Bośnia i Hercegowina trochę bliżej UE

Bośniaccy Muzułmanie, Serbowie i Chorwaci zakończyli kolejny etap żmudnych rozmów w sprawie przyszłości politycznej Bośni i Hercegowiny. Jeżeli z amerykańską pomocą dogadają się w sprawie konstytucji, będzie im łatwiej wejść do Unii

W poniedziałek zakończyły się w Brukseli trzydniowe rozmowy polityków z trzech głównych grup etnicznych zamieszkujących Bośnię i Hercegowinę: Muzułmanów, Chorwatów i Serbów. Spotkanie zorganizowane zostało z inicjatywy USA przy ostrożnym poparciu Unii Europejskiej. Uczestnicy spotkania szukali kompromisu w sprawie politycznej przyszłości Bośni i Hercegowiny.

Od zakończenia wojny w byłej Jugosławii w 1995 r. Bośnia i Hercegowina ma unikalny w Europie system polityczny, w którym centralna władza wykonawcza jest sprawowana na wielu różnych szczeblach. Formalnie najważniejszym organem w kraju jest "prezydium", w którym zasiadają przedstawiciele Muzułmanów, Serbów i Chorwatów.

W rzeczywistości władza "prezydium" jest dość ograniczona, bo więcej do powiedzenia mają lokalne rządy na terenach zamieszkiwanych przez Chorwatów i Muzułmanów oraz Serbów. Pierwsi i drudzy tworzą w ramach BiH federację muzułmańsko-chorwacką. Zaś Serbowie mają własną Republikę Serbską. Żeby sprawy skomplikować jeszcze bardziej, wszystkim na ręce patrzy ONZ-owski administrator.

Taka atomizacja władzy, chociaż pozwoliła wygasić napięcia etniczne i nie dopuściła do rozpadu Bośni w drugiej połowie lat 90., teraz nie dość, że jest zbyt kosztowna (administracja zjada 60 proc. budżetu centralnego BiH), to jeszcze staje się przeszkodą na drodze do UE. Unia nie ma nic przeciwko temu, żeby BiH składała się z dwóch regionów o dużej autonomii, jednak oczekuje, że będzie miała jednego rządowego partnera do rozmów, a nie trzech i to niekiedy konkurencyjnych.

Z takim wielo-podziałem władzy Bośnia i Hercegowina po prostu nie będzie w stanie - mówi Bruksela - wdrożyć wszystkich niezbędnych reform gospodarczych i społecznych. UE sugeruje więc konsolidację władzy. - Ewolucja konstytucyjna jest bardzo ważna, by kraj mógł czynić poważne i stałe postępy w kierunku Unii - powiedział niedawno komisarz UE ds. rozszerzenia Olli Rehn.

Projekt zmian już leży na stole. To szkic nowej konstytucji BiH, efekt siedmiu miesięcy przygotowań prowadzonych przez amerykańskich dyplomatów. Może on być odpowiedzią na oczekiwania UE, przewiduje bowiem znaczące wzmocnienie władz centralnych w Sarajewie. Zamiast rotacyjnej prezydencji krajem rządziłby jeden prezydent, zaś dwuizbowy parlament narodowy przejąłby większość uprawnień obecnych zgromadzeń lokalnych.

Amerykanie mają nadzieję, że tekst nowej konstytucji mógłby być wstępnie zaakceptowany przez bośniackich polityków jeszcze pod koniec listopada w Waszyngtonie, w dziesiątą rocznicę porozumienia pokojowego z Dayton, które położyło kres konfliktowi w byłej Jugosławii. A jeśli nie wtedy, to przynajmniej przed październikiem 2006 r., czyli datą planowanych wyborów w BiH.

W poniedziałek wciąż nie było jasne, czy te nadzieje nie są zbyt optymistyczne. Przez cały weekend politycy chorwaccy i serbscy podkreślali swoje przywiązanie do niezależności własnych regionów. Tylko Muzułmanie demonstrowali pełne poparcie dla projektu konstytucji. - Mieliśmy stosunkowo udane rozmowy - enigmatycznie komentował bośniacki minister spraw zagranicznych Mladen Ivanić. Amerykańscy dyplomaci przekonywali dziennikarzy, że jakiś postęp widać.

Za miesiąc UE ma rozpocząć negocjacje z Bośnią i Hercegowiną w sprawie paktu stowarzyszeniowego, który jest traktowany jako pierwszy formalny krok na drodze do członkostwa we Wspólnocie. W optymistycznym scenariuszu negocjacje w sprawie tego paktu mogłyby być pierwszym testem dla wzmocnionego rządu. - Zasadniczo zgodziliśmy się, że to instytucje państwowe [czyli rząd BiH - red.] powinny przejąć pełną odpowiedzialność za negocjowanie Paktu - mówił minister Ivanić przez wyjazdem z Brukseli.