W Radomsku ukręcali sprawy

Kilku prokuratorów z Radomska przez lata ukręcało łeb sprawom o przestępstwa popełniane przez znajomych biznesmenów i dzieci policjantów - wynika ze śledztwa krakowskiej prokuratury. Mieli zatuszować zbiorowy gwałt, usiłowanie zabójstwa i uwiedzenie nieletniej

Sprawę afer w radomszczańskiej prokuraturze na polecenie Ministerstwa Sprawiedliwości prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. Prokuratorzy wraz z policjantami z Biura Spraw Wewnętrznych z Katowic analizowali umorzone sprawy w Radomsku.

Wiaderek kazał, by to nie był rozbój

Oto jedna z nich. W 1999 r. Michał K., syn byłego komendanta powiatowego policji w Radomsku, i Janusz S., również z Radomska - porwali we Francji trzech Polaków, mieszkańców Radomska. Ofiary okradli i pobili, zabrali mercedesa, którym tamci podróżowali. Potem wynajęli Albańczyków, którzy mieli zabić całą trójkę.

Ofiarom udało się uciec. Po powrocie do Polski powiadomili organy ścigania i policja wszczęła śledztwo. Ale nie w sprawie rozboju czy zlecenia zabójstwa, lecz jedynie "gróźb karalnych". Mimo że ofiary podawały personalia napastników, postępowanie umorzono "z powodu niewykrycia sprawców".

Prokuratorzy z Krakowa wrócili do sprawy. Nie mieli wątpliwości, że została "skręcona". Po własnym śledztwie oskarżyli obu porywaczy. Sąd w Piotrkowie Trybunalskim skazał ich za porwanie i rozbój na wyroki po osiem lat więzienia.

Policjanci, którzy prowadzili śledztwo w 1999 r., zeznali krakowskim prokuratorom, że w sprawę ingerował Włodzimierz Wiaderek, ówczesny szef prokuratury w Radomsku. To on miał nakazać, by prowadzili śledztwo w kierunku gróźb karalnych, a nie zlecenia zabójstwa czy rozboju.

Gwałt zbiorowy też umorzyli

W maju 2000 r. pięciu bandytów brutalnie gwałci i okrada mieszkankę Radomska. Na pożegnanie mówią ofierze, aby nie trudziła się składaniem zeznań, bo są informatorami policji i "nikt nic im nie zrobi". Poszkodowana nie słucha, idzie do prokuratury, rozpoznaje na zdjęciach trzech gwałcicieli. Ale prokuratura umarza śledztwo. Stwierdza, że nie było zbiorowego gwałtu, tylko stosunki, do których doszło za zgodą kobiety.

Po interwencjach kobiety sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Kilka dni temu postawiła zarzuty trzem gwałcicielom. Dwóch pozostałych nie ustalono. - Dowody są ewidentne - mówi prokurator Magdalena Wrońska.

Wiaderek każe, prokurator zwalnia

Kolejna sprawa umorzona w Radomsku. W 2001 r. Marcin L., syn komendanta komisariatu policji z miasteczka pod Radomskiem, zaciąga 14-letnią dziewczynę do kotłowni. Na stosunku przyłapują go strażnicy miejscy i odstawiają na komendę. Po kilku godzinach chłopak jest wolny, a sprawy nie ma.

Po czterech latach - dzięki zeznaniom prokuratora, który umorzył sprawę Marcina L. - prokuratorzy z Krakowa zdołali odtworzyć przebieg zdarzeń.

Po zatrzymaniu chłopaka ojciec, komendant policji, zadzwonił do prokuratora i kazał zwolnić syna. Prokurator się nie zgodził, więc ojciec interweniował u zwierzchnika - Włodzimierza Wiaderka. Ten zadzwonił do podwładnego, kazał zwolnić chłopaka i umorzyć sprawę. Prokurator to zrobił. Uznał, że dziewczyna nie była nieletnia. Jej wiek ocenił na 18 lat na podstawie... wyglądu.

Chłopak po zwolnieniu z policyjnego aresztu uciekł za granicę. Poszukiwany listem gończym ukrywa się do dziś. A jego ojciec - ekskomendant Włodzimierz L. - czeka na proces. Jest oskarżony o współpracę z bandytami (miał za pieniądze przekazywać informacje).

Teraz Wiaderka i jego ówczesnego podwładnego czeka rozprawa przed sądem dyscyplinarnym przy prokuratorze generalnym. Wnioski o uchylenie immunitetów zostały już wysłane. - Uchylenie immunitetów jest niezbędne do postawienia im zarzutów - informuje Jerzy Balicki, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Jeśli Wiaderek i Włodzimierz L. stracą immunitety, prokuratorzy mogą odpowiedzieć za niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień. Grozi za to kara do dziesięciu lat więzienia.

Prokurator od umorzeń

Trzeci radomszczański prokurator rozpracowywany przez śledczych z Krakowa miał umarzać na polecenie Wiaderka sprawy wyłudzeń ubezpieczeń przez miejscowych biznesmenów robiących fikcyjne stłuczki. W proceder byli też zamieszani policjanci. Tu również wniosek o uchylenie immunitetu jest już gotowy.

To nie koniec. Jeszcze dwa dochodzenia w sprawie łapówek dla Wiaderka prowadzi prokuratura w Jeleniej Górze. W pierwszym chodzi o żądanie pieniędzy od rolnika, którego syn był podejrzany o kradzież, w drugim - o sześć butelek alkoholu, które Wiaderek miał wziąć za ustawienie przetargu na remont prokuratury.

Pikanterii sprawie dodaje to, że po wielu skargach na działalność radomszczańskich prokuratorów, zgłaszanych także przez miejscowych posłów ministrowi sprawiedliwości, Prokuratura Okręgowa z Piotrkowa dwa lata temu przeprowadziła lustrację w Radomsku. W ciągu tygodnia (!) zbadano kilkaset spraw. Lustratorzy z Piotrkowa nie znaleźli większych uchybień. Wiaderkowi wystawili ocenę "dobrą".

Wiaderek nie wie, o co chodzi

Mimo to przed rokiem zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik odwołał go z pełnionej funkcji. Według Prokuratury Krajowej "wyczerpały się możliwości sprawnego kierowania przez niego prokuraturą". Dla 50-letniego Wiaderka, który w Radomsku zaczynał karierę po studiach i rządził tamtejszą prokuraturą przez dziesięć lat (w 1994 r. mianował go minister Włodzimierz Cimoszewicz), był to szok, gdy znów został szeregowym prokuratorem.

Włodzimierz Wiaderek jest także zaskoczony krakowskim śledztwem: - Nie wiem, o co chodzi, ani jakie zarzuty chcą mi stawiać. Nie mam sobie nic do zarzucenia. - Nikomu żadnych spraw nie kazałem umarzać - mówi.