Prezydent Litwy żąda wyjaśnień od premiera na temat majątku jego rodziny

Prezydent Valdas Adamkus wezwał premiera Algirdasa Brazauskasa do wyjaśnienia prywatnych interesów jego małżonki. Opozycyjni konserwatyści, którzy domagali się tego, od dawna cieszą się. Premier zgrzyta zębami

Prezydent zabrał głos po raz pierwszy, od kiedy w ubiegłym tygodniu koalicja rządowa wbrew regulaminowi Sejmu udaremniła powołanie komisji parlamentarnej do zbadania majątku rodziny premiera. Jego oświadczenie ucieszyło opozycję konserwatywną, która od tygodni bezskutecznie domaga się wyjaśnień od premiera, jak to się stało, że Krystyna Brazauskiene kupiła w 2002 roku po bardzo niskiej cenie 38 proc. akcji w luksusowym hotelu Crowne Plaza w centrum Wilna.

- Okoliczności prywatyzacji hotelu Crowne Plaza muszą zostać wyjaśnione, a premier powinien udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania z tym związane - oświadczył prezydent. Dodał, że zbadaniem prywatyzacji hotelu należącego w 99 proc. do żony premiera i jej syna z pierwszego małżeństwa, powinny się zająć Państwowy Fundusz Mienia, litewski NIK oraz służba antykorupcyjna.

Prezydent skrytykował też wprost decyzję rządzącej koalicji, która zablokowała powołanie komisji parlamentarnej, by "zapobiec upadkowi rządu i chaosowi w kraju". - Nie wolno poświęcać fundamentalnych zasad państwa i społeczeństwa obywatelskiego dla zachowania stabilności - kategorycznie stwierdził prezydent.

Sprzedał je prezes litewskiej filii rosyjskiego koncernu Łukoil, który wcześniej wyremontował hotel za wielkie pieniądze. Łukoil stara się o kupno akcji rafinerii Możejki i opozycja podejrzewa, że przysługa dla pani Krystyny miała mu utorować drogę do transakcji. Premier Brazauskas od początku osobiście zaangażował się w rokowania w sprawie prywatyzacji Możejek. Konserwatyści chcą też wiedzieć, jak i za co w 1995 roku ówczesna pani Butrimiene, wtedy kochanka prezydenta Brazauskasa, nabywała pierwszy pakiet akcji hotelu.

Z kwaśną miną przyjął napomnienia prezydenta sam Brazauskas, który od początku nie godził się na śledztwo parlamentarne i groził dymisją, jeśli do niego dojdzie. W piątek zapowiedział, że jest gotów złożyć wyjaśnienia w przyszłym tygodniu, najpierw poczeka jednak na oficjalne stanowisko "uprawnionych instytucji". Jeżeli chodziło mu o prokuraturę generalną, to właśnie się odezwała - wszczynając śledztwo.

Na razie, aby rozwiać obawy, że ma coś do ukrycia, Brazauskas zapowiedział uruchomienie od poniedziałku specjalnego telefonu rządowego. Zaniepokojeni obywatele będą mogli dzwonić z pytaniami o interesy premiera i jego żony. On zaś je pozbiera, poradzi się prawników i odpowie. Być może już we wtorek w telewizji.