Zmarł Alojzy Piontek - legendarny górnik

Kilka dni temu zmarł Alojzy Piontek, legendarny górnik, który tydzień przesiedział w zawalonym kopalnianym chodniku. Pochowano go na cmentarzu w Zabrzu Biskupicach

Pogrzeb Piontka, którego pochowano 3 listopada na cmentarzu w Zabrzu-Rokitnicy odbył się bez rozgłosu. O śmierci słynnego górnika nie wiedzieli nawet pracownicy jego macierzystej kopalni Pstrowski, dawna Rokitnica. - Nikt z rodziny nie powiesił na bramie klepsydry - mówi Józef Baliski, szef miejscowego Związku Zawodowego Górników w Polsce, i dodaje: - Jeszcze dwa lata temu pan Alojzy był na naszej karczmie piwnej, na którą zawsze go zapraszaliśmy. Potem tylko słyszałem, że czuł się coraz gorzej. Musiał korzystać z aparatu tlenowego z powodu pylicy.

Gdy 23 marca 1971 r. w kopalni Rokitnica w Zabrzu nastąpiło tąpnięcie i zawał, cały kraj wstrzymał oddech. Ośmiu górników zostało rannych, a dziesięciu zginęło. Najmłodszy miał 24 lata, a najstarszy - 53. Gdy wszyscy już stracili nadzieję, że ktoś ocalał, kraj obiegła wiadomość, że na głębokości 780 m wydarzył się cud. Alojzy Piontek, ostatni z zasypanych górników przeżył! Wydobyto go 30 marca, siedem dni po wypadku. Pod ziemią przebywał 158 godzin. Przeżył, bo pił własny mocz i podobno obgryzał drewniany styl od łopaty.

O Piontku nakręcono film, napisano poemat i książkę. Był bohaterem komiksu w piśmie "Relax". Ludzie na Śląsku mówili, że dostał od Gierka willę i "malucha". Potem - że wyjechał do Niemiec i zmarł. W rzeczywistości Piontek mieszkał w trzypokojowym mieszkaniu Zabrzu-Rokitnicy. Prawie nie wychodził z domu, bo ludzie pokazywali go sobie palcami.

W 1995 r. odwiedzili go w Zabrzu reporterzy "Gazety" Lidia Ostałowska i Dariusz Kortko. Piontek wtedy wspominał : - Nie miołem nic, ani kilofa, ani młotka. Oderwołem blaszka z hełmu i zdzierołem. Drzazga po drzazdze. Przeważnie po ciemku. Wydostałem sie i patrza. Droge do niszy zagradza belka, tako grubo. Blaszka na nic, stępiona. Zymbami ją gryzłem, aż przegryzłem.

Potem leżał w niszy i czekał. Wiedział, że go wyciągną, bo muszą. Żywego czy martwego, bo tak jest na kopalni.

Wiele lat po wypadku do Piontka przyjechała telewizja. Kręcili w domu, w ogródku, umówili się w kopalni. Obiecał im wtedy, że zjedzie na dół. Ale nigdy nie zjechał.

Został pochowany w cywilnym ubraniu, bo nie miał górniczego munduru. Mundur, w którym wsytępował w telewizji, był mu wypożyczane przez kopalnię.