Tajemnicza pani minister finansów

Jednym z kandydatów na ministra finansów w nowym rządzie jest profesor ekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego i szefowa szczecińskiego klubu radnych Od Nowa Teresa Lubińska. To nie przypadek. Premier próbował pod jej okiem zdobyć naukowe szlify.

Teresa Lubińska była promotorem pisanej przez Kazimierza Marcinkiewicza pracy doktorskiej o finansowaniu oświaty za pomocą bonu oświatowego. Premier pracy jednak nie obronił. Potem Lubińska pomogła mu utworzyć w jego rodzinnym Gorzowie Wlkp. Wyższej Szkoły Zawodowej. Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu Szczecińskiego, którego Lubińska była wówczas dziekanem, został patronem tworzącej się w 1998 r. uczelni. Kierownicze stanowiska objęło tam kilku naukowców z Uniwersytetu Szczecińskiego. Sam Marcinkiewicz był wówczas przewodniczącym Rady Naukowej Szkoły. Czy teraz znów zechce skorzystać z usług pani profesor ze Szczecina?

Monika Adamowska: Czy to prawda, że jest Pani kandydatką na ministra finansów?

Prof. Teresa Lubińska, kierownik Katedry Finansów US: Pan Marcinkiewicz zapytał mnie, czy zgodziłabym się pełnić to stanowisko, i zgodziłam się. Ale prócz mnie wymieniane są jeszcze inne nazwiska.

Skąd, Pani zdaniem, ta propozycja?

- Dużo piszę na temat polityki fiskalnej w prasie. Niedawno o tym, jak reformować finanse publiczne. W tym tygodniu ukazała się też książka pod moją redakcją "Budżet państwa i samorządów - decentralizacja - oświata". Po jednym z moich artykułów zadzwonił do mnie pan Marcinkiewicz.

Ale poznaliście się chyba wcześniej?

- Tak, w drugiej połowie lat 90. Przychodził do mnie na seminarium. Pisał o finansowaniu oświaty za pomocą bonu oświatowego. Niestety, nie obronił pracy, bo "poszedł w politykę". Ale dobrze go oceniałam. Znał się na systemach finansowania oświaty. Ma do mnie zaufanie. Jako dziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Szczecińskiego zgodziłam się na jego prośbę, by mój wydział patronował utworzeniu w Gorzowie Wyższej Szkoły Zawodowej.

To wyważony, skromny, uporządkowany człowiek. Realista. Idealny do godzenia tak silnych osobowości, jak Rokita i Kaczyński. Pytanie tylko, czy oni będą chcieli razem budować.

Jak, Pani zdaniem, należy reformować finanse publiczne?

- W finansach publicznych nic nie może odbywać się nagle. Ludzie mają dość słowa "reformy". Jeżeli chce się coś zmienić, trzeba to przedstawiać dwa lata wcześniej, żeby społeczeństwo i samo Ministerstwo Finansów miało czas się przygotować.

Co Pani sądzi o pomyśle PO - podatku liniowym?

- Jestem za dwiema stawkami podatku, niższymi niż obecnie. Dwiema, bo w kraju panuje ogromne poczucie niesprawiedliwości społecznej. Ludzie są skłóceni. Odbudowanie spokoju jest ważniejsze niż konkretne efekty. Równe potraktowanie wszystkich w czasie, gdy społeczeństwo uważa, że wielu bogatych dorobiło się nieuczciwie, pogłębiłoby tylko poczucie niesprawiedliwości.

W roku 1999 mówiła Pani jak liberał: "Przeraża mnie roszczeniowa postawa społeczeństwa". Dziś przeciwnicy zarzucają Pani socjalny populizm.

- Podział na liberałów i socjalistów to bzdury. Zaczepki. Trzeba wyjaśnić sobie dokładnie, co znaczą te pojęcia. W Polsce mamy dziś specyficzną sytuację, bo przechodzimy niepowtarzalne przemiany.

Jakie Pani cechy pozwolą Pani sprawdzić się na stanowisku ministra finansów?

- Jestem odpowiedzialna, lojalna wobec państwa - liczy się dla mnie tylko państwo, nie interes prywatny. Mam wiedzę. Przejęłam deficytowy wydział ekonomiczny uniwersytetu, który miał upaść. Zostawiłam go kwitnącym, kryształowym. Z kategorii naukowej C wskoczył na B i budżetowo stał się najsilniejszy na uczelni.

Kiedy będzie wiadomo, czy minister finansów to Teresa Lubińska?

- Rozstrzygnie się to pewnie w ciągu tygodnia.