Spór o marynarzy z Europy Środkowej rozpala Irlandię

Na wyspie w ostatnich dniach mówi się prawie wyłącznie o tanich marynarzach z Europy Środkowej. By zapobiec zatrudnianiu ich, związki zawodowe chcą nawet pójść na parlament

Spór o marynarzy, którzy mają zastąpić Irlandczyków na promach firmy Irish Ferries, rozpalił na wyspie prawdziwe emocje. W prasie ukazały się już dziesiątki artykułów. Związkowcy za tydzień planują marsz na parlament.

Chodzi o załogi trzech promów irlandzkiej firmy Irish Ferries. Promy kursują między Irlandią a Wielką Brytanią, w sumie pracują na nich 543 osoby. Dotychczas byli to Irlandczycy, teraz firma chce ich zwolnić i zastąpić o wiele tańszymi pracownikami z Europy Środkowej. Według prasy chodzi o Polaków, Łotyszy i Estończyków.

Nie spodobało się to związkom zawodowym. - Potrzebujemy w Irlandii ludzi z Europy Środkowej, to świetni pracownicy. Nie chcemy jednak, by byli wykorzystywani. Mają pracować za 3,60 euro za godzinę, podczas gdy Irlandczykom płacono prawie osiem - mówi Barbara Kelly z centrali związkowej SIPTU. W ub. tygodniu irlandzkie załogi zablokowały promy. Do dziś stoją unieruchomione w portach w Walii.

Dyrektor Irish Ferries Eamonn Rothwell tłumaczy, że uwzględniając to, iż załogi z Europy Środkowej mają zapewnione jedzenie, mieszkanie, koszty podróży i kieszonkowe, płace dla nich będą o 30 proc. wyższe niż minimalna płaca w Irlandii (która wynosi 7,65 euro).

Ta argumentacja nie przekonuje jednak związkowców. - Irlandzcy pracownicy też mieli to wszystko zapewnione - tłumaczy Barbara Kelly. Firma znalazła jednak furtkę, która pozwala jej wymienić pracowników irlandzkich na tych z Europy Środkowej. - Zmieniamy system z bezpośredniego zatrudniania pracowników na korzystanie z usług agencji z Cypru, która będzie prowadzić nasze promy - tłumaczy Irish Ferries. - A cypryjskiej firmy prawo irlandzkie nie obowiązuje.

Zarejestrowana na Cyprze firma Dobson Fleet Management z mediami nie rozmawia. Nawet na pytanie o rzecznika prasowego pada odpowiedź: - Bez komentarza.

Według Irish Ferries zmiany są niezbędne, jeśli firma ma udanie konkurować z innymi. "Ponieważ irlandzcy marynarze są od 50 do 60 proc. drożsi niż inni, ponieważ pojawiły się tanie linie lotnicze, a ceny paliwa bardzo wzrosły, po roku 2007 Irish Ferries nie będzie zarabiać, jeśli nie dokona radykalnych zmian. (...) Tu chodzi o życie lub śmierć naszej firmy" - napisał Eamonn Rothwell.

W dodatku jego zdaniem z pracowników zatrudnianych przez pośredników korzysta 95 proc. statków przypływających do irlandzkich portów. "Czy zakażemy wpływania do Dublina statkom wycieczkowym, statkom dostarczającym ropę i zboże, kontenerowcom i innym promom? Czy tylko zniszczymy konkurencyjność Irish Ferries?" - pyta.

Irlandzka firma kontroluje jedną trzecią promowych przewozów towarowych i prawie połowę pasażerskich do Wielkiej Brytanii. Już wcześniej wymieniła na tańszą załogę jednego ze swych promów pływających do Francji, który jest zarejestrowany na Bahamach. Teraz planuje przerejestrowanie pozostałych na banderę cypryjską. - Od dawna domagamy się europejskiej dyrektywy, która regulowałaby takie przypadki, pracodawcom udaje się jednak zablokować prace nad nią - mówi Barbara Kelly.