Organizacje pozarządowe przeszkadzają Rosji

Kreml wymierzył organizacjom pozarządowym najcięższy cios od upadku Związku Radzieckiego. Nowe, wstępnie zaakceptowane już przez Dumę prawo zmusi np. Amnesty International i Human Rights Watch do zamknięcia biur w Moskwie. Szykuje się też czystka wśród organizacji rosyjskich

Drakońską - jak twierdzą jej przeciwnicy - ustawę o organizacjach pozarządowych Duma przyjęła w środę w pierwszym czytaniu (wymagane są trzy) przytłaczającą większością głosów. Za projektem przygotowanym w rosyjskim ministerstwie sprawiedliwości głosowało 226 posłów przy sprzeciwie ledwie 18. - Wracamy do czasów radzieckich - komentowali wczoraj rosyjscy obrońcy praw obywatelskich.

Prawo, które ma wejść w życie już 1 stycznia 2006 r., nakazuje zamknięcie rosyjskich oddziałów wszystkich międzynarodowych organizacji pozarządowych. Uderza też w grupy rodzime - wprowadza obowiązek ponownej ich rejestracji, co - jak twierdzą ich działacze - doprowadzi do delegalizacji organizacji krytykujących władze. To kolejny krok Kremla ku budowie scentralizowanej i coraz mniej demokratycznej Rosji. Największe media już teraz są tu pod kontrolą państwa, a obywatelom odebrano prawo bezpośrednich wyborów gubernatorów regionów.

Czym zajmują się organizacje, przeciw którym z takim impetem ruszył Kreml? Władze najbardziej boją się tych, które szkolą niezależnych obserwatorów wyborczych, monitorują przestrzeganie wolności słowa i innych praw człowieka. - Nie pozwolę na finansowanie rosyjskiej polityki zza granicy - już kilkakrotnie grzmiał przeciw nim Władimir Putin. Natomiast szef FSB Nikołaj Patruszew na tajnym posiedzeniu Dumy straszył, że są one przykrywką dla zachodnich wywiadów. Lęk władzy urósł do prawdziwej histerii po pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, która dla wielu ludzi Kremla była owocem knowań CIA i jej ukraińskich popleczników z organizacji pozarządowych.

W styczniu tysiące dyspozycyjnych wobec Kremla urzędników ruszy do wnikliwych kontroli statutów, finansów oraz "legalności działań" organizacji pozarządowych. Jeśli do końca 2006 r. nie zdążą się one ponownie zarejestrować, staną się nielegalne. Wystarczy więc, by dyspozycyjni urzędnicy przeciągnęli procedurę, a organizacja niewygodna dla władz zniknie z rejestru. Zawsze będą ją też mogli rozwiązać np. pod pretekstem nieprawidłowości księgowych.

Dotychczas pomoc finansowa z Zachodu i zagraniczne paszporty części pracowników pozwalały wielu rosyjskim organizacjom przetrwać szykany lokalnych władz - wymawianie najmu lokali czy nękanie przez fiskusa. Kiedy British Council chciał dofinansować niezależny program pomocowy dla Czeczenii, został ostro zaatakowany przez rosyjski urząd podatkowy. Rosyjskich wolontariuszy uratowało wtedy wsparcie brytyjskiej ambasady.

Pod rządami nowego prawa zagraniczne organizacje będą zmuszone do szukania partnerów rosyjskich, których finanse będą ściśle kontrolowane przez władze. - Nie mamy złudzeń. Od przyszłego roku będziemy musieli zajmować się Rosją spoza jej granic. Zupełnie jak w czasach ZSRR - mówi Aleksander Pietrow, szef moskiewskiego biura Human Rights Watch.

Czy są szanse na zablokowanie nowego prawa? Skargę do sądu konstytucyjnego zapowiedział nawet Władimir Łukin, rosyjski rzecznik praw człowieka naznaczony przez Kreml.

- Rosyjscy politycy wyznają logikę "albo swój, albo wróg". Szczerze węszą szpiegów w naszych organizacjach niezależnych. Żyjemy jednak nadzieją, że naciski Zachodu na Putina uratują nas od tego prawa - mówi Jurij Dżibladze z Centrum Rozwoju Demokracji i Praw Człowieka.