Awantura o dopłaty dla rolników w Unii

Kolejny poważny kryzys w Unii? Francja ostro przypomina Komisji Europejskiej, że ta nie może się zgodzić na znaczną redukcję dopłat dla rolników w ramach rozmów w Światowej Organizacji Handlu.

Negocjacje w Światowej Organizacji Handlu o liberalizacji handlu mogą się zakończyć wielką awanturą wewnątrz Unii. Powód? Francuzi nie chcą rezygnować ze wsparcia dla rolników, które mają dziś zagwarantowane w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.

Francja znów ruga Komisję

W zeszłym tygodniu prezydent Francji Jacques Chirac napisał list do szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barroso. Przypomina w nim Komisji, że ta nie może przekroczyć swoich uprawnień w negocjacjach na forum Światowej Organizacji Handlu (WTO). Komisja zaoferowała cięcia w dopłatach dla unijnych rolników o 70 proc. (przede wszystkim w tych dopłatach, które farmerzy dostają do produkcji). Takie zmiany - jeżeli weszłyby w życie - uderzyłyby mocno w farmerów francuskich.

- Nie ma na razie awantury krajów Unii z Komisją, ale jest spór o to, jak prowadzić negocjacje w ramach WTO - mówi "Gazecie" Izabela Lewandowska, zastępczyni dyrektora departamentu UE i współpracy międzynarodowej w resorcie rolnictwa. Polska wspólnie z Francją i jeszcze dziesięcioma krajami UE wystosowała list do Komisji, by ta konsultowała z nimi stan negocjacji. W przyszłym tygodniu w Luksemburgu w sprawie cięć w dopłatach mają się spotkać ministrowie spraw zagranicznych i handlu krajów Unii. Będą dyskutowali o strategii prowadzenia rozmów w WTO.

- Zakładamy, że zobowiązania Komisji na forum WTO nie mogą naruszać zasad Wspólnej Polityki Rolnej. Komisja zapewnia nas, że nie naruszają - dodaje Lewandowska.

Chrońcie nasze sektory!

Jak uważa nasz resort rolnictwa, Polscy rolnicy nie powinni stracić na takich zmianach w systemie dopłat z Unii, jakie proponuje Komisja. Znakomita większość dopłat to dopłaty do obszaru upraw, a nie wielkości produkcji. A te nie są uznawane za szkodliwe dla handlu.

O co będziemy więc walczyć podczas spotkania z Komisją Europejską? Jak mówi Izabela Lewandowska, m.in. o to, żeby Komisja uznała za wrażliwe sektory rolne, które po przystąpieniu nowych krajów członkowskich do UE są narażone na ostrą konkurencję z zagranicy. To np. sektor produkcji owoców miękkich, w tym jagód.

- Przed rozszerzeniem Unia była importerem takich owoców, więc nie zależało jej na ochronie tego sektora. Dziś, po wejściu Polski i Litwy, Unia jest znaczącym producentem np. jagód. Chcemy przypomnieć Komisji, że tego sektora też chcemy bronić w ramach mandatu negocjacyjnego - mówi Lewandowska.

Komisja, która w imieniu krajów Unii prowadzi politykę handlową całego ugrupowania, za każdym razem dostaje wytyczne (tzw. mandat negocjacyjny). Tych reguł musi się trzymać unijny komisarz ds. handlu Peter Mandelson, gdy rozmawia o zmniejszaniu barier w handlu światowym.

Komisja hojna, kraje się boją

Komisarz Mandelson w imieniu krajów Unii zadeklarował, że jest w stanie zmniejszyć dopłaty dla rolników o 70 proc. Była to odpowiedź na amerykańskie wezwanie do cięcia wsparcia dla rolników. USA przedstawiły swoją propozycję, by przełamać impas w rozmowach o tym, jak liberalizować handel światowy. To się nie udało: na propozycję amerykańską, która zakładała cięcia w cłach i dopłatach, nie zgodziła się Japonia.

Jeżeli okaże się, że po spotkaniu ministrów rolnictwa i spraw zagranicznych krajów UE w przyszłym tygodniu również Unia usztywni swoje stanowisko negocjacyjne, osiągnięcie jakiegokolwiek porozumienia w WTO okaże się niemożliwe. Bo choć spory w WTO toczą się przede wszystkim o obniżanie ceł i barier na towary pozarolne i przepływ usług na świecie, to bez porozumienia w rolnictwie nie można osiągnąć porozumienia w innych dziedzinach rozmów.

Wszystko w rękach farmerów

Unii Europejskiej, USA i Japonii zależy na obniżeniu ceł w handlu produktami pozarolniczymi, by mogły więcej eksportować. Tymczasem kraje rozwijające się i najuboższe, które czerpią największe profity z eksportu towarów rolnych, domagają się otwarcia rynków rolnych krajów najbogatszych. Na razie w rozmowach jest pat. Naciska na to m.in. Brazylia, lider grupy G20, która zrzesza kraje rozwijające się i domaga się radykalnych cięć w pomocy dla farmerów z krajów zamożnych. - Te dopłaty nie pozwalają nam eksportować naszych towarów rolnych, zaburzają ceny na światowych rynkach - wyjaśniał w Genewie minister spraw zagranicznych Brazylii Celso Amorim. Bogaci zasłaniają się m.in. tym, że dopłaty pomagają przetrwać sektorowi rolnemu.

- Pat w rozmowach potrwa do momentu, kiedy Unia i USA ustąpią i naprawdę otworzą swoje rynki. Problem w tym, że nie wiadomo, czy jest wola polityczna do takich decyzji - mówi "Gazecie" anonimowo jeden z urzędników WTO, który przygląda się negocjacjom w rolnictwie.

Jeżeli w WTO nie uda się osiągnąć porozumienia w najbliższym czasie, grudniowy szczyt Organizacji w Hongkongu zakończy się fiaskiem. To zaś będzie oznaczało, że kraje bogate i biedne nie potrafią się porozumieć, i negocjacje o liberalizacji handlu trzeba będzie odłożyć na długie lata.

W WTO decyzje o tym, jak obniżać cła, zapadają na zasadzie konsensusu. Z proponowanego modelu obniżania barier w handlu musi być więc zadowolony każdy ze 148 krajów członkowskich. Na razie nie jest zadowolony prawie nikt.

Jeżeli kraje członkowskie WTO przekonają się o tym, że nie uda się wypracować porozumienia, mogą zrezygnować z liberalizacji handlu na skalę globalną i pracować w regionalnych grupach nad obniżaniem ceł. Oznacza to jednak niższy wzrost handlu na świecie.

Na ewentualnym załamaniu negocjacji o liberalizacji handlu międzynarodowego stracą wszyscy. Jak szacuje Bank Światowy, gdyby doszło do porozumienia do 2015 r., aż 140 mln ludzi mogłoby się wydźwignąć z biedy, a globalny PKB wzrósłby o 520 mld dol. Większość z tych pieniędzy ma zostać w krajach biednych i rozwijających się.