Francja: zamieszki już nie tylko w Paryżu

W nocy z czwartku na piątek pod Paryżem spłonęło ok. 500 samochodów. Niespokojnie było także w Marsylii, Normandii i Dijon. Zamieszki są coraz bardziej gwałtowne. Gwałtowna zaczyna też być policja

W nocy z piątku na sobotę w Paryżu znowu dochodziło do starć z policją i podpaleń w wielu dzielnicach. Jednak w tych samych dzielnicach widać też było zdecydowanie zwiększoną obecność policji, która w zarodku próbowała stłumić wszelkie próby ataków.

Do jednego z nich doszło w dzielnicy Bobigny, na rogu ulicy Alcide i nomen omen - Lenina. Nieznani napastnicy podłożyli ogień po lokalny pawilon handlowy. Na miejscu natychmiast pojawiło się 12 samochód policji i trzy straży pożarnej. Pożar został szybko ugaszony. Sprawców nie schwytano, pomimo że pomiędzy kilka okolicznych bloków wbiegło kilkunastu policjantów w hełmach i z tarczami.

- To miejscowi bawią się w niszczenie sobie miasta - komentował z boku 15-letni Pierre. - To już trzeci raz w ciągu ostatnich dni - dodał.

Nie wszędzie jednak policji udało się dotrzeć na czas. Dym z płonących budynków i samochodów zasnuł kilometrowy odcinek obwodnicy Paryża na wysokości dzielnicy St-Denis. Ze względów bezpieczeństwa władze musiały zamknąć linię tramwajową, która łączy tę dzielnicę z przedmieściem Bobigny.

W nocy z czwartku na piątek pod Paryżem spłonęło ok. 500 samochodów i co najmniej 27 autobusów, m.in. cały garaż autobusowy. Według świadków cytowanych na antenie radia Europe 1 płomienie buchały w niebo na wysokość 50 metrów. Aresztowano 78 osób.

Władze ujawniły też, jak brutalni stają się uczestnicy zamieszek. Według prokuratury w środę wieczorem poważnie poparzona została 56-letnia niepełnosprawna kobieta, która nie była w stanie wysiąść z autobusu, który demonstranci obrzucili butelkami z benzyną. Jeden z napastników oblał podobno kobietę benzyną, a inny rzucił na nią płonącą szmatę. Kobietę uratował kierowca autobusu, lecz i tak ma ona poważnie poparzoną jedną piątą powierzchni ciała. Lekarze ratują też strażaka, któremu koktajl Mołotowa poparzył twarz. Protestujący tak jak w czasie poprzednich nocy obrzucali policję kamieniami.

W nocy z czwartku na piątek niespokojnie było także w Marsylii na południu kraju, w Normandii na północnym zachodzie i w Dijon na wschodzie. W Dijon spłonęło pięć samochodów, w Marsylii - kilkanaście.

Wszystko zaczęło się 27 października, gdy dwóch nastolatków zginęło porażonych prądem z transformatora w Clichy-sous-Bois pod Paryżem, gdzie ukryli się przed policją, która chciała sprawdzić ich dokumenty. Wiadomość wywołała agresję młodzieńców z imigranckich rodzin, którzy nie identyfikują się z francuskim państwem, a policję i inne organy władzy traktują jak wrogów. Twierdzą w wywiadach, że demolując ulice, protestują przeciw biedzie, dyskryminacji rasowej i brutalności policji.

Zamieszki zachwiały pozycją prezydenta Jacques'a Chiraca i rządu Dominique'a de Villepina. Jest oczywiste, że władze nie radzą sobie z sytuacją, mimo że do paryskich przedmieść wysłano 1,3 tys. policjantów. Marine Le Pen, wiceszefowa antyimigranckiego Frontu Narodowego, zaapelowała o wprowadzenie na najbardziej dotkniętych terenach stanu wyjątkowego.

Wydarzenia pokazują ogromne napięcie między rodowitymi Francuzami a potomkami przybyszów z Afryki Północnej i innych krajów, którzy nie wrośli w nową ojczyznę.

Zdaniem ministra spraw wewnętrznych Nicolasa Sarkozy zamieszki nie są spontaniczne, inspirują je "nieznani organizatorzy" i władze próbują się dowiedzieć, kto to jest. Mimo że z czwartku na piątek spłonęło więcej samochodów niż którejkolwiek nocy wcześniej, władze twierdzą, że zamieszki przygasają, czego dowodem ma być mniejsza liczba starć z policją i mniej dużych grup manifestantów na ulicach.

O spokój zaapelował w piątek brat jednego z młodzieńców, którzy zginęli w transformatorze. - W ten sposób nie sprawimy, by usłyszano nasz głos - mówił Siyakah Traore na antenie radia RTL.

W piątek wieczorem przedstawiciele policji francuskiej stanowczo zaprzeczyli, by z zamieszkami miały jakikolwiek związek fanatyczne organizacje muzułmańskie.