuł to "SummerLove: The First Polish Western". I tak nazywa się dzisiejszy film, który dla Uklańskiego jest kontynuacją tego samego projektu. To nie przemiana "artysty plastyka" w filmowca, to dalsze życie tego samego twórcy w tymczasowo zmodyfikowanej postaci.

Dlaczego film kręcony jest w Polsce? Polski współproducent filmu Maciej Skalski z MS Films tłumaczy, że plan filmowy w Polsce jest tańszy. Ale są też inne powody. - Western w historii kina symbolizuje marzenie o czymś, czego nie ma, co jest nieosiągalne. Western w polskiej kulturze jest marzeniem do potęgi - mówi Piotr Uklański. Pagórkowaty pejzaż z porozrzucanymi z rzadka białymi skałkami, w którym kręcono zdjęcia, był tym, którego szukał. - Ten krajobraz przypomina to, co malował w swoich obrazach Dali. Jest nośnikiem szaleństwa.

Uwięzieni w Westernie

Do podupadłego miasteczka na Dzikim Zachodzie przyjeżdża Obcy (czeski aktor Karel Roden). W miasteczku listem gończym poszukuje się przestępcy, za którego głowę wyznaczona jest nagroda, i właśnie Obcy znalazł w okolicy jego ciało. Film pokaże walkę między Obcym a mieszkańcami miasteczka o to, kto zgarnie nagrodę. To jednocześnie dramat miłosny dwojga ludzi o złamanym życiu: Szeryfa (Linda) i Kobiety (Figura).

- Szukałem aktorów - mówi Uklański - o silnym popularnym wizerunku. Linda to amant, symbol męskości, zawsze uśmiechnięty, nawet jak przegrywa, a Figura to seksbomba. Postaci filmu były budowane w kontraście do tego, co ci aktorzy sobą reprezentują. Dla nich to było wyzwanie. Linda lubi wchodzić w sytuacje nieoczekiwane. Figura nie boi się ubłocić; na potrzeby tego filmu pozwoliła ogolić sobie głowę. A obsadzenie Czecha w roli Obcego to akcent humorystyczny. Bo na ile Czech może być dla nas obcy? - mówi Uklański.

Po 30 dniach zdjęciowych, które się skończyły w listopadzie, już wiadomo, że nie będzie to film na niedzielne poranki z rodziną. - Będzie dużo krwi - zapowiada współproducent Maciej Skalski.

Jedną z najbardziej brutalnych scen jest obcięcie głowy trupowi Poszukiwanego. Czyli głowy Vala Kilmera. Bo tego popularnego amerykańskiego aktora zobaczymy głównie martwego. Na początku filmu jest w stanie śmiertelnej agonii. Przez pozostały czas akcji w miasteczku leży jego trup.

- Każdy chce się do jego ciała jakoś dobrać, żeby zainkasować nagrodę - mówi Uklański - biegają wokół tego trupa, tak jak producenci zabiegają wokół aktora, żeby sprzedać film.

Film został nakręcony jakby z perspektywy leżącego na ziemi ciała. W ten sposób Kilmer będzie do końca w tym filmie obecny.

Reżyser jest zarazem głównym producentem filmu, autorem scenariusza, koncepcji obsady. Zebrał na produkcję 3 mln dolarów. Zaprosił do pracy nad montażem Michaela Hortona, montażystę "Władcy Pierścieni", który właśnie rozpoczął pracę w Warszawie. Nie ma jeszcze autora muzyki. Celem Uklańskiego nie jest sukces kasowy, choć film ma być normalnie dystrybuowany kinach.

- To nie jest pastisz czy parodia - mówi Uklański - to byłoby za łatwe. To jest western z poważną twarzą. Niektórzy uważają, że miasteczko reprezentuje Polskę. Dla mnie reprezentuje sytuację bez wyjścia, zamknięty świat, z którego każdy chciałby się wydostać. Jesteśmy w kraju, którego nie ma na mapie, albo który leży gdzieś pomiędzy Polską a Dzikim Zachodem. I tam toczy się koszmarna walka o przeżycie, rozgrywa się między ludźmi prawdziwy dramat.