Rosja pozwala Iranowi na zbyt wiele

Jeśli będzie trzeba, USA zaryzykują gwałtowne pogorszenie stosunków z Moskwą, by uniknąć wojny w Iranie - uważa Mordechaj Kedar, specjalista ds. Iranu i państw arabskich z Centrum Studiów Strategicznych Begin-Sadat w Tel Awiwie

Tomasz Bielecki: Czy wypowiedź irańskiego prezydenta przyspieszy nałożenie międzynarodowych sankcji na Iran?

Mordechaj Kedar: Nałożenie sankcji nie jest takie istotne, bo i tak zazwyczaj nie są one ściśle przestrzegane. Natomiast ważne jest natychmiastowe zatrzymanie programu jądrowego Iranu. Obecnie uniemożliwia to Rosja, która buduje Iranowi elektrownie jądrowe i tłumaczy, że od budowy reaktora do skonstruowania bomby jest bardzo daleko. A przecież wystarczy, by samobójczy terrorysta napakował walizkę odpadami radioaktywnymi i taką prymitywną "brudną bombą" skaził pół miasta.

Dlaczego Rosjanie tego nie widzą? Bo zarabiają miliardy dolarów na atomowym handlu z Iranem - i to nie tylko władze, lecz także wpływowi prywatni oligarchowie. Kreml sprzeciwa się blokadzie irańskiego programu atomowego, bo - jak twierdzi - na neutralizację Iranu jest jeszcze dużo czasu. To igranie z ogniem.

Czy Izrael zdecyduje się zatem na zbombardowanie irańskich instalacji atomowych?

- Naloty izraelskiego lotnictwa udaremniły budowę irackiej bomby w fabrykach pod Bagdadem, lecz tego nie da się teraz powtórzyć. Irańczycy wyciągnęli naukę z irackiego przykładu. Rozproszyli swe laboratoria po całym kraju, a najważniejsze badania są prowadzone w górskich i podziemnych instalacjach. Ich nie da się skutecznie zniszczyć z powietrza, zwłaszcza podczas krótkich nalotów.

Myślę, że gdyby to tylko było możliwe, to Izrael już by tego dokonał - za przyzwoleniem Ameryki i ku głęboko skrywanej satysfakcji zachodniej Europy.

Niestety, dane wywiadowcze wskazują, że irańskie laboratoria obecnie można zniszczyć wyłącznie "od wewnątrz", czyli przeprowadzając inwazję lądową.

Ameryka nie ma ochoty na nową wojnę. Nie ma też na nią przyzwolenia Europy.

- Racja. Dlatego administracja George'a Busha skupia się na naciskach dyplomatycznych. Waszyngton wierzy, że jest w stanie "metodami niewojennymi" zablokować Iranowi dostęp do materiałów i technologii potrzebnych do rozwoju programu jądrowego. Europa Zachodnia już się chyba przekonała, że irański atom to nie przelewki. Waszyngtonowi udało się zastraszyć bądź kupić ewentualnych azjatyckich pomocników Iranu, np. Pakistan. I tu wracam do Moskwy - to najważniejszy oponent USA w tej sprawie.

Naciski dyplomatyczne mogą trwać latami, a izraelskie prognozy mówią o groźbie zbudowania irańskiej bomby już za trzy-cztery lata

- George Bush jest zdeterminowany, by zatrzymać Iran. Moskwa podczas najbliższych głosowań w Radzie Bezpieczeństwa ONZ opowie się zapewne przeciw sankcjom przeciw Iranowi. Ale jeśli Rosjanie nie ustąpią w najbliższych miesiącach, Waszyngton będzie coraz twardszy. Ma przecież m.in. narzędzia ekonomiczne, które zastosuje pomimo biznesowej atrakcyjności rosyjskich inwestycji czy też ważnej roli rosyjskich surowców dla europejskich partnerów USA. Jeśli będzie trzeba, USA zaryzykują gwałtowne pogorszenie stosunków z Moskwą, by uniknąć wojny w Iranie. I jestem przekonany, że Moskwa ustąpi. Być może w zamian za amerykańskie subsydia i propagandową oprawę, która pozwoli jej zachować prestiż.

Mordechaj Kedar - specjalista ds. Iranu i państw arabskich w Centrum Studiów Strategicznych Begin-Sadat w Tel Awiwie