Ariel Szaron zakłada nową partię

Polityczne trzęsienie ziemi w Izraelu. Premier Ariel Szaron odchodzi z prawicowego Likudu, zakłada własną partię centrową. Parlament przegłosował samorozwiązanie. Przyspieszone wybory najpóźniej w marcu.

Generał Szaron rzucił bombę - komentowało decyzję premiera izraelskie radio. 77-letni Szaron, który 32 lata temu był wśród założycieli Likudu, o swoim odejściu poinformował partię listownie. Wczoraj na zebraniu klubu parlamentarnego partii jego ogromny skórzany fotel stał pusty, a kilka godzin wcześniej Szaron poprosił prezydenta Mosze Kacawa o rozwiązanie parlamentu i rozpisanie przyspieszonych wyborów. Kneset w poniedziałek przegłosował samorozwiązanie przytłaczającą większością głosów.

W ten sposób Izraelczycy, od dziesięcioleci przywykli do generalnie dwubiegunowej sceny politycznej z lewicową Partią Pracy i prawicowym Likudem dostają zupełnie nową: partię centrum. - Otwierają się drzwi do fascynującej koalicji sił umiarkowanych - mówił minister budownictwa Icchak Herzog z Partii Pracy.

Szaron zostanie premierem do wyborów. Razem z nim odchodzi z Likudu kilku ministrów i 14 deputowanych z 40-osobowego klubu parlamentarnego. Pierwsze sondaże wskazują, że gdyby wybory odbyły się w poniedziałek nowa partia "Narodowa Odpowiedzialność" zebrałaby 23 proc. miejsc, tyle samo co Partia Pracy a Likud dostałby 15 proc. Badanie przeprowadzono przy założeniu, że przywództwo Likudu obejmie Benjamin Netaniahu, do niedawna minister finansów, który odszedł z rządu w proteście przeciw zbyt miękkiej polityce premiera.

Gołąb z jastrzębia

A jeszcze kilka lat temu Szaron był bohaterem prawicowych radykałów. W 1967 jako generał dowodził dywizją w Wojnie Sześciodniowej, w której Izrael rozgromił państwa arabskie. W roku 1982, jako minister obrony, przeprowadził inwazję na Liban i wykurzył stamtąd OWP Jasera Arafata. Ale wydarzenia w Libanie załamały karierę Szarona na długi czas. Został obarczony odpowiedzialnością za masakrę w dwóch palestyńskich obozach uchodźców w Bejrucie, gdzie chrześcijańskie bojówki wymordowały według różnych szacunków od kilkuset do 4 tys. osób. Szaron został usunięty ze stanowiska.

Powrócił na początku lat 90., jako minister budownictwa, który energicznie rozbudowywał osiedla żydowskie w Gazie i na Zachodnim Brzegu. W 1999 r., po wyborczej klęsce premiera Benjamina Netaniahu odebrał mu partyjne przywództwo. Dwa lata później poprowadził partię do zwycięstwa w wyborach i został premierem. Poparł budowę kontrowersyjnego muru, który odgrodzi tereny palestyńskie, uniemożliwiając samobójcom przekradanie się na teren Izraela z ładunkami wybuchowymi.

Wszystko przez Gazę

Polityczna bomba, która wybuchła wczoraj, cykała już od ponad roku, od momentu gdy Szaron zdecydował się oddać Palestyńczykom Strefę Gazy. Uznał, że utrzymywanie 8 tys. żydowskich osadników wśród półtora miliona Palestyńczyków z powodów i finansowych i strategicznych nie ma sensu. To tam było najwięcej zamachów terrorystycznych. Wycofanie miało być też gestem dobrej woli i wyzwaniem w stronę władz Autonomii Palestyńskiej: "Popatrzcie, oddajemy wam Gazę. Teraz pora, żebyście wy coś zrobili!".

Plan wycofania z Gazy wywołał bunt w szeregach Likudu. Jednak Szaron był uparty - postanowił przeprowadzić wycofanie nawet wbrew własnej partii. Zaprosił do wielkiej koalicji opozycję. Dzięki wsparciu Partii Pracy i umiarkowanego skrzydła Likudu przeprowadził wycofanie w sierpniu tego roku. Osadników, którzy sprzeciwiali się wysiedleniu, armia usunęła siłą.

Wycofanie, tak potępiane przez partyjnych kolegów, poparła większość Izraelczyków. Szaron zyskał opinię pragmatycznego i zdecydowanego polityka, który dba o bezpieczeństwo Izraelczyków. Na to liczy zapewne w przyspieszonych wyborach.

Nadzieje Palestyńczyków

Gambit Szarona obudził nadzieje Palestyńczyków. - Mam nadzieję, że zyskamy w Izraelu partnera do ostatecznego porozumienia pokojowego - mówił w poniedziałek palestyński negocjator Samb Erekat.

Nadzieje te mogą okazać się przedwczesne. - Kolejnych jednostronnych kroków z naszej strony [a więc opuszczenia osiedli na Zachodnim Brzegu - red.] nie będzie - mówił w poniedziałek Szaron. - Chcę trzymać się "mapy drogowej", a jednocześnie walczyć z terroryzmem.

Popierana przez USA "mapa drogowa" zakłada, że Izraelczycy i Palestyńczycy ustalą granice przyszłego niepodległego państwa palestyńskiego. Jednak Szaron od miesięcy zapowiada, że żadnych negocjacji nie będzie, dopóki władze Autonomii nie rozbroją radykałów z Hamasu i Islamskiego Dżihadu, którzy są odpowiedzialni za większość zamachów. Tego władze Autonomii z kolei nie mogą zrobić, nawet gdyby chciały, bo są za słabe.

W styczniu odbędą się wybory do palestyńskiego parlamentu. Radykałowie z Hamasu mają nadzieję na pokonanie w nich umiarkowanego Fatahu prezydenta Mahmuda Abbasa. Szaron zapowiada, że z rządem, w którym jakąkolwiek rolę ma Hamas, rozmawiać nie będzie.