Dostał wyrok za skargę na przełożonego

Plutonowy straży granicznej napisał skargę do MON na swego dowódcę. Dostał za to pół roku więzienia w zawieszeniu. - To absurd, obywatel nie może odpowiadać za to, co napisał w skardze do organów władzy - twierdzi prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Grzegorz B., 29-letni plutonowy, w liście do ministra Jerzego Szmajdzińskiego zarzucił majorowi Markowi Krystyniakowi, komendantowi Granicznej Placówki Kontrolnej w Lubawce (Dolny Śląsk), że ten jest powiązany z miejscowym półświatkiem, przemyca alkohol i przymyka oko na łamanie prawa przez znajomych. Opisał też, jak polecano mu przepuszczać samochody, w których nie zgadzały się numery w dowodzie rejestracyjnym i na nadwoziu, a także jak przełożeni kazali mu zwolnić mężczyznę podejrzanego o sfałszowanie paszportu.

Szmajdziński skargę przekazał do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, któremu straż graniczna podlega. Do Lubawki zjechała kontrola. Zarzuty plutonowego nie potwierdziły się.

Po kontroli major Krystyniak zawiadomił prokuraturę, a ta oskarżyła plutonowego o pomówienie. - Zostałem skrzywdzony. Jestem osobą publiczną, radnym powiatu w Kamiennej Górze. Mam czyste ręce i swój honor - uzasadnił swój krok major Krystyniak.

Sąd oprócz półrocznego wyroku nakazał tez Grzegorzowi B. zapłacenie 1000 zł grzywny.

Obrońca plutonowego, mecenas Wojciech Koncewicz twierdzi, że wyrok jest niesprawiedliwy: - Mój klient może zachował się niewłaściwie, ale nie popełnił przestępstwa. A major Krystyniak został przeproszony.

Podobnie postępowanie plutonowego ocenia prof. Zbigniew Hołda, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Twierdzi, że wyrok sądu w Lubawce to absurd. - Obywatel nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za to, co napisał w skardze do organów władzy. Niezależnie od tego, czy skargi są zasadne, czy roszczenia są słuszne i kto ma rację. Pisanie skarg jest uprawnieniem każdego obywatela, a plutonowy też nim jest. W 1996 roku wypowiedział się na ten temat Sąd Najwyższy - mówi Hołda.

W uzasadnieniu wyroku lubawski sąd szczególnie potępił niskie pobudki, z jakich działał plutonowy. Zdaniem sędziego kierowała nim chęć zrobienia w straży granicznej "natychmiastowej" kariery. Za okoliczność obciążająca uznał też to, że skargę napisał nie do tego ministra, któremu podlega straż graniczna.

Prof. Hołda: - To, z jakich pobudek plutonowy pisał skargę, nie ma żadnego znaczenia. Podobnie jak to, że napisał ją do niewłaściwego ministra.

Jerzy Szmajdziński też jest zdziwiony wyrokiem: - List Grzegorza B. dostałem jako poseł. Przesłałem go straży granicznej, bo byłem przekonany, że zarzuty trzeba wyjaśnić. Jeśli się nie potwierdziły, z plutonowym można było przeprowadzić rozmowę edukacyjno-wychowawczą i na tym skończyć. Nikt nie powinien być karany za to, że poskarży się ministrowi czy posłowi.

W 2001 roku rodzina O. z województwa legnickiego poskarżyła się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na policję i prokuratora rejonowego w Świdnicy. Zarzuciła im korupcję. Rzecznik przekazał sprawę prokuraturze, a ta wszczęła śledztwo i oskarżyła autorów skargi o pomówienie. Sprawą zainteresował się ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński i nakazał umorzenie śledztwa.

Apelację od wyroku na Grzegorza B. rozpoznawać będzie Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze.