Collegium Medicum choruje na nepotyzm

Prorodzinna polityka bydgoskich lekarzy. Chcesz zrobić karierę naukową w medycynie? Jeśli twój tato nie jest szefem kliniki, masz marne szanse. W większości katedr Collegium Medicum UMK to ojcowie są zwierzchnikami swoich dzieci. - Skrajny nepotyzm - alarmuje ekspert z Fundacji Batorego

W dziewięciu klinikach szefami są rodzice, a podwładnymi - dzieci, małżonkowie lub synowe. Niezależni eksperci przyznają, że pierwszy raz słyszą o tak daleko posuniętym nepotyzmie.

Prof. Wiesław Makarewicz, wieloletni rektor gdańskiej Akademii Medycznej: - Nigdy nie dopuszczałem do podobnych sytuacji.

- Trudno o bardziej jaskrawy przykład skrajnego nepotyzmu - mówi Grzegorz Luboiński z Fundacji Batorego, specjalizujący się w walce z korupcją w medycynie. - W krajach o ustabilizowanej demokracji taka sytuacja nie mogłaby się zdarzyć. Nie chodzi nawet o rozwiązania systemowe, ale o ludzką przyzwoitość. Dam przykład - Holandia. Tam dziecko nie może pracować z ojcem nawet w tym samym okręgu, czyli odpowiedniku naszego województwa.

Z ojca na syna

W Bydgoszczy panują inne zwyczaje. Tato pełni funkcję kierownika katedry, syn lub córka pracuje jako asystent, adiunkt, ewentualnie - doktorant.

- Taka sytuacja nie jest zdrowa - mówi prof. Makarewicz. - W Polsce brakuje prawnych uregulowań. W mojej praktyce blokowałem jednak decyzje personalne, które spełniały przesłanki nepotyzmu.

W Bydgoszczy nikt ich nie blokuje. Oto efekt:

Katedra i Klinika Chirurgii Ogólnej i Naczyń. Szef - Stanisław Molski. Podwładny - syn Michał Molski, stypendysta studiów doktoranckich.

Katedra i Klinika Chorób Oczu. Szef - prof. Józef Kałużny. Podwładni - syn Jakub Józef Kałużny, adiunkt, drugi syn Bartłomiej Józef Kałużny, młodszy asystent (w Katedrze i Klinice Dermatologii pracuje też synowa Lucyna Kałużna, żona Jakuba Józefa).

Katedra i Klinika Otolaryngologii. Szef - prof. Henryk Kaźmierczak. Podwładny - syn Wojciech Kaźmierczak, asystent.

Katedra i Klinika Pediatrii Alergologii i Gastroenterologii. Szef - prof. Mieczysława Czerwionka-Szaflarska. Podwładna - córka Anna Szaflarska-Popławska.

Katedra i Klinika Położnictwa, Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej. Szef - prof. Wiesław Szymański. Podwładny - syn Marek Szymański, adiunkt.

Katedra i Klinika Biologii Medycznej. Szef - prof. Gerard Drewa. Podwładny - syn Tomasz Drewa, adiunkt (na uczelni pracuje również córka Sylwia Drewa - asystentka w Katedrze i Zakładzie Radiologii).

Katedra i Zakład Farmakologii i Terapii. Szef - prof. Leszek Szadujkis-Szadurski. Podwładni - synowa i syn Katarzyna i Rafał Szadujkis-Szadurscy.

Katedra i Klinika Rehabilitacji. Szefowa - Małgorzata Łukowicz (córka byłego szefa prof. Jana Talara zwolnionego w związku z podejrzeniem łapówkarstwa). Podwładna - siostra Anna Daria Talar.

Zakład Podstaw Prawa Medycznego. Szef - Bogusław Sygit. Podwładna - córka Ewa Sygit.

- Włosy stają dęba - mówi Luboiński z Fundacji Batorego. - Granice zdrowego rozsądku zostały przekroczone - dodaje.

Młodzi, zdolni, pracowici

O komentarz poprosiliśmy szefów klinik zatrudniających swoich bliskich (trzech było dla "Gazety" nieuchwytnych).

Stanisław Molski: - W jednych ośrodkach mocno przestrzega się tego, żeby rodzice nie byli zwierzchnikami dzieci, w innych nie ma takiego zakazu. Dla mnie to była trudna decyzja. Jeśli dziecko nie jest specjalnie promowane, traktuje się je na równi z innymi, to wszystko jest dobrze. Nie można przecież zamykać młodemu człowiekowi drogi do kariery, dlatego że jest synem profesora. Polskie warunki trudno odnieść do UE czy USA, gdzie takie sytuacje nie mają miejsca.

Józef Kałużny: - Moi synowie skończyli studia z tzw. czerwonymi dyplomami. Zanim dostali się na studia, zdawali egzamin. Potem stanęli przed komisją, która oceniała, czy mogą zacząć specjalizację. Jestem ich zwierzchnikiem i zdaję sobie sprawę, że to nie najszczęśliwsza sytuacja. Ale wszyscy współpracownicy i pacjenci mogą potwierdzić - od synów wymagam więcej. O protekcji nie ma mowy.

Henryk Kaźmierczak: - Można mieć wątpliwości, ale nie wszystkie zasługują na wyjaśnienie. Nie ma niczego złego, że dziecko pracuje w katedrze ojca. Przecież wiadomo, że młody naukowiec chcący zdobyć doktorat nie może robić go u taty.

Mieczysława Czerwionka-Szaflarska: - Jeśli osoba spokrewniona jest dobrym pracownikiem, nie działa na szkodę zespołu, to nie widzę problemu. Tym młodym ludziom jest trudniej niż innym. Muszą być lepsi od pozostałych. I są. Mają dobre oceny, osiągnięcia badawcze. Są pod lupą Komitetu Badań Naukowych, od którego dostajemy granty. Moja córka miała bardzo wysoką średnią i duży dorobek naukowy już jako studentka, dlatego wygrała konkurs.

Wiesław Szymański: - Syn pracuje ze mną w katedrze, ale to nic złego. W Bydgoszczy nie ma innej kliniki o tym samym profilu. Musiałby się wyprowadzić do innego miasta, żeby pracować na uczelni medycznej. Zresztą praktykę zaczynał w niemieckiej klinice. Nie traktuję go inaczej niż innych moich pracowników, nie wyróżniam. Oceniam bardziej surowo. Jest pracowity, ma duże doświadczenie zawodowe.

Gerard Drewa: - Nazwisko mamy to samo, ale syn pracuje na własny rachunek. Ma wiele publikacji, współpracuje z innymi ośrodkami. Praktycznie mógłby się już habilitować, ale czeka, bo w kolejce jest kilka osób przed nim. Pracujemy razem, jednak układy są zdrowe, nigdy go nie faworyzowałem. Jest zdolny i pracowity, dlatego pracuje u nas.

Karol Śliwka: - Żona ma inny zakład, ja inny. Nie ingeruję w jej pracę. Nie ma sprzeczności interesów - nie publikujemy razem prac naukowych, nie zatwierdzam jej decyzji. Nie naruszamy także zasad etyki, bo opinii sądowych nigdy nie wydajemy wspólnie.

Co na to władze uczelni?

Prof. Andrzej Jamiołkowski, rektor UMK w Toruniu (Collegium Medicum jest wydziałem Uniwersytetu): - W niektórych przypadkach mogą się zdarzyć pewne zaszłości, przyjrzymy się im dokładnie. Jeśli uznamy, że dochodzi do nieprawidłowości, wyeliminujemy je. Ale jedno chcę powiedzieć z całą stanowczością - nie będziemy zwalniać ludzi z pracy, bo są z kimś spokrewnieni. To byłoby niezgodne z prawem.

Małgorzata Tafil-Klawe, prorektor CM, pełni swą funkcję od niedawna. - Taką sytuację zastałam - mówi. - Na pewno gruntownie się jej przyjrzę. Natomiast z mojego punktu widzenia najważniejsza jest ocena kwalifikacji merytorycznych pracownika, jego dorobku, a nie koneksji rodzinnych. A ta z kolei ocena jest obiektywna i łatwa do sprawdzenia. W naukach przyrodniczych dorobek naukowy przedstawia się w wymiernej postaci - jako liczbę punktów przyznawanych za każdą publikację. W okresowej ocenie pracownika bierze udział powołana w tym celu komisja, a głos bezpośredniego przełożonego nie jest głosem zasadniczym. Drugi element tej oceny to ankiety studenckie. Zgodnie z nową ustawą o szkolnictwie wyższym głos studencki jest istotnym punktem w ocenie pracowników naukowych. A jest to na pewno głos obiektywny.

Zatrudnianie rodziny wg Amosa Oza:

"Wuj Josef wprawdzie hołubił mego ojca, który był jednym z jego najlepszych studentów, lecz w żadnym wypadku nie wybrał go na asystenta, aby oszczędzić sobie złośliwych docinków. Profesor Klausner tak bardzo bał się wszelkich insynuacji mogących nadwątlić jego dobre imię, że chyba niesprawiedliwie potraktował własnego bratanka, krew z krwi, kość z kości. ( ) Ojciec zażartował kiedyś gorzko: "Gdybym nie był jego krewnym, gdyby tylko trochę mniej mnie kochał, to kto wie, może i ja byłbym dzisiaj wykładowcą w katedrze literatury, a nie gryzipiórkiem w bibliotece."

Amos Oz, Opowieść o miłości i mroku, Muza, 2005 r., s. 153