USA: zastrzelono podejrzanego na lotnisku

44-letni mężczyzna został zastrzelony na pokładzie samolotu w Miami, gdyż ?strażnicy powietrzni? uznali, że ma przy sobie bombę. Mężczyzna bomby nie miał, był chory psychicznie

To pierwszy taki incydent od czasu zatrudnienia po zamachach 11 września 2001 roku kilku tysięcy "strażników powietrznych", którzy z ostrą bronią strzegą bezpieczeństwa lotów.

Rigoberto Alpizar to z pochodzenia Latynos, czyli czarne włosy i śniada skóra. Nikt tego oficjalnie nie powie, ale ten włąśnie fakt mógł sprawić, że został wzięty za przybysza z Bliskiego Wschodu. Tuż przed startem samolotu z Miami do Orlando mężczyzna zerwał się ze swego siedzenia i zaczął biec do wyjścia. Krzyczał coś. Ruszyło za nim dwóch "strażników powietrznych", którzy wzywali go, by się uspokoił. Twierdzą, że krzyczał coś o bombie, w ręku ściskał torbę, a na wezwania nie reagował. Za nim biegła, też coś krzycząc, żona mężczyzny.

Gdy ten rzucił się na podłogę i sięgnął do torby - obaj strażnicy zaczęli strzelać. Oddali cztery do sześciu strzałów, mężczyzna zmarł. Bomby nie znaleziono ani przy nim, ani w bagażach żadnego z pasażerów.

Prowadzący dochodzenie twierdzą, że strażnicy zachowali się "podręcznikowo". Gdy uznają, że zagrożone jest bezpieczeństwo lotu lub pasażerów, mają prawo użyć "wszelkich środków, by zapobiec niebezpieczeństwu". Reguły użycia broni są takie same jak w przypadku policjantów na ulicy. Strażnicy są szczególnie wyczuleni na próby odpalenia ładunku bombowego przez napastnika. W Miami uznali, że mężczyzna po to sięgnął do torby. Na decyzję mieli ułamki sekund.

Telewizja ABC poinformowała, że lotnicze służby bezpieczeństwa w USA od kilku dni były w stanie podwyższonej gotowości po zatrzymaniu na lotnisku w Nowym Jorku Egipcjanina, na którego butach odkryto ślady materiałów wybuchowych.

Po 11 września 2001 r., gdy arabscy terroryści porwali cztery samoloty, używając przecinaków do pudełek, do samolotów wprowadzono nie tylko uzbrojonych strażników, ale opancerzono wejścia do kokpitu pilotów, a także zaopatrzono pilotów w broń palną.

Jak dotąd nikt w Ameryce nie porównuje incydentu z Miami z głośnym przypadkiem zastrzelenia w londyńskim metrze uciekającego przed policją Brazylijczyka.