Atol dla morświnów

Naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego chcą zbudować w Helu ośrodek ratowania przyrody bałtyckiej. Jego częścią ma być atol, w którym badać się będzie zagrożone wymarciem morświny - jedyne walenie żyjące w Bałtyku

Uczeni mają powody do radości, bo przed paroma dniami - po wielu latach dyskusji - radni miasta Hel niemal jednogłośnie zdecydowali o sprzedaniu Uniwersytetowi Gdańskiemu terenu przy plaży nad Zatoką Pucką. Zostanie tam ulokowany wyjątkowy ośrodek.

Uzgodniona już wartość transakcji wyniesie 1,2 mln zł, choć - wedle wyceny zamówionej przez władze miasta - ziemia warta jest trzy razy więcej. Wcześniej interesował się nią prywatny inwestor, który chciał tu postawić hotel. Konkurencyjną propozycję zgłosili naukowcy ze Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego, która działa w Helu od ponad 20 lat. Jej wizytówką jest słynne na cały kraj fokarium, gdzie bada się i ratuje bałtyckie foki. W zeszłym roku placówkę odwiedziło ponad 400 tys. ludzi. W wakacje chętni do zobaczenia zwierząt ustawiali się w długich kolejkach.

Naukowcy: będzie lepiej

Pomysł, by zamiast hotelu zbudować na helskiej plaży publiczne centrum edukacyjno-badawcze zajmujące się ratowaniem bałtyckiej przyrody - od najmniejszego skorupiaka po morświna, narodził się pod koniec lat 90. - Chcemy szukać lepszych metod zarówno ochrony, jak i wykorzystania przyrodniczych skarbów Morza Bałtyckiego. W tym pozornym paradoksie tkwi zamysł stworzenia trwałych podstaw zarówno do rozwoju turystyki, jak i zachowania rybołówstwa, które ginie wraz z degradacją środowiska i zasobów ryb. Do tego potrzebna jest nam jednak lepsza wiedza o biologii i ekologii bałtyckich organizmów - wyjaśnia dr hab. Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej.

Zaczęło się od propozycji uporządkowania kawałka plaży położonej w bezpośrednim sąsiedztwie fokarium. Teren podzielony między dwóch właścicieli, gminę Hel i skarb państwa, znajduje się w opłakanym stanie. Plaża i towarzyszący jej od strony lądu pas wydmowy zostały zdewastowane, kiedy remontowano tu port wojenny. Wówczas stanęły baraki dla robotników oraz magazyny, na ruchomych piaskach ułożono koszmarne betonowe płyty, urządzając skład materiałów budowlanych i śmietnik. Przyroda tej śródmiejskiej wydmy niemal umarła.

Tak jest do dziś - plaża wciąż straszy betonem i barakami krytymi azbestem. Naukowcy planują odtworzenie pasa wydm nadmorskich z typową dla nich roślinnością bogatą w gatunki chronione takie jak mikołajek nadmorski czy rokitnik. By ludzie mogli podziwiać cenną przyrodę, nie zadeptując jej, nad wydmami postanowiono przerzucić drewniane pomosty. Chętni mogliby przenocować w zrekonstruowanych przy plaży domach przypominających checze - dawne chaty kaszubskich rybaków. Stanęłyby one wzdłuż uliczki wiodącej na molo, na końcu którego zostałby zbudowany sztuczny atol dla morświnów. Naukowcy mogliby je tu badać, a turyści - oglądać.

Cały projekt otrzymał nazwę Błękitna Wioska, a jego koszt oszacowano wstępnie na blisko 50 mln zł. Obejmuje również budowę na terenie Stacji Morskiej nowych akwariów i basenów z wodą morską, w których badane będą inne gatunki żyjące w Bałtyku - ryby, skorupiaki, małże i algi. Przede wszystkim, by je ratować przed wyginięciem. Ale nie tylko. Wiele państw czerpie coraz większe dochody z takich zamkniętych hodowli organizmów morskich. Mało kto wie, że np. Norwegia zarabia na tzw. akwakulturze więcej niż na ropie naftowej. Tymczasem w Polsce nie tylko nie ma farm morskich zwierząt i roślin, ale brakuje nawet pilotowego ośrodka badawczego.

Rybacy: Będzie gorzej

Wróćmy jednak do morświnów, bo to one wzbudzają najwięcej emocji. Propozycja założenia w Helu ośrodka badań tych rzadkich dziś zwierząt podzieliła lokalną społeczność. Za są przeważnie ci, którzy żyją z turystyki - właściciele pensjonatów, turystycznych kwater, lokali gastronomicznych, sklepów i punktów usługowych. Przykład fokarium pokazał, jak dużo może zyskać miejscowość, która ma do zaproponowania przyjeżdżającym coś więcej niż tylko plażę. A sytuacja Helu nie jest wesoła - trwa tam redukcja garnizonu wojskowego, który przez długie dekady dawał pracę i stabilne dochody wielu ludziom. Pismo do burmistrza z poparciem dla inicjatywy naukowców podpisało około 500 osób, czyli mniej więcej co czwarty dorosły mieszkaniec.

Przeciwna budowie morświnarium, jak w skrócie określa się ten ośrodek badawczy, jest natomiast część rybaków. Grupa ta obawia się, że kiedy już morświnarium zacznie działać, Zatoka Pucka zostanie otoczona ochroną rezerwatową i zamknięta dla połowów ryb, co oznaczałoby utratę tradycyjnego źródła zarobku. Gorące dyskusje między rybakami a naukowcami nasiliły się na początku tego roku po podpisaniu przez Uniwersytet Gdański oraz władze samorządowe Helu, powiatu puckiego i województwa pomorskiego listu intencyjnego w sprawie budowy Błękitnej Wioski.

Podczas kolejnych spotkań dr Skóra, jego zastępczyni Iwona Kuklik oraz inni pracownicy uczelni rozmawiali z rybakami o współpracy z helską placówką. Wyjaśniali, że hodowane morświny nie będą wypuszczane na wolność, a oni nie widzą racjonalnych przesłanek zakazywania połowów ryb w Zatoce Puckiej. Zarazem przekonywali, że ze względu na ochronę odwiedzających ten akwen morświnów należy stopniowo zmieniać sposób prowadzenia połowów, aby ssaki, których ulubionym miejscem żerowania są płytkie wody przybrzeżne, nie ginęły w zastawianych tam sieciach. Na świecie stosuje się odstraszacze akustyczne, tzw. pingery, które płoszą zbyt blisko podpływające osobniki, oraz metalizowane sieci, które morświn wykrywa za pomocą echolokacji i omija z daleka. Podobne urządzenia są już wprowadzane w zachodniej części Bałtyku.

Część uczestniczących w spotkaniach rybaków nie kryje jednak lęku. Obawiają się, że wkrótce nie będą mogli łowić starymi sieciami, które są niebezpieczne dla morświnów, a na nowe ich nie stać, podobnie jak na pingery. Są i tacy, którzy uważają, że morświny w Bałtyku to wymysł naukowców, bo nikt tu nigdy nie widział tych zwierząt. Dla innych te ssaki to jedynie szkodniki wyjadające ryby. Tak właśnie traktowano je przed ostatnią wojną, kiedy rząd płacił za każdego zabitego morświna. Zginęło ich wtedy wiele tysięcy. Potem doszły szkodliwe zanieczyszczenia i nowe bardziej niebezpieczne sieci. W rezultacie oddziaływania tych czynników jedyny gatunek walenia, który od tysięcy lat mieszkał w Bałtyku, prawie całkowicie wyginął. Nic dziwnego, że dziś wypatrzenie morświna graniczy z cudem.

Jak pogodzić człowieka z morzem?

Wbrew temu, co twierdzą niektórzy rybacy, morświny w Bałtyku nadal jednak żyją. Niemal co roku morze wyrzuca na nasz brzeg ciała martwych zwierząt, część z nich dusi się w sieciach rybackich. Według ostatnich szacunków cała bałtycka populacja morświna liczy obecnie najwyżej tysiąc osobników, a jedną z ostatnich ostoi ssaka może być właśnie Zatoka Pucka.

Między innymi dlatego naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego zamierzają w Błękitnej Wiosce zbudować morświnarium. - Chcemy się dowiedzieć jak najwięcej o tym gatunku, lepiej poznać jego życie i obyczaje, aby móc go skutecznie chronić. Ponadto pragniemy pokazać ludziom, jakie wspaniałe są bałtyckie zwierzęta - mówi Iwona Kuklik. Podkreśla też, że ochrona przyrody nie jest wymierzona w rybaków: - Nauka może pomóc w pogodzeniu interesów ludzi i przyrody, pokazać, jak korzystać z zasobów morza w sposób racjonalny, a nie rabunkowy. Inaczej Bałtyk przestanie nas żywić, a wtedy stracimy wszyscy, także rybacy.

W najbliższych dniach rozpocznie się kolejny etap społecznych konsultacji dotyczących Błękitnej Wioski. Zaczną też być zbierane dokumenty potrzebne do sprzedaży fragmentu helskiej plaży Uniwersytetowi Gdańskiemu. Uczelnia wyłoży 400 tys. zł, resztę - zgodnie z listem intencyjnym - mają dać po połowie województwo pomorskie i powiat pucki. Dr Skóra ma nadzieję, że już w najbliższych miesiącach można będzie rozpisać konkurs architektoniczny na projekt ośrodka, potem ruszy w Polskę i świat w poszukiwaniu funduszy na inwestycję. Chciałby, aby Błękitna Wioska była gotowa w 2015 roku.

Więcej o Błękitnej Wiosce i bałtyckich morświnach na stronie internetowej www.hel.univ.gda.pl