Ile SPD zapłaci za wielką koalicję

Rząd wielkiej koalicji SPD i CDU jest już na wyciągnięcie ręki. Ale za utrzymanie się u władzy przyjdzie socjaldemokratom słono zapłacić

Niedzielne rozmowy szefów CDU i SPD znów zakończyły się bez konkluzji i dalej nie wiadomo, kto stanie na czele rządu. Ale zdaniem obserwatorów wspólne rządy są już przesądzone, choć podczas kampanii wyborczej politycy CDU i SPD kategorycznie odrzucali taką ewentualność. Nic zresztą nie wskazywało na to, że ten czarny dla obydwu partii scenariusz ma się spełnić: sondaże wróżyły minimalne zwycięstwo koalicji chadeków i liberałów z FDP. Ale 18 września okazało się, że CDU ma 35,2 proc. głosów, a SPD 34,3 proc. i że wbrew sondażom i nadziejom establishmentu o wielkiej koalicji trzeba zacząć mówić poważnie, bo innej konfiguracji gwarantującej względną stabilność polityczną nie ma. A rządy mniejszościowe nie mieszczą się w standardach niemieckiej polityki.

Po blisko miesięcznych targach i kilku rundach rozmów władz CDU i SPD widać, że rząd nabiera kształtów. Obserwatorzy spokojnie snują spekulacje, czy socjaldemokrata Günther Verheugen porzuci stanowisko komisarza ds. przedsiębiorczości w Komisji Europejskiej i obejmie tekę szefa MSZ albo jak wielkie kompetencje otrzyma Edmund Stoiber, dziś premier Bawarii i szef CSU, bawarskiej siostry CDU. A to, że nie ustalono nazwiska kanclerza, i czy będzie to, jak chcą chadecy, przewodnicząca CDU Angela Merkel? Spokojnie, wkrótce je poznamy - uspokajają eksperci.

W wieczór wyborczy SPD ogłosiło, że kanclerzem powinien pozostać Gerhard Schröder. Oficjalnie partia nie zmieniła tego stanowiska do dziś, choć jak wynika z sondaży, ludzie woleliby Merkel na stanowisku kanclerza, a Schröder daje do zrozumienia, że jest gotów ustąpić. Prezydium SPD stawia na niego (choć według piątkowego "Süddeutsche Zeitung" socjaldemokraci chcą ponoć, by Schröder został zastępcą Merkel i szefem dyplomacji), bo najpewniej podbija stawkę i targuje cenę, jaką przyjdzie zapłacić chadecji za fotel kanclerski. Czy będzie to dwóch ministrów więcej, niż przypadnie chadecji, czy też - jak sugeruje "Welt am Sonntag" - pierwszeństwo w wyborze interesujących SPD tek ministerialnych?

Powstanie rządu "wielkiej koalicji" będzie umiarkowanym sukcesem CDU, a zwłaszcza Angeli Merkel. Jak na razie w szeregach chadecji nie słychać niezadowolenia z kompromisu SPD, bo to dla partii jedyna szansa powrotu po siedmiu latach na szczyt władzy.

Problemy będzie mieć natomiast SPD, bo nawet jeśli wejdzie do rządu na najbardziej korzystnych warunkach, to i tak ucierpi na tym jej wizerunek. Socjaldemokraci szli do wyborów pod sztandarem niedopuszczenia do władzy liberałów z CDU i FDP, zwolenników wprowadzenia faworyzującego najbogatszych podatku liniowego czy liberalizacji prawa pracy. A teraz SPD bez żenady wchodzi z niedawnymi przeciwnikami w alians. Co więcej, okazuje się, że różnice programowe między chadecją a socjaldemokracją tylko uwypuklano na użytek kampanii wyborczej, a politycy skupiają się teraz niemal wyłącznie na obsadzaniu stanowisk - o podatku liniowym nikt już w Niemczech nie mówi.

- Głosowaliśmy na SPD po to, by kanclerzem nie została Angela Merkel - mówi agencji AFP jeden z rozżalonych zwolenników socjaldemokracji, gdy okazało się, że jego partia negocjuje w tej sprawie z chadekami.

Nowemu rządowi zabraknie też charyzmatycznego lidera. Jest bowiem jasne że ani Merkel, ani Stoiber, ani lansowany przez dziennikarzy na wicekanclerza Peer Steibrück nie dorównają erudycją Gerhardowi Schröderowi. A popularność Schrödera w społeczeństwie przekładała się na poparcie dla rządu i SPD. Jak socjaldemokracja odnajdzie się bez swojej lokomotywy?

Rozżalenie wyborców SPD może również udzielić się socjaldemokratycznym parlamentarzystom, a w szczególności członkom lewego skrzydła partii. Członkowie wewnętrznej frakcji SPD - Lewica protestowali, gdy w 2003 r. Schröder rozpoczął politykę cięć socjalnych. Jak zareagują, gdy jego następca z błogosławieństwem polityków SPD będzie dalej zaciskał pasa? - Nad SPD może zawisnąć widmo rozpadu. Niezadowoleni socjaldemokraci mogą przejść na pozycje populistyczne nowej lewicy założonej przez postkomunistów i dysydentów z SPD. Pod rządami wielkiej koalicji nowa lewica przejmie funkcję twardej opozycji - uważa dr Warnfried Dettling, berliński publicysta i politolog.