Kontrakty dla pielęgniarek niekonstytucyjne?

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ustawę, która zakazuje pielęgniarkom i położnym pracy na kontraktach

Zmiany w ustawie o zawodzie pielęgniarki i położnej zakazujące im pracy na umowy cywilnoprawne wprowadził w lipcu 2005 roku Sejm. Wcześniej ustawa została odrzucona przez Senat, który uznał ją za niekonstytucyjną. 57 senatorów zaskarżyło ją nawet do Trybunału Konstytucyjnego uważając, że narusza ona m.in. zapisy o wolności działalności gospodarczej. Prezydent jednak ją podpisał.

Co oznacza, że zgodnie z nowym prawem od początku przyszłego roku siostry nie mogą już być zatrudniane na podstawie umów cywilno-prawnych, czyli kontraktów. Dopuszczalne są jedynie umowy o pracę. Zakaz obowiązywać ma w publicznych ośrodkach zdrowia i szpitalach, sanatoriach, poradniach, pracowniach stomatologicznych, a nawet żłobkach oraz w niepublicznych zoz-ach.

Od początku wzbudzał w środowisku kontrowersje: pracując na etacie pielęgniarki zarabiają średnio 1200 zł brutto. Na kontrakcie ich pensja jest wyższa dwu-, a czasami trzykrotnie. Te, które już były na kontraktach - z powodu wyższych zarobków - nie chciały słyszeć o powrocie na etaty. Z kolei Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych uważała, że do pracy na kontraktach siostry bywają wręcz zmuszane.

Wraz z upływem czasu linia podziałów tylko się utrwalała: jedne zapisów broniły, inne słały listy protestacyjne do rzecznika praw obywatelskich. Przy czym te drugie są w mniejszości: na ok. 220-250 tys. sióstr tylko ok. 20 tys. skorzystało z możliwości zatrudnienia w formie kontraktu.

Szczecińska pielęgniarka, Elżbieta Wrona stanęła nawet na czele ruchu pielęgniarek kontraktowych w obronie tej formy zatrudnienia. - Posłowie i Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych próbują odebrać nam pracę, która nam odpowiada. Sama jestem na kontrakcie od pięciu lat. Trzeba swoje wywalczyć w negocjacjach z dyrektorem, ale dlaczego mało płatna umowa o pracę ma być lepsza? Zwolennicy umowy o pracę udowadniają, że będę miała niższą emeryturę, bo płacę najniższą składkę do ZUS-u. Ale ja się tego nie boję, bo z moich zarobków opłacam sobie trzeci filar i do tego wysokie ubezpieczenie wypadkowe - mówiła "Gazecie".

W czwartek rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll postanowił zaskarżyć przepisy ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Tym samym podzielił stanowisko części senatorów. Zoll uznał, że zapisy ustawy godzą w wolność gospodarczą pielęgniarek i położnych i są sprzeczne z konstytucją. Rzecznik uważa też, że wpłyną znacząco na sytuację finansową zakładów opieki zdrowotnej. Dodał, że ich wejście w życie będzie skutkowało nie tylko dezorganizacją pracy wielu zoz-ów, "ale spowoduje konieczność wypowiedzenia zawartych wcześniej umów cywilno-prawnych i nawiązania umów o pracę z personelem pielęgniarskim".

Wystąpienie rzecznika w niczym nie zmieniło stanowiska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. - Spokojnie poczekamy na wyrok Trybunału. Naszym zdaniem kontrakty np. w szpitalach nie mają racji bytu. Kobiety pracują tak, jak na etatach, tyle, że bez przywilejów, które dają umowy o prace: np. bez prawa do urlopu czy zwolnienia, gdy same zachorują. Same muszą też opłacać ubezpieczenie. Kontrakty dla pracodawców to sposób przerzucania na nas kosztów funkcjonowania zakładów - twierdzi Beata Żółkiewska, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

- Spór "kontrakty czy umowy" namieszał nam wszystkim w głowach - uważa Anna Grajcarek, do niedawna aktywna działaczka krakowskiej izby pielęgniarek. - W zacietrzewieniu zgubiłyśmy coś dla nas bardzo istotnego: możliwość pracy na kontrakcie dla wszystkich pielęgniarek środowiskowych to była wielka zdobycz. Wreszcie stały się paniami swego czasu i mogły samodzielnie ustalać zasady kontaktów i opieki nad pacjentami.

- Z drugiej strony nie się co oszukiwać: zatrudnianie na kontrakty w szpitalach i przychodniach służy wyłącznie zarabianiu na naszej pracy przez te szpitale i lekarzy. Nazywajmy rzeczy po imieniu: na naszych swarach skorzystało lobby lekarskie. Bo kontrakty polegają też na tym, że jak są pacjenci to jesteśmy wzywane do pracy, a jak ich nie ma, lekarze odsyłają nas do domu. I wtedy nie płacą. Uważam, że to co się teraz dzieje to wynik zaniedbania organizacji reprezentujących środowisko: nie zdobyłyśmy się na wysiłek stworzenie takiego prawa, które służyłoby wszystkim zatrudnionym w tym zawodzie.