Prawa człowieka są łamane w Rosji!

Rosjanie apelują do Zachodu o obronę praw obywatelskich, które są coraz częściej łamane przez władze. - Trudno walczyć o wolność rosyjskich więźniów politycznych przy obojętności zachodnich rządów - mówi Lew Ponomariow z grupy Za Prawa Człowieka

Gorzki apel zaadresowany do prezydenta USA oraz kilkunastu premierów i prezydentów Europy Zachodniej (w tym Polski) podpisało 23 rosyjskich naukowców, działaczy najbardziej zasłużonych organizacji praw człowieka (m.in. moskiewskiej Grupy Helsińskiej) oraz polityków. "Jedną z głównych przyczyn eskalacji antydemokratycznych działań władz Rosji jest niekonsekwencja i słaba reakcja zachodnich rządów" - piszą sygnatariusze listu.

Wzywają oni Zachód do przyznania statusu więźniów politycznych kilkudziesięciu Rosjanom, którzy siedzą w więzieniach za - jak twierdzą rosyjscy obrońcy praw człowieka - antykremlowską działalność polityczną bądź też za nieposłuszeństwo wobec bezprawnych żądań służb specjalnych. Apel wymienia z nazwiska m.in. Michaiła Chodorkowskiego (w którym prezydent Putin dostrzegł politycznego rywala), Igora Sutiagina i Walentina Daniłowa (dwóch uczonych skazanych za szpiegostwo na podstawie listy dowodów sfabrykowanych zdaniem autorów listu przez FSB) oraz Michaiła Triepaszkina, który ośmielił się ujawnić podejrzane działania FSB.

Żaden z wymienionych w liście Rosjan nie przeszedł jeszcze przez wszystkie instancje odwoławcze (łącznie z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka) i dlatego zachodnie instytucje żadnego z nich nie uznają za więźnia politycznego.

Czego autorzy apelu spodziewają się od Zachodu? - To nie pierwszy taki list. Dlatego moje nadzieje nie są wielkie. Przekonałem się, że Zachód przedkłada wartość stosunków gospodarczych nad ochronę praw człowieka w Rosji - mówi Lew Ponomariow, jeden z sygnatariuszy apelu.

Zdaniem Ponomariowa idealnym rozwiązaniem byłaby np. groźba wykluczenia Rosji z grupy państw G8, ale rosyjscy działacze marzą, by zachodni przywódcy przynajmniej zaczęli otwarcie mówić Putinowi, że łamie zasady demokracji. - Tymczasem niektórzy z nich nie tylko milczą o prawach człowieka, ale też szczycą się swymi przyjaźniami z gospodarzem Kremla - mówi Ponomariow.

Represje dotykają w Rosji przede wszystkim zaangażowane politycznie elity inteligenckie, podczas gdy zdecydowana i bierna politycznie większość społeczeństwa cieszy się stabilizacją, rosnącym dostatkiem i ani myśli wkraczać w niebezpieczny świat polityki. - I to władzom odpowiada. Biernymi ludźmi łatwiej rządzić - tłumaczy niezależny deputowany Władimir Ryżkow (sygnatariusz apelu).

Tymczasem niezrażeni krytyką opozycji prokremlowscy deputowani zaproponowali w czwartek, by w 2006 r. Moskwa przeznaczyła 18 mln dol. "na ochronę praw człowieka w Rosji i za granicą". - Demokracja? Chodzi m.in. o dotowanie rosyjskich organizacji w państwach bałtyckich. To grozi kolejnymi awanturami między Moskwą i Bałtami - przyznają nieoficjalnie deputowani kremlowskiej Jednej Rosji.