Palacz z Legnicy wydłużył ciszę

Wstępne wyniki wyborcze Polacy poznali o 25 minut później. Wszystko z powodu Jana B., bezdomnego, palacza w ośrodku Ligi Obrony Kraju w Legnicy

W siedzibie LOK zainstalowano komisję wyborczą nr 39. - Komisja miała zostać wpuszczona do budynku o 5 rano - opowiada Robert Lipiec, pełnomocnik komisarza wyborczego w Legnicy. - Odpowiedzialnym za to uczyniono palacza. Od czwartej miał palić w kotłowni.

Członkowie komisji pojawili się o 4.45. Drzwi były zamknięte. Dzwonili dzwonkiem, walili w drzwi i okna i nic. Ściągnięto policję, przyjechał Lipiec i kierownik LOK. - Od za dwadzieścia pięć szósta sam bez przerwy naciskałem ten dzwonek - opowiada Lipiec. - A moi pracownicy próbowali dodzwonić się do środka. Bez skutku.

O szóstej zaczęły się wybory, a palacza Jana B. wciąż nie było. Próbowano dodzwonić się do domu do Jana B. Ale mężczyzna, który odebrał, zezłościł się i powiedział, że to pomyłka.

- Mojego młodszego syna obudzili - mówi pani Maria, matka Jana B. - Starszy syn tu nie mieszka. Był bezrobotnym, nie miał na czynsz, to go na ulicę wyeksmitowali z żoną i dwójką dzieci. Teraz gdzieś po kolegach mieszka. A w LOK od roku pracuje.

Jak się okazało Jan B. był cały czas w budynku. Zasnął tak mocno, że ani budzik, ani dzwonek, ani telefony nie były w stanie go obudzić. Policjanci zbadali go alkomatem. Był trzeźwy.

Lokal wyborczy uruchomiono o 6.25. Z grupki wyborców, która przyszła zagłosować zaraz po szóstej, tylko jeden pan nie doczekał. Spieszył się na autobus bo jechał na grzyby.

Komisja zdecydowała, że wybory w tym lokalu zostaną przedłużone o 25 minut. W związku z tym PKW zarządziła, że cisza wyborcza w całym kraju obowiązuje też do 20.25.