Podejrzana Syria boi się sankcji ONZ

Po raporcie ONZ o zabójstwie byłego premiera Libanu wrze w kraju i oskarżanej o współudział Syrii. Libańczycy aresztowali już jednego z podejrzanych, Syria zaprzecza oskarżeniom, a ONZ obmyśla sankcje

Już dwa dni po opublikowaniu ONZ-owskiego raportu na temat okoliczności śmierci Rafika al Haririego aresztowano jednego z ludzi, którzy według autorów dokumentu mogą być zamieszani w zamach. Aresztowany to Libańczyk Mahmud Abdel Al, członek prosyryjskiego ugrupowania al Ahbasz, który kilka minut przed zamachem miał dzwonić do prezydenta Libanu Emila Lahuda.

Z raportu przygotowanego przez śledczego ONZ, niemieckiego prokuratora Detleva Mehlisa, wynika, że Lahud odegrał bardzo ważną rolę w sprawie Haririego. Były premier zginął w zamachu, bo odważył się sprzeciwić syryjskim planom reelekcji sprzyjającego Syrii prezydenta. Sprzeciw Haririego rozsierdził syryjskie władze na tyle, że sam prezydent groził "rozbiciem mu Libanu na głowie". Hariri ustąpił i poparł Lahuda, jednak wkrótce potem podał się do dymisji i zapowiedział wstąpienie do tworzącego się w libańskim parlamencie antysyryjskiego bloku opozycyjnego. Odtąd władze znały każdy jego krok, był śledzony i podsłuchiwany, wreszcie 14 lutego zginął w zamachu bombowym w Bejrucie. Libańczycy od początku przekonani, że za zamachem stoi Damaszek, wyszli na ulice. Po kilkumiesięcznych protestach wspartych międzynarodowym naciskiem Syria wycofała z Libanu swoje wojsko okupujące kraj przez 29 lat.

Opublikowany w czwartek raport pokazał, że Libańczycy mieli rację - za zamachem stały syryjskie służby bezpieczeństwa. W dokumencie pojawiają się nawet nazwiska ludzi z najbliższego otoczenia syryjskiego prezydenta, którzy mieli bezpośrednio uczestniczyć w zaplanowaniu i przeprowadzeniu zamachu.

Treść raportu wzbudziła sensację na całym świecie. - To poważny dokument, któremu świat musi się dobrze przyjrzeć i odpowiednio zareagować - stwierdził prezydent USA George Bush i wezwał Radę Bezpieczeństwa ONZ do jak najszybszego zajęcia się sprawą. Już we wtorek Rada ma się zastanowić, jakie środki należy podjąć wobec Syrii. Nieoficjalnie mówi się, że chodzi o "bardzo surowe sankcje".

Syryjskie władze są "zaskoczone" dyskusją o sankcjach i chcą zaprezentować Radzie Bezpieczeństwa własną interpretację raportu. Wiadomo już mniej więcej, jaka to będzie interpretacja: Syria nie ma nic wspólnego ze śmiercią Haririego, raport ONZ to zbiór bezpodstawnych oskarżeń opartych na zeznaniach "wrogów Syrii", a za zamachem najprawdopodobniej stoi Izrael.

Jednak wygląda na to, że wobec realnego zagrożenia sankcjami Syria zaczyna mięknąć. Politycy wspominają o konieczności ściślejszej współpracy z prowadzącymi śledztwo, a nawet możliwości przesłuchania kilku świadków poza Syrią, co do tej pory było nie do pomyślenia.

Z raportu cieszy się syn zabitego polityka Said Hariri. - Nadeszła godzina prawdy. Krew mojego ojca i jego towarzyszy przelana za wolność, godność i suwerenność nie zostanie zmarnowana - stwierdził w telewizyjnym przemówieniu.