Zaczęło się w Kowalni

Kozyra, Althamer i Żmijewski - trzy gwiazdy na początek przeglądu polskiej sztuki najnowszej w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej

Artyści, o których głośno w świecie i którzy wystawy indywidualne mają ostatnio głównie za granicą (Żmijewski, Kozyra, Althamer), pojawili się naraz w najważniejszej galerii w kraju. To nie znaczy, że wcześniej tu nie wystawiali. Aż tak źle nie jest. Przeciwnie, wszyscy są w kolekcji CSW. Tylko że wcześniej nie było tak strategicznie zaplanowanej akcji propagandy polskiej sztuki. Bo wystawa "W samym centrum uwagi", którą otwarto w czwartek, to początek cyklu, który potrwa do lipca 2006 r. Zapowiada się nawet kilkadziesiąt wystaw polskich artystów. Łączy ich to, że debiutowali po 1989 r.

Zbrodnia w kobiecej masce

Dziś najbardziej przekonujący jest pokaz Kozyry. Artystka pokazuje jedną pracę - wideoinstalację "Kara i zbrodnia". Film jest sprzed trzech lat, wcześniej był pokazywany m.in. w USA, teraz ma polską premierę. Dlaczego tak późno? Film był przedmiotem wszczętego przed rokiem i umorzonego niedawno śledztwa w sprawie nielegalnego użycia broni i materiałów wybuchowych.

"Kara i zbrodnia" to teatralizowana relacja z prawdziwych wydarzeń na wojskowym poligonie. Grupa miłośników broni oraz środków wybuchowych bawi się tu w wojnę. Robią takie wyprawy co jakiś czas. Pozwolili się Kozyrze sfilmować. Jedyną ingerencją artystki było nałożenie uczestnikom tych ryzykownych gier kobiecych masek. Efekt jest zdumiewający - postaci o słodkich twarzach jak z reklamowych plakatów z lat 50. ubrane w wojskowe kurtki wyżywają się w dzikim rytuale strzelania. Na jednym ekranie jest akcja, a na drugim ujęcie drzewa, na którym Kozyra powiesiła manekiny. To tytułowa "kara".

Jednak film nie jest moralnym pouczeniem na temat odpowiedzialności, którą ponieść trzeba za niebezpieczne zachowanie. Nie jest też apologią przemocy. Jest fantastycznym wglądem w jej mechanizm. Tym, co się wyzwala w tych nałogowych bojownikach, i tym, co jednocześnie nimi kieruje, jest potrzeba spektaklu. Film Kozyry pokazuje teatralizację działań wojennych. Zupełnie tak, jakby w tych ludziach odżyli futuryści, którzy głosili, że "nie ma piękna poza walką". Włożenie im kobiecych masek podkreśla teatralność. A jednocześnie wyraża groźną, tkwiącą w każdym człowieku, możliwość przemiany.

Festiwal zniszczenia

Wraz z Kozyrą do pokazów indywidualnych zostali zaproszeni Artur Żmijewski i Paweł Althamer. Zamiast własnej sztuki pokazali specyficzny festiwal zniszczenia. Zaprosili do CSW dawnych kolegów z warszawskiej ASP oraz trochę przypadkowych ludzi - np. dzieci w wieku przedszkolnym oraz człowieka, który rozlepiał na ulicy żenujące w treści własnej produkcji plakaty przeciwko Donaldowi Tuskowi. Efektem jest totalny chaos atakujących się nawzajem i niszczących pomysłów i działań, antywystawa, pustka, śmietnik.

Ale nie ma w tym przypadku - i to jest właśnie najciekawsze. Bo obie wystawy - wideo Kozyry i warsztat destrukcji przeprowadzony przez Althamera i Żmijewskiego - spina wystawa trzecia. Polega ona na przypomnieniu, że ta trójka artystów ma swego patrona. Jest nim mag, szaman i demiurg z warszawskiej ASP - Grzegorz Kowalski. Oni z niego wszyscy.

Źródło eksperymentów Kozyry, źródło odmowy udziału w życiu artystycznym Althamera, źródło prowokacji Żmijewskiego bije właśnie tam. A co się działo w tej pracowni na początku lat 90., pokazuje dokumentalny film i zdjęcia. Nagość, woda, ogień, ciało, zniszczenie - wszystko jest w ćwiczeniach inspirowanych przez Kowalskiego. To fascynujące oglądać tę wychowawczą kuchnię.

Czy z pracowni Kowalskiego wyszła cała polska "młoda" sztuka? Na pewno nie, wziąwszy pod uwagę choćby autodydakta i outsidera Zbigniewa Liberę oraz takie miasto jak np. Kraków, gdzie sztuka rozwijała się niezależnie. Dalszych remanentów dokonają kolejne odsłony cyklu "W samym centrum uwagi".

W najbliższej, pod koniec listopada, zobaczymy m.in. twórczość Libery, Grzegorza Sztwiertni i Cezarego Bodzianowskiego - przedstawicieli kilku różnych środowisk, bo Libera wyszedł z kręgu łódzkiej alternatywnej Kultury Zrzuty, a mistrzem Bodzianowskiego był performer Zbigniew Warpechowski. W kolejnych odsłonach pojawią się jeszcze m.in.: grupa Twożywo, Jadwiga Sawicka, Dominik Lejman, Joanna Rajkowska; zaproszony też został Wilhelm Sasnal.

"W samym centrum uwagi", CSW Warszawa, 4 listopada - 18 grudnia, kurator Jarosław Suchan