Macy Gray w Polsce

Światowa gwiazda soulu dała porywający koncert w warszawskiej Sali Kongresowej

Miała być filmowcem. Chodziła nawet na kursy pisania scenariuszy na uniwersytecie kalifornijskim. Przypadkowo zgodziła się na napisanie tekstów do piosenek przyjaciela. Gdy na sesji nagraniowej nie stawiła się umówiona na nią wokalistka, sama stanęła przy mikrofonie. Jedna z tak nagranych piosenek trafiła do lokalnych rozgłośni radiowych. Chwilę później było już jasne, że amerykański przemysł rozrywkowy stracił początkującą scenarzystkę, ale zyskał znakomitą wokalistkę o niezwykle oryginalnym, trochę zachrypniętym, trochę skrzeczącym głosie.

Naprawdę nazywa się Natalie McIntyre. Macy Gray to jej pseudonim artystyczny, który przybrała, gdy jeszcze przymierzała się do kariery w biznesie filmowym. Jako dziecko była bardzo nieśmiała - rówieśnicy naśmiewali się z jej dziwacznego głosu, który w przyszłości miał zadecydować o jej sukcesie. Zanim zaczęła nagrywać własne płyty, występowała z zespołami jazowymi. Swój pierwszy solowy materiał "On How Life Is" wydała w 1999 roku. Tylko w samych Stanach Zjednoczonych sprzedano ponad 3 miliony egzemplarzy tej płyty. Gray szybko udowodniła, że jest prawdziwą soulową divą. Zasłynęła nie tylko muzyką, ale i zwariowanymi występami, ekstrawaganckimi strojami i surrealistycznymi wywiadami.

Co prawda od czasu "On How Life Is" nie udało jej się osiągnąć porównywalnego komercyjnego sukcesu. Ale wciąż pozostaje prawdziwą gwiazdą. W Sali Kongresowej dała prawdziwie mistrzowski popis. Na scenie było dziesięć osób, ale od pierwszych taktów pochodzącego z jej debiutanckiego albumu "Sex-O-Matic Venus Freak" było jasne, że gwiazda wieczoru jest tylko jedna. Macy, ubrana w czerwony kostium (który w bisach zamieniła na różową suknię), czarowała wokalnymi popisami, wplatała we własne utwory fragmenty piosenek Beatlesów ("Come Together") i Boba Marleya ("No Woman No Cry") przekomarzała się z publicznością. Największy aplauz wzbudził oczywiście znakomity, rozbudowany "I Try". Chociaż i przez resztę koncertu Macy nie pozwalała widzom ochłonąć. Jak to na soulową divę przystało.