Talibowie strącają śmigłowce

Dwa śmigłowce, które rozbiły się w niedzielę na południu Afganistanu, zostały strącone przez talibów - przyznało w poniedziałek dowództwo wojsk USA. Talibowie, którzy już wiosną chwalili się kupnem rosyjskich i chińskich przenośnych wyrzutni rakietowych, trafiają coraz częściej

Chinooki zostały trafione podczas walk w prowincjach Kandahar i Uruzgan, które wraz z sąsiadującym z nimi Zabulem uważane są za twierdze talibów i najniebezpieczniejsze miejsca w Afganistanie. Jedna z maszyn, podchodząc do awaryjnego lądowania pod Kandaharem, roztrzaskała się doszczętnie. Pięciu żołnierzy znajdujących się na pokładzie zostało rannych. Z kolei Chinook, który rozbił się w Uruzganie, nadaje się jeszcze - według Amerykanów - do naprawy.

Wiosną talibowie pochwalili się, że sprowadzili z Iraku nowy arsenał, który ma odmienić losy afgańskiej wojny tak jak w latach 80. przenośne wyrzutnie rakietowe Stinger podarowane przez Amerykanów mudżahedinom odmieniły losy ich wojny przeciwko ZSRR. O tym, że nie są to czcze przechwałki, świadczyło zestrzelenie przez talibów w czerwcu amerykańskiego śmigłowca we wschodniej prowincji Kunar na granicy z Pakistanem. Zginęło wtedy 16 żołnierzy.

Amerykanie przyznali się jeszcze do zestrzelenia przez talibów co najmniej dwóch śmigłowców. Twierdzą jednak, że pół tuzina innych helikopterów, które stracili w tym roku w Afganistanie, rozbiło się z powodu burz piaskowych. Z kolei talibowie utrzymują, że wszystkie śmigłowce zostały trafione ich rakietami i że latem to oni właśnie zestrzelili pod Heratem śmigłowiec z hiszpańskimi żołnierzami, z których 17 zginęło.

W niedzielę w Kandaharze doszło do ósmego już w ciągu ostatnich dwóch miesięcy samobójczego zamachu bombowego. Tym razem terrorysta próbował pieszo zbliżyć się do amerykańskiego patrolu wojskowego. Dynamit, którym był opasany zamachowiec, eksplodował jednak, gdy samobójca został potrącony przez motocyklistę. Terrorysta i motocyklista zginęli, jeden z amerykańskich żołnierzy został ranny.