Problemy z trzecią nitką rurociągu Przyjaźń

Czy rafineriom w Polsce i Niemczech wschodnich nie zagrożą problemy z dostawami ropy naftowej? Do sierpnia miała powstać budowana od trzech lat trzecia nitka rurociągu Przyjaźń, którym do tych rafinerii płynie ropa ze Wschodu. Inwestycja jest jednak dopiero na półmetku i państwowa firma PERN Przyjaźń postanowiła zerwać umowę z wykonawcą.

Czarne chmury zebrały się nad państwową spółką PERN Przyjaźń, która polską częścią rurociągu "Przyjaźń" transportuje ropę naftową do rafinerii PKN Orlen w Płocku i Grupy Lotos w Gdańsku, a także do Schwedt i Leuna w Niemczech wschodnich. W kłopoty wpędziły PERN nieoczekiwane problemy z budową krótkiej rury znad granicy z Białorusią do Płocka.

Na tej trasie PERN eksploatuje teraz dwie nitki rurociągu. Zaprojektowano je do transportu 43 mln ton ropy rocznie, ale ostatnio przesyłały nawet 50 mln ton surowca. Aby zmniejszyć obciążenie rur, z których najstarsza ma już 40 lat, i zwiększyć transport ropy przez Polskę, PERN postanowił zbudować trzecią nitkę. Dzięki temu mógłby transportować 63 mln ton ropy.

Pół rury (prawie) gotowe

Umowę w tej sprawie tej inwestycji o wartości szacowanej na gigantyczną kwotę prawie 800 mln zł podpisano w sierpniu 2002 r. z konsorcjum prywatnych firm Prochem-Megagaz. Konsorcjum miało zaprojektować i ułożyć rurę do końca sierpnia tego roku.

Termin nie wydawał się wyśrubowany. Prawie 600 km głównej części gazociągu jamalskiego przez Polskę ułożono w ciągu dwóch lat, więc trzy lata powinny starczyć na ułożenie 234 km trzeciej nitki "Przyjaźni".

O dziwo, okazało się to niemożliwe. Obecnie trwają prace budowlano-montażowe przy kilku fragmentach nowego rurociągu o łącznej długości 133 km - poinformował niedawno PERN. To tylko 57 proc. całej inwestycji. Nie wiadomo też, czy któryś z wybudowanych dotąd fragmentów rurociągu nie wymaga poprawek, bo nie prowadzono ich prób ani prac odbiorczych.

To nie koniec problemów. Według PERN do tej pory rurociąg układano w łatwym terenie. Pozostały do budowy odcinki "przez tereny bagniste, gęsto zabudowane, z przejściami przez rzeki, magistrale kolejowe i rozbudowaną sieć dróg. Do realizacji pozostały przejścia przez największe rzeki, przez które przebiega rurociąg, czyli: Bug, Bugo-Narew, Liwiec, Rządza, Kanał Żerański, Wkra" - stwierdził PERN.

Odchodzą od stołu

Skąd te perturbacje? PERN twierdzi, że poprzedni zarząd spółki podpisał z konsorcjum Prochem-Megagaz umowę z wadami. Nie ma w niej zapisu, który "wprost określałby maksymalny poziom wynagrodzenia za inwestycję", a kary umowne są uregulowane w sposób "symboliczny".

Od września spółka negocjowała z konsorcjum aneks do umowy z 2002 r., który miał jasno określić m.in. wysokość wynagrodzenia dla wykonawcy, kary umowne i nowy termin wykonania inwestycji. Z kolei konsorcjum chciało, aby PERN już teraz kupił za blisko 100 mln zł resztę rur do budowy rurociągu. Państwowa spółka nie chciała zaś z góry kupować samych rur, przypominając, że podpisała umowę na wykonanie całej inwestycji.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem. PERN poinformował 10 listopada, że dwa dni wcześniej wypowiedział umowę konsorcjum Prochem-Megagaz. Według państwowej spółki "kontynuowanie umowy w żaden sposób nie gwarantowało zachowania jakichkolwiek przyjętych przez strony terminów realizacji budowy rurociągu, a przede wszystkim nie zapewniało utrzymania określonego poziomu kosztów".

Także Prochem poinformował, że konsorcjum odstąpiło od umowy z PERN. Według Prochemu w tym tygodniu zacznie się przewidziana na miesiąc procedura zakończenia i rozliczenia umowy.

Minister się zajmie

Prezes Prochemu Marek Garliński pod koniec października nie chciał nam odpowiedzieć, czy umowa z PERN precyzyjnie określała wynagrodzenie za inwestycję i czy jednym z powodów sporów z PERN była wysokość kar umownych. Opóźnienia w budowie tłumaczył zaś brakiem uchwalenia na czas miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego przez poszczególne gminy na trasie rurociągu i koniecznością uzyskiwania decyzji administracyjnych.

Co oznacza dla PERN to opóźnienie? Wyższe koszty działalności i utratę potencjalnych klientów - poinformowało nas biuro prasowe spółki. Gorzej będzie, jeśli budowa trzeciej nitki jeszcze bardziej się opóźni. Od 2007 r. PERN ma zacząć spłaty kredytu zaciągniętego w banku ABN Amro na tę inwestycję. To byłby cios w finanse państwowej firmy, gdyby do tego czasu inwestycja nie zaczęła się spłacać.

Jeszcze gorsze byłyby skutki dla rafinerii w Polsce i Niemczech, gdyby nowa rura nie została zbudowana, a doszło do awarii najstarszej części "Przyjaźni".

Problemy PERN z budową rurociągu zaskoczyły ministra gospodarki Piotra Woźniaka. - Od poniedziałku rano zajmę się tą sprawą - powiedział nam wczoraj Woźniak.

Inwestycja pełna tajemnic

Zaskakujące opóźnienie w budowie trzeciej nitki rurociągu "Przyjaźń" to jedna z wielu zagadek tej inwestycji.

Prezes Prochemu Maciej Garliński nie odpowiedział nam, dlaczego ta znana firma budowlana do budowy rurociągu postanowiła oddać 50 proc. udziałów w konsorcjum dużo mniej znanej i doświadczonej spółce Megagaz. Zawiązany w 1997 r. Megagaz zajmował się do czasu inwestycji PERN głównie budową krótkiego odcinka gazociągu jamalskiego.

Spółka ta jak magnes przyciąga za to VIP-ów. Do jesieni 2001 r. w jej radzie nadzorczej zasiadał Andrzej Celiński, prominentny polityk SLD, a potem SdPl. Później do rady nadzorczej Megagazu trafili m.in. Wiesław Huszcza (były skarbnik SdRP); Roman Kurnik (były doradca wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotki); Jerzy Napiórkowski (wiceminister finansów na przełomie lat 80. i 90., potem m.in. dyrektor generalny Universalu). Ostatnio w radzie nadzorczej Megagazu wymieniani są zasłużeni wojskowi w stanie spoczynku - admirał Romuald Waga (b. dowódca Marynarki Wojennej, pierwszy admirał w polskiej flocie po 1989 r.) i generał dywizji Marian Robełek, b. zastępca szefa Sztabu Generalnego.