Czy jedzie z nami lekarz?

Coraz więcej karetek wyjeżdża do chorego bez lekarza. Zespoły paramedyczne - karetki tylko z ratownikami i pielęgniarką - jeżdżą od dawna w krajach Unii i w USA. Równamy do światowych standardów, ale na razie nielegalnie

Brakuje nam dwudziestu lekarzy, żeby obsadzić wszystkie karetki - mówi Danuta Korcz rzecznik Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. - Dlatego musimy wykorzystywać ratowników medycznych.

Ratownik to absolwent trzyletnich studiów licencjackich. Umie przeprowadzić reanimację, opatrzyć urazy, zrobić zastrzyk. Korcz: - Ratownicy obsadzają "lżejsze" wyjazdy: do złamań na ulicy, gorączkujących dzieci itp. Decyduje dyspozytor przyjmujący zgłoszenie. Do zawału serca albo wylewu zawsze wyśle karetkę z lekarzem.

Dlaczego nie ma lekarzy?

Podobna sytuacja jest m.in. w Gdańsku (cztery z dziewięciu karetek jeżdżą bez lekarzy), Warszawie i Krakowie. Dyrektorzy stacji pogotowia coraz częściej stają przed wyborem: wysyłać karetkę bez lekarza czy wcale; bo z pogotowia odchodzą medycy z doświadczeniem, a młodzi nie są zainteresowani stresującą i źle opłacaną pracą.

W pogotowiu można pracować na etat (rzadziej) lub kontrakt (tak pracuje większość). Za godzinę dyżuru lekarz dostaje od 17 do 25 zł brutto. - Z tego płaci się jeszcze ubezpieczenie, ZUS, podatek. Zostaje 2 tys. na rękę - mówi Małgorzata Popławska, dyrektor Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego. - A warunki są nieporównywalne z żadną inną pracą. Wyjazdy do osób umierających, pijanych, psychicznie chorych, agresywnych. Praca na ulicy, w tłumie. Niebezpieczeństwo zarażenia HIV, żółtaczką.

NFZ wie, ale nikogo nie karze

Karetki bez lekarzy są nielegalne. - Zgodnie z umową z NFZ mamy dwa rodzaje ambulansów - mówi Jerzy Karpiński dyrektor gdańskiego pogotowia. - Karetki reanimacyjne z czteroosobowym zespołem, i wyjazdowe - na trzy osoby. W każdej szefem zespołu musi być lekarz. Ale lekarzy brak, więc przed południem i w nocy, kiedy najtrudniej znaleźć chętnych na dyżury, wysyłam zespoły paramedyczne: dwóch ratowników, z których jeden jest kierowcą, plus pielęgniarka - dodaje.

Karpiński i inni dyrektorzy pogotowia negocjują z oddziałami NFZ zgodę na wyjazdy takich zespołów.

- Nie ma sensu upierać się, że karetka musi być z lekarzem - uważa dyrektor Popławska z Krakowa. - Właśnie przekonujemy Fundusz, że zespoły ratunkowe to na Zachodzie norma. W Unii lekarze jeżdżą tylko do poważnych wypadków.

Na Zachodzie chorego do szpitala zawozi ten, kto jest pierwszy na miejscu nieszczęścia: zwykle są to strażacy, czasem policja.

- U nas obsadę karetek reguluje jeszcze stara ustawa o zakładach opieki zdrowotnej - tłumaczy Jerzy Serafin, rzecznik warszawskiego NFZ, który sam przepracował w pogotowiu 27 lat. - My musimy się trzymać przepisów, więc powinniśmy karać dyrektorów pogotowia: obniżać stawki kontraktów, zrywać umowy, nakładać kary. Ale tego nie robimy.

- Bo musieliby karać właściwie wszystkie pogotowia w kraju - mówi Krzysztof Rolirad dyrektor warszawskiego pogotowia i prezes Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego. - Karetki jeżdżą bez doktorów i nie ma w tym nic złego. W Warszawie aż 70 proc. wyjazdów do wezwań jest bezzasadnych! Szkoda do tego lekarzy. Zresztą pogotowie nie leczy, tylko ratuje. Mamy szybko dotrzeć do chorego, opatrzyć go jak najlepiej i dowieźć do szpitala. Takie zadanie jest w stanie bardzo dobrze wykonać ratownik medyczny.

Przepisy do zmiany

Karetki bez lekarzy będą legalne, dopiero gdy wejdzie nowa ustawa o ratownictwie medycznym - a to nastąpi nie wcześniej niż w 2007 r. Do tego czasu ma obowiązywać ministerialne rozporządzenie, które pozwala dyrektorom pogotowia wysyłać zespoły paramedyczne, gdy nie mają wolnych doktorów.

Dyrektor Rolirad: - Mamy zapewnienie wiceministra Jarosława Pinkasa, że rozporządzenie wejdzie w życie w lutym-marcu.