Koniec koalicji?

PiS - wspólnie z Samoobroną, PSL i LPR - wybrał na marszałka Sejmu Marka Jurka z PiS. Ta sama koalicja uczyniła wicemarszałkiem Andrzeja Leppera. - PiS nie jest już zainteresowany koalicją, chce uchwycić jak najwięcej przyczółków władzy - ocenił Donald Tusk

Już od rana było nerwowo. Nocne rozmowy Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego miały przełamać impas, ale zakończyły się niczym. PiS wykluczył oddanie Platformie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Platforma z kolei nie chciała wycofać kandydatury nielubianego przez PiS Bronisława Komorowskiego na marszałka Sejmu.

Poranne radia były pełne bojowych okrzyków. Ludwik Dorn w "Trójce" sugerował, że obawa Platformy przed monopolem PiS w resortach siłowych to wynik obaw polityków PO; w domyśle - mają coś na sumieniu. Nawet układny zwykle Kazimierz Marcinkiewicz w Radiu Zet odpowiedział PO: "wara od służb, to kompetencja premiera".

Chwilę przed rozpoczęciem sejmowego posiedzenia Marcinkiewicz podbiegł do dziennikarzy. - Mam nowe propozycje dla Platformy.

Obrady zostały przerwane, a PO zaczęła analizować. Marcinkiewicz zaproponował rozdzielenie spornego superresortu MSWiA, wydzielenie z niego administracji i połączenie z rozwojem regionalnym. - To duże ministerstwo, w sam raz dla Jana Rokity - zachwalał.

Zebrany w ekspresowym tempie zarząd Platformy odpowiedział "nie". Zdaniem Tuska propozycja "dostaniecie trochę tego" ze strony PiS jest niepoważna. Platforma przypominała, że chodzi o podział władzy w resortach siłowych, a sprawy wewnętrzne miały nadal zostać w rękach PiS.

Ale Rokita mówił jeszcze: - Platforma nie mówi koalicji "nie".

- Zrobią kolejną przerwę do przyszłego tygodnia, nie pójdą na czołowe zderzenie - prorokował jeden z posłów PO.

Wydarzenia jednak gwałtownie przyspieszyły. Najpierw PSL odmówiło roli wyznaczonej im przez Ludwika Dorna, który zaproponował na marszałka Józefa Zycha. Ludowcy powiedzieli, że Zycha nie zgłoszą. Sam Dorn na sali obrad coś gorączkowo ustalał z Andrzejem Lepperem, nerwowo rozkładając ręce.

W końcu padła kandydatura na marszałka Sejmu - Marek Jurek z PiS.

Powszechne zaskoczenie. Sejm znów przerwał obrady. Jurek - jak mówił Dorn - "człowiek jasnych wyrazistych przekonań", uchodzi za wodza ultrakatolickiej frakcji w partii Kaczyńskich. Jako jeden z nielicznych PiS-owców był konsekwentnie przeciw wejściu Polski do UE.

- Co się dzieje? Sytuacja pogarsza się z godziny na godzinę - mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO. Bronisław Komorowski stawiał sprawę jasno: - Albo PiS chce koalicji z PO, albo z Samoobroną i LPR.

Na nic zdały się zachęty Rokity, który przedstawił Komorowskiego jako "człowieka kompromisu, konserwatystę, katolika, ojca pięciorga dzieci". Przestrzegał przed monopolizowaniem władzy w kraju przez PiS.

Mowę pochwalną dla Jurka wygłosił nie tylko Dorn, ale i Roman Giertych (LPR), przedstawiając go jako kandydata najbliższego LPR.

Wojciech Olejniczak przytomnie zapytał, "jaka to koalicja stoi za plecami Jurka". Odpowiedzi od Dorna nie dostał.

Wreszcie głosowanie. Na Jurka głosowały PiS, Samoobrona, LPR - razem 265 posłów. Za Komorowskim tylko 133 posłów Platformy.

SLD nie głosowało na żadnego, choć poseł Piotr Gadzinowski przyznawał, że "na tle jastrzębia Jurka Komorowski to gołąb, nawet niezarażony ptasią grypą".

Marcinkiewicz wyglądał na przerażonego. - Platforma naprawdę nie chce wchodzić do rządu, ja nie wiem dlaczego. A tyle przecież mogą dostać - mówił "Gazecie", idąc korytarzem sejmowym. Zapytaliśmy, czy w piątek przedstawi prezydentowi listę ministrów rządu mniejszościowego. Tylko rozłożył ręce.

Posłowie PiS i PO zaczęli mówić o koalicji w czasie przeszłym. Kropkę nad "i" postawili na konferencji prasowej Donald Tusk i Jan Rokita. Obaj powiedzieli: rozmowy z PiS zostają przerwane.

- Jestem bliski pewności, że od początku planem PiS było nie tworzenie rządu z Platformą, ale zagarnięcie całej władzy i stworzenie rządu mniejszościowego z poparciem Samoobrony i LPR. Taki scenariusz jest realizowany z całą stanowczością i ze szkodą dla Polski - mówił Tusk.

I tłumaczył, że Platformie wcale nie chodzi o liczbę ministerstw, lecz o porozumienie programowe m.in. w sprawie obniżenia podatków, służby zdrowia, odpartyjnienie i rozdzielenie stanowiska prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości.

Rokita poinformował, że pierwszym już uzgodnionym punktem umowy koalicyjnej było: "Nigdy w Sejmie PiS nie będzie głosował przeciw PO, a PO przeciwko PiS". - Ta zasada została złamana jeszcze przed podpisaniem umowy. Później Marcinkiewicz zaprzeczył: to był tylko jeden z 21 postulatów Rokity i to nr 9.

Czy Platforma mogłaby poprzeć rząd mniejszościowy PiS? Tusk chwilę się zadumał. - To zależy, co ten rząd przedstawi, ale moim zdaniem nie jest to rząd mniejszościowy. Powstaje koalicja narodowo-ludowa, jej celem są zmiany układów zawartych z Unią Europejską.

Później Tusk sugerował, że PiS grozi PO nowymi szybkimi wyborami, "które Platforma przegrałaby jako partia klęski". Politycy PiS przyznawali, że rozmowy koalicyjne znalazły się w dramatycznym kryzysie, ale twierdzili, że jakieś szanse na porozumienie wciąż są.

Jarosław Kaczyński zapewniał, że "w tym Sejmie możliwa jest tylko koalicja z PO albo rząd mniejszościowy PiS". Cytował deklarację nowego marszałka, że jego osoba nie będzie przeszkodą dla ewentualnego rządu.

Marcinkiewicz chce zrobić wszystko, by PO wróciła do rozmów. - Jeśli pytacie, czy rozumiem postępowanie Platformy, to odpowiadam, nie rozumiem.