Kim jest przyszły szef niemieckiej dyplomacji

- Najwierniejszy człowiek Schrödera - piszą o Franku-Walterze Steinmeierze niemieccy dziennikarze. Szara eminencja poprzedniego gabinetu w nowym rządzie ma objąć tekę szefa dyplomacji. Co to oznacza dla Polski?

W ciągu prawie siedmioletniej ofiarnej pracy dla Gerharda Schrödera Steinmeier dorobił się przydomków: "kanclerski sufler", "lewe ucho", "najważniejsza siwa głowa republiki". Faktem jest, że żaden niemiecki polityk nie miał lepszego dojścia do kanclerza. - Spijał Schröderowi prosto z ust - pisze "Der Stern". - Radził sobie z rozwiązywaniem wielu problemów naraz. To typowy aparatczyk, tyle że w pozytywnym sensie - mówi o nim Gero Neugebauer, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.

Szara eminencja

Steinmeier jak Schröder pochodzi z Westfalii. Tak samo jak jego mentor jest prawnikiem. Politycy po raz pierwszy spotkali się w kancelarii premiera Dolnej Saksonii Gerharda Schrödera. Steinmeier właśnie przyjmował się do pracy jako referent w jego kancelarii. Wkrótce awansował na jej szefa, a gdy Schröder został kanclerzem, poszedł za nim.

Steinmeiera uważa się za najbliższego doradcę Schrödera. Był m.in. współarchitektem wolty w polityce amerykańskiej (w 2002 r. Niemcy sprzeciwiły się planom inwazji na Irak i weszły do rosyjsko-niemiecko-francuską osi przeciw USA). To m.in. dzięki temu Schröder odzyskał poparcie i wygrał wybory z chadekiem Edmundem Stoiberem.

Także Steinmeier współtworzył pakiet reform rządu Schrödera, Agendę 2010. I zawsze trzymał się w cieniu.

Gdy Schröder zapowiedział, że nie wejdzie do nowego rządu, Berlin żartował, że oto Steinmeier zostanie pochowany w swojej kancelarii. Jego nominacja na stanowisko szefa MSZ była dla obserwatorów kompletnym zaskoczeniem. - To desperacja. Sygnał, że SPD wyczerpała zasoby ludzkie - komentuje Gero Neugebauer.

- Mimo wszystko politycy cenią Steinmeiera za jego neutralność. Jako szef kancelarii utrzymywał doskonałe stosunki zarówno z socjaldemokratami, jak i z politykami CDU - twierdzi Basil Kerski, redaktor naczelny "Magazynu Polsko-Niemieckiego Dialog".

Wcześniej z propozycji objęcia teki ministra dyplomacji zrezygnował wywodzący się z SPD komisarz europejski ds. przemysłu i przedsiębiorstw Günter Verheugen, ustępujący minister obrony Peter Struck, a także premier Brandenburgii Matthias Platzeck.

W Berlinie zaczęto się głowić, jak taki urzędnik, na dodatek marnie mówiący po angielsku, może zostać szefem MSZ. - Nie ma w tym nic niestosownego. Steinmeier ma lepsze przygotowanie do pracy niż niejeden były minister. Miał wgląd w prawie każdą decyzję rządu - twierdzi Carlton Volker ze "Spiegla".

Kontynuator swego kanclerza

Co zmieni się w niemieckiej polityce pod nowym kierownictwem? - Tylko styl jej uprawiania. Ani minister, ani kanclerz nie będą się obściskiwać z Chirakiem czy Putinem. Ale te dwa kierunki będą dalej miały dla Niemiec strategiczne znaczenie - twierdzi Kai-Olaf Lang, analityk z berlińskiej fundacji Nauka i Polityka. Steinmeier, człowiek Schrödera, gwarantuje ciągłość w polityce zagranicznej. Ale większość obserwatorów spodziewa się, że Steinmeier, który przyczynił się do kryzysu z Ameryką, teraz będzie starał się wszystko naprawić. Problem w tym, że zarówno Niemcy, jak i USA bardzo zmieniły się od 1998 r., kiedy lewica obejmowała władzę. Powrót Berlina do roli pośrednika między Waszyngtonem a Europą raczej nie wchodzi w grę.

Jak ułożą się stosunki ministra z kanclerz Angelą Merkel? - Steinmeier jej pasuje, nigdy nie zamierzała rewolucjonizować dyplomacji. Ale spodziewam się, że między nimi będą spięcia. W końcu to kanclerz wyznacza kierunek dyplomacji. Pytanie, czy Merkel będzie miała w rządzie na tyle silną pozycję, by podporządkować sobie ministra z SPD, i to z taką przeszłością - mówi Piotr Buras, jeden z lepszych znawców Niemiec w Polsce.

Na pierwsze posunięcia nowego ministra niecierpliwie oczekuje Warszawa. Angela Merkel wielokrotnie deklarowała, że zależy jej na polepszeniu stosunków polsko-niemieckich; obiecywała, że nie będzie się dogadywała z Rosją ponad naszymi głowami.

- Nie będzie wielkiej poprawy. Steinmeier nie zerwie z dotychczasową polityką, którą w końcu współtworzył - twierdzi Basil Kerski. - Są natomiast szanse na porozumienie w sprawie budowy Centrum przeciw Wypędzeniom, które w Berlinie, wbrew polskim protestom i za pieniądze z federalnego budżetu, chce budować Związek Wypędzonych. - Przy socjaldemokratycznym szefie dyplomacji ten pomysł raczej nie ma szans na powodzenie - uważa Buras.

Gero Neugebauer: - Stosunki z Polską nie będą zależeć od tego, kto w Berlinie będzie ministrem, lecz kto wygra polskie wybory prezydenckie. Wybór Lecha Kaczyńskiego, uważanego w Niemczech za germanofoba, nie wróży tu nic dobrego.