Andrzej Lepper: Mamy ludzi do rządu

Premier Marcinkiewicz apeluje: - Nie zdradziłem koalicji PO-PiS, nie zdradziłem Jana Rokity, niech PO wróci do rozmów. Jan Rokita: - On apeluje, a tu PiS wycina naszego kandydata na wicemarszałka Senatu

Po środowym odrzuceniu przez PiS kandydatury Bronisława Komorowskiego na marszałka Sejmu, a zaakceptowaniu na wicemarszałka Andrzeja Leppera relacje między PO i PiS były złe. Wczoraj jeszcze się pogorszyły. - Teraz mam wrażenie, że PiS traktuje nas jak wroga - powiedział "Gazecie" Donald Tusk.

Poszło o wicemarszałka Senatu. PO tydzień temu głosowała za popieranym przez PiS Bogdanem Borusewiczem i zaproponowała na wicemarszałka Stefana Niesiołowskiego. Ale wobec Niesiołowskiego PiS powiedziało "nie".

Powód ten sam co w przypadku Komorowskiego. Ludwik Dorn stwierdził, że Niesiołowski "reprezentuje stanowisko skrajnie wrogie Prawu i Sprawiedliwości". - Niech PiS zadeklaruje głośno, że wicemarszałkiem może być tylko ktoś, kto lubi braci Kaczyńskich - ironizował Rokita.

W Senacie w kolejnych głosowaniach PiS wspierały LPR i Samoobrona. - Kaczyński bierze wszystko, uznał, że jest Piłsudskim - żartował wicemarszałek poprzedniej kadencji Kazimierz Kutz. - Wsparcie LPR i Samoobrony w Senacie nie jest potrzebne, bo PiS ma 51 senatorów - mówił zmartwiony marszałek Bogdan Borusewicz.

W takiej atmosferze oferta powrotu PO do rozmów premiera Kazimierza Marcinkiewicza zabrzmiała jak żart. Zwrócił się do Platformy poprzez media, bo od rana nie był się w stanie dodzwonić do Tuska ani Rokity.

Marcinkiewicz zapowiedział, że skorzysta z pośrednictwa znanych osobistości bliskich Platformie, które mogłyby mediować między poróżnionymi partiami. Nazwisk nie podał. Według nieoficjalnych informacji mogą to być prof. Władysław Bartoszewski i prof. Zbigniew Religa.

Premier zachęcał - mówił, że poprawiony program uwzględnia postulaty PO. Nie powiedział jakie, ale chodzi o "obniżenie i uproszczenie podatków", choć nie o podatek liniowy - ukochane dziecko PO. Marcinkiewicz zarzekał się, że rozmawia tylko z Platformą i nie chce koalicji z żadnym innym ugrupowaniem, choć przygotowuje rząd mniejszościowy.

Poinformowany o propozycjach Rokita tylko się uśmiechnął. - Nie patrzcie na słowa Marcinkiewicza, patrzcie na czyny PiS - rzucił dziennikarzom. - On wyciąga rękę do zgody, a oni wycinają naszego kandydata w Senacie. Tam już jest koalicja ta sama co w Sejmie - dodał. Rokita ironizował, że Lepper pewnie chce wejść do rządu i objąć resort finansów.

I wykrakał. Niebawem Lepper powiedział, że Samoobrona może wejść do koalicji i objąć resort gospodarki, infrastruktury albo rolnictwa. - Mamy przygotowanych ludzi - mówił dziennikarzom. Życzliwą pomoc zapowiadają PSL i LPR.

W poniedziałek Marcinkiewicz chce przedstawić skład rządu. Politycy PiS twierdzą, że liczą głównie na poparcie PO. Nie mają jednak pewności, czy rząd powstanie. Prezydent Aleksander Kwaśniewski tak skomentował sytuację polityczną: - Przyspieszone wybory uważam za ostateczność, ale wcale ich nie wykluczam. W zaistniałej sytuacji można o nich mówić całkiem realnie.

I zapowiedział, że mogą się odbyć 15 stycznia. - To jest możliwe i wynika z konstytucji. Winna będzie temu Platforma, która wbrew interesowi Polski nie chce wejść do koalicji - skomentował Zbigniew Ziobro, poseł PiS.

Rynek wątpi w PO-PiS

Im większe prawdopodobieństwo utworzenia rządu mniejszościowego, tym więcej traci złoty i giełda. W czwartek drugi dzień trwała wyprzedaż na naszym rynku: inwestorzy pozbywali się akcji jak leci. Indeks WIG20 stracił 1,6 proc. Euro zdrożało nawet do 4,02 zł. To dlatego, że inwestorzy boją się nawet doraźnej koalicji PiS z populistami z Samoobrony czy LPR. Spowolni to - ich zdaniem - reformę finansów publicznych i opóźni przyjęcie euro.

Ekonomiści nie mają złudzeń - póki sytuacja polityczna będzie niestabilna, póty wahania na rynku będą duże. Zdaniem analityka Pekao SA Tomasza Zdyba, gdyby PiS samo stworzyło rząd, a potem szukało poparcia w Samoobronie, cena euro do końca roku może skoczyć do 4,15 zł.