Filmowa pasja buddyjskiego mnicha

Film ?Podróżnicy i magowie? himalajskiego mnicha reżysera Khyentse Norbu wygrał w plebiscycie publiczności festiwalu Filmy Świata - Ale Kino!

Aż pięć i pół tysiąca widzów w Warszawie, Krakowie, Łodzi i Poznaniu uczestniczyło w pierwszej edycji zakończonego 1 grudnia festiwalu Filmy Świata - Ale Kino! przedstawiającego kino Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej. W programie było 16 filmów, m.in. Koreańczyka Kim Ki-duka ("Łuk") czy Tajwańczyka Tsa Ming-lianga ("Kapryśna chmura"), nagradzanych na festiwalach w Wenecji i Berlinie, ale niemających szans w szerokim rozpowszechnianiu.

Festiwal Filmy Świata gromadzi inną publiczność niż większość imprez filmowych w kraju - są to nie tylko kinomani, ale też podróżnicy, fotoreporterzy, antropolodzy. To publiczność międzynarodowa - np. na pokazie wietnamskiego "Poganiacza bawołów" dużą część publiczności stanowili warszawscy Wietnamczycy.

W rozstrzygniętym wczoraj plebiscycie publiczności wygrał film niezwykłego pochodzenia "Podróżnicy i magowie", zrealizowany w Bhutanie, niepodległej himalajskiej monarchii, enklawie buddyzmu tybetańskiego. Bohater tej przypowieści pragnie wydostać się z kraju kuszony przez zachodnią cywilizację. Po drodze spotyka mnicha, który opowiada mu pełną namiętności, krwawą historię o niezaspokojonym pragnieniu. Ma ona dowieść niedoszłemu uciekinierowi z himalajskiej krainy, że po drugiej stronie trawa nie jest bardziej zielona.

Reżyser filmu Khyentse Norbu jest mnichem buddyjskim, mistrzem duchowym noszącym tytuł rinpocze. W 1999 r. w Cannes Norbu przedstawił swój pierwszy film fabularny "Puchar". Mówił wtedy o tym, jak stał się reżyserem. "Po raz pierwszy obejrzałem film fabularny w telewizji, gdy miałem 18 lat. Było to kino akcji, pościgi, kraksy. Później zobaczyłem filmy Ozu, de Siki, Makhmalbafa i pomyślałem: to coś dla mnie! W ten sposób można przekazywać idee buddyjskie. Pojechałem do Londynu i pokazałem mój skrypt producentowi "Małego Buddy" Jeremiemu Thomasowi. Pierwszy film kręciłem według tybetańskiego zwyczaju, stosując system wróżb, za pomocą których podejmuje się u nas decyzje, jak w starożytnej Grecji. Tak rozstrzygaliśmy, czy użyć taśmy Kodaka, czy Fuji...".

Pytany w Cannes przez dziennikarzy, czy rzeczywiście rinpocze jest inkarnacją świętego, mnich reżyser Khyentse Norbu odpowiadał z buddyjskim humorem i skromnością: "Tak, jestem nim, ale obawiam się, że po raz pierwszy w historii karma popełniła błąd". "Czy Budda jest wszędzie?" - pytali dziennikarze. "Tak mówią, ale ja go jeszcze nie widziałem".