List od b. I sekretarza KW PZPR w Elblągu

Co zrobiono z Sobótkami?

Od 1986 roku byłem I sekretarzem KW PZPR w Elblągu do rozwiązania PZPR. Od 1975 r., czyli od utworzenia KW PZPR w naszym województwie "leśniczówka" Danielin nigdy nie znajdowała się w dyspozycji KW PZPR i nie była "letnią siedzibą" pierwszych sekretarzy KW PZPR w Elblągu. W swoim stylu pan Kurski zmyślił sobie alibi.

Jako osoba prywatna dzierżawiłem od nadleśnictwa Susz od 1975 r. do 1982 r. trzy pomieszczenia na piętrze, które nie były zamieszkane, ponieważ ściany tej nadbudówki były z jednej cegły. Od 1977 r. pracowałem w Warszawie. Do Danielina przyjeżdżaliśmy corocznie z żoną i dziećmi na wakacje.

Danielin to robotnicza osada śródleśna, którą zamieszkiwały dwie wielodzietne rodziny robotników leśnych, zajmując parter budynku.

Rozmówcy autorów tekstu wprowadzają ich w błąd.

W skład transakcji sprzedaży przez nadleśnictwo Susz panu Kurskiemu za 20 tys. zł oprócz rezydencji (na zdjęciu) wchodzi jeszcze połowa budynku gospodarczego (stodoła i obory) oraz odebrana pani Sobótkowej deputatowa łąka między budynkiem mieszkalnym i jeziorem.

Pytam, dlaczego nadleśnictwo Susz zgodnie ze stosowną ustawą nie sprzedało tej robotniczej osady leśnej żyjącym w niej w biedzie czwórce dzieci państwa Sobótków, wieloletnich robotników leśnych, którzy zdrowie, a w konsekwencji życie stracili z powodu ciężkiej pracy w lesie? Ubiegała się o to w nadleśnictwie pani Sobótkowa od lat.

Jak można tak rozmijać się z prawdą i twierdzić, że leśniczówka stała pusta, kiedy dzieci Sobótków żyją tam od urodzenia do dziś i wdowa po pilarzu, Wacławie Sobótce, wówczas jeszcze żyła?

Jeżeli sprawa była czysta i szlachetna, to może pan Kurski wyjaśni, dlaczego i kto nachodził i szantażował panią Sobótkową, schorowaną kobietę, nakłaniając ją do opuszczenia wraz z dziećmi mieszkania w Danielinie?

Czy ta "czysta i szlachetna sprawa" nie kwalifikuje się, aby zajął się nią nowy prokurator generalny?

Bolesław Smagała