Mój sąsiad prezydent

Pies Kaczyńskiego uniknął śmierci od kłów kundelka, psu Tuska zarzucono, że zabrudził klatkę schodową - kandydaci na prezydenta, choć często nieobecni w domach, są bacznie obserwowani przez sąsiadów

Lech Kaczyński nie pożycza mąki

Choć dom rodzinny Kaczyńskich stoi na warszawskim Żoliborzu, to kandydat na prezydenta RP wynajmuje z żoną lokum na Powiślu. Kamienicę doskonale widać z okien pociągów przejeżdżających w stronę Warszawy Wschodniej. Samego Kaczyńskiego już tak łatwo zobaczyć się nie uda: - Bardzo dobry sąsiad - mówi pan Marek z kamienicy, w której mieszka prezydent Warszawy. - Spokojny, grzeczny. Wtóruje mu sąsiadka - pani Anna: - Cukru i mąki nie pożycza, ale zawsze kulturalnie się przywita. Tyle że najczęściej to go w ogóle nie ma. Czasem po kilka tygodni nawet na klatce go nie spotykam.

- To sąsiad idealny, tyle że co z tego, skoro porozmawiać z nim się nie da, bo on wiecznie w biegu - dodaje kolejny mieszkaniec. - Jakby się wyprowadził do Pałacu Prezydenckiego, to nikt by chyba tego nie zauważył.

Najczęściej Kaczyńskiego widać na porannym spacerze z psem w pobliskim parku. - Pies jak i właściciel - grzeczny. Ale i tak mój kundel chciał się na niego rzucić - opowiada pani Aneta z ul. Solec. - Całe szczęście, że był na smyczy, bo jak by zjadł psa prezydenta, to bym się musiała z miasta wyprowadzić - żartuje.

Częściej na Powiślu widać Marię Kaczyńską. Po zakupy chodzi do osiedlowego spożywczaka: - Najczęściej po masło, chleb, rzadko słodycze i wędliny - mówią sprzedawczynie. A warzywa i owoce pani Maria kupuje na Solcu od Sylwii Komisarczyk: - Pomidory, kapustę. Chyba czasem gotuje, bo i ziemniaki bierze - mówi pani Sylwia. - Z owoców najczęściej banany. W sumie nie za wiele - chyba Kaczyńscy często jedzą gdzieś na mieście. Lecha nie widziałam na zakupach nigdy.

Choć sąsiedzi rzadko widują Kaczyńskiego, to cieszą się, że tu mieszka, bo ulicę cały czas patroluje policja i straż miejska. - W nocy radiowozy jeżdżą co kilkadziesiąt minut - mówi ochroniarz z pobliskiego urzędu. - Jest tak spokojnie, że kobiety z psami chodzą tutaj nawet o drugiej w nocy! A żeby ktoś siedział i na ławce piwo pił? Nigdy.

Komplementom nie ma końca...

Donald Tusk odśnieża podjazd

Sopot Wyścigi, dzielnica, w której od lat mieszka Donald Tusk z rodziną: spokój, pełno zieleni, dwupiętrowe bloki z lat 50. i domki jednorodzinne. W pobliżu hipodrom, na którym w 1999 r. papież Jan Paweł II odprawiał mszę dla 200 tysięcy wiernych. Tu grali też Tina Turner i Eros Ramazotti.

Tusk mieszka przy wąskiej ulicy Syrokomli, tuż obok bloku, w którym ma mieszkanie, jest duży plac zabaw dla dzieci. Żółty budynek, w którym oprócz Tusków mieszka jeszcze dziewięć rodzin, jest bardzo zadbany. Ich mieszkanie nie wyróżnia się niczym szczególnym: trzy pokoje na 65 metrach kwadratowych, lekki nieład, ciepło i przytulnie.

- To bardzo porządna rodzina - mówi o Tuskach ich sąsiad Karol Jaskulski. - Tu w okolicy nikt nigdy nie miał z nimi żadnych konfliktów. Wręcz przeciwnie, oni zawsze wszystkim mówią dzień dobry, w zimie tak jak inni pan Donald pomaga odśnieżać wjazd na podwórko. Raz z panią Małgorzatą miałem taką drobną historię. Chciałem powycinać krzewy na podwórku, bo się strasznie rozrosły, a ona nie pozwoliła mi wyciąć jednego krzaka jaśminu. To kobieta, która bardzo lubi zieleń, więc jej uległem i pięknie teraz ten jaśmin zakwita.

- To najlepsi sąsiedzi - twierdzi inny sąsiad Tusków pan Marek. - Ulica jest bardzo wąska i często się zdarza, że ludzie tak parkują samochody, że blokują wjazdy na podwórka. Z Tuskami pod tym względem nigdy nie było problemu. Oni zawsze parkują jak trzeba.

- Ja tam akurat na niego nie głosowałem - stwierdza kolejny sąsiad pan Piotr. - Nasze psy się nie lubią. Już zwracałem im uwagę, żeby zakładali mu kaganiec, ale czasem o tym zapominają. Ale generalnie to nie mam do nich pretensji.

- Raz była awantura z ich psem, bo nie wiadomo było, kto nabrudził na klatce. Pani Małgosia nie chciała się o to kłócić, tylko wzięła i posprzątała - dodaje pani Maria.

- I nigdy nie słyszałem, żeby było u nich głośno - dodaje Karol Jaskulski. - Chyba tylko kiedyś w sylwestra, zjechało się do nich trochę ludzi. Śpiewali.

Komplementom nie ma końca...