PKP musi zapłacić 700 tys. zł za wypadek na dworcu

Sześcioletniej Marcie Kociubi, która straciła nogi w wypadku na dworcu w Świdwinie, PKP musi zapłacić 700 tys. zł zadośćuczynienia i 500 zł dożywotniej renty - orzekł szczeciński sąd okręgowy

Anna Kociubi z Brzegu na Opolszczyźnie 25 sierpnia 2001 r. jechała z córkami do do Świdwina. Na dworcu wysadziła dziewczynki z pociągu i kazała im czekać na ławce na peronie. Sama wróciła po bagaż. Nie zdążyła wysiąść z torbą, gdy pociąg ruszył. Dwuletnia wówczas Marta pobiegła za mamą. Wpadła pod pociąg. Straciła nóżki: lewą na wysokości uda, prawą nad kostką.

Za zaniedbanie, wskutek którego doszło do wypadku, skazani zostali dwaj kolejarze - kierownik i konduktor pociągu. Dali sygnał do odjazdu, choć drzwi pociągu nie były zamknięte.

Marta kilka miesięcy spędziła w klinice w Szczecinie. Tam leżała też połamana po upadku z drzewa córka Piotra Hofmana, prezesa szczecińskiej firmy architektonicznej Dedeco. To on znalazł i opłacił adwokata dla matki Marty.

- Chciałem pomóc, bo zobaczyłem, że są ubogie i same sobie nie radzą - opowiada Hofman. - Lekarze proponowali mi kupno protez. Ale okazało się, że dziewczynka będzie musiała je zmieniać, więc jednorazowa pomoc nie wystarczy. Uznałem, że najlepiej będzie, gdy adwokat wywalczy odszkodowanie, za które Marta będzie miała zapewnioną przyszłość.

Adwokat Dariusz Babski trzy lata temu złożył pozew. W środę zapadł wyrok. Kolej ma wypłacić matce dziewczynki 700 tys. zł, a Marcie przyznano 500 zł dożywotniej renty.

- Najważniejsze, że sąd ustalił odpowiedzialność PKP - mówi mec. Babski. - Gdyby kiedyś okazało się np., że możliwe są przeszczepy nóg, matka lub Marta będą mogły występować z roszczeniem.

Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP Przewozy Regionalne, stwierdził, że firma czeka na pisemne uzasadnienie wyroku i wtedy zdecyduje, czy będzie składać apelację.