Niemcy: Wielka koalicja CDU-SPD się chwieje

Czy rząd Angeli Merkel umrze przed swoimi narodzinami? Franz Müntefering, przyszły wicekanclerz i minister pracy, rezygnuje z szefowania SPD. Z rządu odchodzi Edmund Stoiber, szef CSU. A wszystko w chwili, gdy negocjacje nad programem gabinetu weszły w decydującą fazę

- W takich warunkach nie mogę pozostać szefem partii - oświadczył w poniedziałkowe popołudnie Müntefering. Zdenerwowany nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarzy i wyszedł z sali.

O co poszło? Wcześniej w wyborach sekretarza generalnego SPD przepadł kandydat Münteferinga Karl-Josef Wasserhovel. Pokonała go Andrea Nahles, 35-letnia szefowa młodzieżówki SPD, związana z lewicową frakcją wewnątrz socjaldemokracji, przeciwniczka liberalnych reform gospodarczych rządu Gerharda Schrödera.

Wynik tego głosowania Müntefering przyjął jako wotum nieufności dla siebie i zapowiedział, że wobec tego za dwa tygodnie na nadzwyczajnym zjeździe partii w Karlsruhe nie będzie ponownie kandydował na przewodniczącego SPD. Co więcej, nie wykluczył, że zrezygnuje ze stanowiska w rządzie Angeli Merkel, w którym miałby zostać wicekanclerzem i ministrem pracy.

Socjaldemokraci są wstrząśnięci

Po oświadczeniu szefa SPD w szeregach polityków socjaldemokracji zapanował szok, jeśli nie panika. - To niepotrzebna, przesadzona i całkowicie szkodliwa decyzja - komentowali wybory na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung". - Gdybyśmy wiedzieli, czym to się skończy, nigdy nie wybralibyśmy Nahles - zapewniał dziennikarza frankfurckiej gazety Ute Vogt, jeden z zastępców Münteferinga.

Bez Münteferinga większość socjaldemokratów widzi przyszłość swej partii czarno. To Müntefering, jeden z najbliższych współpracowników ustępującego kanclerza Schrödera, człowiek, który kieruje partią od lutego 2004 r. i jest architektem koalicji z CDU, miał zagwarantować, że nowy rząd będzie kontynuował proliberalne reformy. Oraz że SPD pod jego twardymi rządami odzyska poparcie i po następnych wyborach będzie mogło rządzić samodzielnie.

Tymczasem wybór Nahles wskazuje na to, że w SPD przeważyli zwolennicy powrotu SPD do "socjalnych korzeni". Z tak nastawionym zapleczem parlamentarnym rząd Merkel, który ustami socjaldemokratycznego ministra finansów Peera Steinbrücka już zapowiada drakońskie oszczędności, nie ma raczej szans na przetrwanie. Partii byłoby wówczas bliżej do populistów z tzw. nowej lewicy i antyglobalistów, z którymi to publicznie sympatyzowała nowa sekretarz generalna.

Dlatego elita SPD usiłuje ratować sytuację. - Wybór Nahles to nieporozumienie. Partia potrzebuje takich autorytetów jak Müntefering - zapowiada wiceszef partii Geront Erler. Jego zdaniem na zjeździe w Karlsruhe należy odnowić całe partyjne kierownictwo. A co jeśli Müntefering mimo namów pozostanie przy swoim? Jego następcą zostanie najprawdopodobniej premier Brandenburgii Mathias Platzeck. Ogłoszono to po partyjnej naradzie we wtorek wieczorem.

Müntefering - świetny pretekst dla Stoibera

Konsternacja zapanowała też po prawej stronie. Müntefering, obok Merkel i Edmunda Stoibera, bawarskiego premiera i szefa bawarskiej chadecji CSU, był uważany za filar rządu. A stabilność jest teraz koalicjantom bardzo potrzebna, bo negocjacje obydwu partii wkroczyły właśnie w krytyczną fazę - koalicjanci opracowują program reformy finansów, jaki w obliczu 35-miliardowego deficytu budżetowego będzie musiał wdrożyć rząd.

Tymczasem po decyzji Münteferinga z teki zrezygnował Edmund Stoiber, który miał być ministrem gospodarki. - Bez Münteferinga SPD pójdzie na lewo - zapowiedział Bawarczyk, ogłaszając swoją decyzję. Zastąpi go mniej kontrowersyjny Michael Glos, który szefował bawarskim posłom chadecji w Bundestagu, a wcześniej brany był pod uwagę jako kandydat na ministra obrony.

Dla Stoibera rezygnacja szefa SPD była zapewne dobrym pretekstem do wycofania się, bo jego plany zbudowania w oparciu na resorcie gospodarki i technologii "superministerstwa", które pozwalałyby mu wywierać spory wpływ na politykę gospodarczą i zagraniczną spaliły na panewce, ponieważ nie spodobały się przyszłej kanclerz i kolegom partyjnym.

O ile po odejściu Stoibera wielu polityków odetchnęło z ulgą, o tyle rezygnacja Münteferinga z teki ministerialnej byłoby dla Merkel gigantycznym problemem. Bez autorytetu przewodniczącego SPD zapewnienie poparcia socjaldemokratów stałoby się zadaniem niezwykle trudnym, jeśli nie niemożliwym. I już przetrwanie pierwszego głosowania nad wotum zaufania stanęłoby pod znakiem zapytania.

- Walka o władzę w SPD oznaczałaby dla polityki w Niemczech katastrofę. Nie dość, że od pięciu miesięcy kraj nie jest rządzony, tylko administrowany, to teraz tworzenie rządu może się przeciągać w czasie, a cała koalicja pójść w rozsypkę. SPD musi zdać sobie sprawę, że nie można jednocześnie obsadzać ministerstw i budować opozycji - komentuje Stefan Dietrich z FAZ