Dlaczego chorzy przychodzą do pracy

Sezon grypy i przeziębień w pełni. Tymczasem lawinowo spada liczba zwolnień z pracy. Wielu Polaków - nie zważając na gorączkę, katar, kaszel, paskudny ból głowy - chodzi do pracy. I nikt nie może im tego zabronić

W wierszu Jana Brzechwy było tak: "Spotkał katar Katarzynę/ A - psik!/ Katarzyna pod pierzynę/ A - psik!". Dziś jest trochę inaczej: katar rzeczywiście spotkał niejedną Katarzynę, ale o tym, by położyć się do łóżka i wyleżeć, nie ma mowy.

- Mam tego dość! - krzyczy do słuchawki nasz Czytelnik. - Jestem zdrowy, więc normalnie chodzę do pracy. Tymczasem obok pełno jest ludzi zakatarzonych. Pełno takich, którzy na mnie kaszlą. Innym - widać to gołym okiem - pęka głowa. Są też tacy, którzy mogą mieć nie wiadomo jak wysoką gorączkę, a i tak przyjdą do pracy. Oszaleć można! Czy na takich chorych pracusiów nie ma sposobu? - denerwuje się.

Ekonomia robi swoje

Zakatarzony pan Radek pyta przez zatkany nos: - A jak mam nie chodzić do pracy z przeziębieniem, jeśli na chorobowym dostanę tylko 80 proc. pensji? Nie stać mnie na zwolnienie lekarskie.

- Ludzie nie chcą brać zwolnień - potwierdza rejestratorka w jednej z poznańskich poradni. - Żeby wziąć, muszą się czuć naprawdę paskudnie. Bronią się przed zwolnieniami, a nie można im nic nakazać - podkreśla.

Inna poradnia w Poznaniu, tu też tłumy kaszlących, zakatarzonych. Jacek Bajon, lekarz, przyjmuje ich od samego rana. - Pacjent może wziąć zwolnienie, ale nie musi - mówi. To samo można usłyszeć od specjalistów zajmujących się prawem pracy. - Nie ma w Polsce takiego przepisu, który nakazywałby np. wzięcie zwolnienia lekarskiego, gdy ma się 38 stopni gorączki - mówi Marcin Grzesiak z poznańskiej kancelarii prawnej K. Ziemski & Partners. - Wszystko jest kwestią zdrowego rozsądku pracodawcy, a przede wszystkim pracowników - dodaje Grzesiak. Sam jednak nie ukrywa, że zdarzało mu się już chodzić do pracy, gdy był chory.

A co nam grozi, jeśli - zamiast wyleżeć chorobę - będziemy chodzić do pracy z grypą czy przeziębieniem? - Różnego rodzaju powikłania: zapalenie płuc, mięśnia sercowego, trzustki czy opon mózgowych - wylicza Jacek Bajon. Ale pacjenci z takich konsekwencji rzadko zdają sobie sprawę. - A ekonomia robi swoje - nie ukrywa lekarz. - Ludzie boją się stracić część zarobków. Ale powinni sobie odpowiedzieć, czy ważniejsza jest dla nich praca, czy zdrowie.

Coraz mniej zwolnień

Według Diagnozy Społecznej 2005 dla 65 proc. Polaków zdrowie jest warunkiem szczęśliwego życia. I to warunkiem ważniejszym niż udane małżeństwo, dzieci, pieniądze czy praca. Jak bardzo nasze deklaracje składane na potrzeby socjologicznych badań rozmijają się z rzeczywistością - większość z nas odczuwa w pracy niemal na co dzień. Coraz większą niechęć do brania zwolnień lekarskich potwierdzają dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. O ile w 2000 r. Polacy byli na chorobowym 14 mln 52 tys. dni, o tyle w 2004 r. liczba ta zmalała do 12 mln 733 tys. dni. - W dodatku osoby przebywające na zwolnieniach lekarskich teraz częściej naprawdę tego potrzebowały, niż było to w poprzednich latach - podkreśla Agnieszka Bełkowska z biura prasowego centrali ZUS w Warszawie. - Coraz rzadziej obserwujemy też zjawisko, które jeszcze niedawno było powszechne, a więc przepisywanie na zwolnieniach tzw. dni na zapas - dodaje. Chodzi o to, że jeśli pacjent był zdrowy np. już w środę i mógł iść do pracy w czwartek i piątek, lekarze przepisywali mu dwa dni więcej zwolnienia. Teraz ludzie się przed tym bronią.

Ochrona po japońsku

- Chodzimy do pracy mimo kataru czy bólu gardła, bo boimy się ją stracić - mówi dr Teresa Chirkowska-Smolak z Zakładu Psychologii Pracy i Organizacji Instytutu Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej zdaniem chory w biurze źle wpływa na atmosferę pracy. - Ale oczywiście o tym nie myśli, gdy kładzie na szali atmosferę i posiadanie pracy w ogóle - mówi. Czy na roznoszenie zarazków w miejscu pracy jest jakaś rada? - Może takie maseczki, jakie Japończycy noszą w pracy i w metrze - zastanawia się głośno dr Chirkowska-Smolak. - Tylko że oni nie noszą ich, by nie zarażać innych, lecz w trosce o własne zdrowie. Po to, żeby samemu nie złapać od kogoś wirusa - opowiada.

Pani Monika jest w ciąży. Czuje się świetnie, chodzi do pracy, ale przyznaje, że coraz bardziej się boi, bo wokół pełno zakatarzonych i kaszlących. - Może to nie jest zły pomysł z tymi maseczkami, ale koledzy potraktowaliby mnie jak wariatkę - mówi. - Czy naprawdę nie ma innego sposobu, by nie zarazić się od chorych pracusiów? - pyta.

Lekarze rodzinni mają garść porad dla zdrowych, którzy muszą chodzić do pracy z chorymi. W biurowcach przede wszystkim należy unikać wind, bo na takiej małej zamkniętej powierzchni zarazki rozprzestrzeniają się bardzo szybko. W każdym miejscu pracy do kolegów i koleżanek lepiej nie zbliżać się na odległość mniejszą niż cztery metry. Zresztą sami chorzy uparcie chodzący do pracy też mogą zadbać o zdrowych kolegów, np. gdy kichają, powinni zdaniem lekarzy zasłaniać się lewym przedramieniem, bo kichając w prawą rękę, przy witaniu przenosimy chorobę.

Dlaczego nie warto przychodzić do pracy w czasie choroby

prof. dr hab. Jacek Juszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej w Poznaniu: - W czasie przeziębienia czy grypy należy bezwzględnie stosować się do zaleceń lekarza. Jeśli on zdecyduje, że należy położyć się do łóżka to trzeba zostać w domu. Pracodawcy, którzy zmuszają swoich pracowników do przychodzenia do pracy w czasie choroby są krótkowzroczni. Osoba chora dużo gorzej pracuje i rozsiewa zarazki, wkrótce więc zamiast jednego chorego będziemy mieć w firmie kilku albo kilkudziesięciu. Takie ignorowanie choroby może się też skończyć poważnymi powikłaniami, a wtedy pracownik zamiast na kilka dni może zniknąć na kilka tygodni lub dłużej. Z reszta nie tylko względy ekonomiczne powinny przemawiać do pracodawców. Zatrzymywanie chorego w pracy jest po prostu niehumanitarne.

Natomiast chorzy, którzy sami rezygnują ze zwolnienia lekarskiego ze względów finansowych niech pamiętają, że to się nie opłaca. Zdrowia nie da się przeliczyć na pieniądze.