Polscy eurodeputowani przypominają o gazociągu bałtyckim

Parlament Europejski powinien się zająć kwestią gazociągu bałtyckiego - uważają polscy eurodeputowani. Niemiecko-rosyjską inwestycją próbują zainteresować także największe organizacje ekologiczne

Szansa, by sprawa gazociągu stała się jednym z punktów obrad PE, nadarzyła się w środę. Parlament Europejski zajmował się bowiem swoją rezolucją w sprawie tzw. Północnego wymiaru Unii Europejskiej, dokumentu mówiącego m.in. o strategii rozwoju północnych regionów wspólnoty.

Eurodeputowany Konrad Szymański (PiS, frakcja UEN) zaproponował, żeby do tekstu dodać dodatkowy punkt mówiący, że "w przypadku dużych projektów infrastrukturalnych w zakresie energetyki i transportu w regionie Morza Bałtyckiego należy uwzględniać uzasadnione obawy związane z bezpieczeństwem państw członkowskich oraz kwestii ich wpływu na środowisko naturalne". Poprawka ta przeszła bez trudu.

Także argumentem dotyczącym środowiska naturalnego posługuje się eurodeputowany Bogdan Golik (Samoobrona, członek frakcji socjalistycznej w PE). Sprawą gazociągu próbuje on zainteresować Greenpeace - najbardziej znaną na świecie organizację ekologiczną. Golik przesłał do niej list, w którym przekonuje, że budowa gazociągu może wywołać niewyobrażalne szkody ekologiczne.

- Na dnie Morza Bałtyckiego może spoczywać nawet 40 tys. ton wraków, bomb i min z okresu II wojny światowej. Tak mówi raport przygotowany przez Komisję Helsińską. Czy Niemcy i Rosjanie wzięli to pod uwagę? - pyta Golik. I przypomina, że Bałtyk otrzymał status "obszaru szczególnie wrażliwego", nadany przez Międzynarodową Organizację Morza.

Golik wierzy, że jeśli w sprawę zaangażuje się Greenpeace, to budowę gazociągu będzie można jeszcze zablokować. Przypomina, że w 1995 r. działaczom Greenpeace, którzy zorganizowali ogromną akcję protestacyjną, udało się zmusić koncern Shell do zaniechania planów zatopienia w Atlantyku zużytej platformy wiertniczej Brent Spar.