Mówili mu o bezrobociu

Lech Kaczyński w Białogardzie. - Nie jestem cudotwórcą, jestem porządnym człowiekiem, który ma pewne umiejętności - mówił wczoraj Lech Kaczyński podczas spotkania z mieszkańcami Białogardu w Zachodniopomorskiem

Do rodzinnego miasta Aleksandra Kwaśniewskiego Kaczyński przyjechał z godzinnym opóźnieniem. Jednak większość czekających ok. tysiąca osób nie miała mu tego za złe. - To nie jego wina, drogi dziurawe są, bo Pol, zamiast naprawić, wszystko poniszczył - mówiła Iwona Petko, 23-letnia bezrobotna, która przyszła razem z mamą.

Spotkanie rozpoczęło się po godz.16. Kaczyński dziękował mieszkańcom Białogardu za poparcie w wyborach do parlamentu. PiS zdecydowanie zwyciężył w całym powiecie, zdobywając ponad 30 proc. głosów. W pierwszej turze wyborów prezydenckich było już gorzej - w samym Białogardzie Lech Kaczyński zajął drugie miejsce za Tuskiem, ale w całym powiecie zajął trzecie miejsce, przegrywając również z Andrzejem Lepperem.

Wśród zebranych było wielu niezdecydowanych. - Od tego, co usłyszę, uzależniam decyzję o tym, na kogo zagłosuję - mówił Andrzej Ignaczak, 41-letni strażak. - W pierwszej turze głosowałem na Tuska, ale teraz nie jestem już tego taki pewien.

A Kaczyński mówił m.in. o tym, że chce budować kraj, gdzie liczą się nie tylko ludzie bogaci, w którym jakość życia nie zależy od grubości portfela. - Prezydent nie może być człowiekiem, który prowadzi wojnę z największą partią w parlamencie, a taką jest PiS - zapewniał. - Tusk już zapowiedział wojnę. Ja gwarantuję bliską współpracę z rządem.

Całe, blisko 40-minutowe przemówienie co chwila przerywane było brawami. Ze względu na spóźnienie Kaczyński nie znalazł jednak czasu, żeby wysłuchać mieszkańców. Kiedy przeciskał się przez tłum do samochodu, ludzie krzyczeli, żeby zmniejszył bezrobocie.

Guzik od kominiarza

Wcześniej Kaczyński z Kazimierzem Marcinkiewiczem pojechali do Zielonej Góry. W Lubuskiem, rodzinnych stronach Marcinkiewicza, kandydat PiS w pierwszej turze dostał 25 proc. głosów, najmniej w kraju. Na mityng pod zielonogórskim ratuszem stawili się posłowie, senatorowie i delegacje PiS z terenu, działacze "Solidarności", młodzieżówka PiS, dopisali też mieszkańcy. Razem wystąpień słuchało ok. pół tysiąca osób. Stanisław Harzowski, kominiarz z 50-letnim stażem, podarował kandydatowi na szczęście srebrny guzik korporacji.

Kaczyński z Marcinkiewiczem podkreślali, że tylko taki tandem prezydent - premier gwarantuje powstanie IV RP. Marcinkiewicz: - Nasz program jest policzony. Chcemy uczciwego, nieskorumpowanego państwa. To nie są tylko słowa. Za nimi stoją wiarygodni ludzie tacy jak Lech Kaczyński, najwiarygodniejszy polityk w Polsce.

Dostało się też ekonomistom za "oglądanie się za wskaźnikami". - U nich w słupkach się zgadza, ale czy w Polsce jest dobrze? Nie jest - przemawiał Marcinkiewicz.