Jaka będzie frekwencja wyborcza?

Czy frekwencja w wyborach prezydenckich przekroczy 50 proc.? Czy w niedzielę padnie kolejny rekord III RP? Bo dwa tygodnie temu padł. Frekwencja w wyborach parlamentarnych była najniższa od 16 lat

CBOS szacuje, że w niedzielę przy urnach wyborczych może pojawić się mniej Polaków niż w poprzednich wyborach prezydenckich w 2000 r. (wówczas na głosowanie poszło 61 proc.), choć więcej niż dwa tygodnie temu, gdy wybieraliśmy posłów i senatorów (40,5 proc).

Ryszard Pieńkowski z PBS przyznaje, że frekwencję trudniej oszacować niż wyniki wyborów, bo prawie co drugi Polak odmawia udziału w sondażu. Wśród nich są tacy, którzy w ogóle nie biorą udziału w życiu społecznym i politycznym. Czyli wśród tych, którzy ankieterom nie odmawiają, nadreprezentowani są ci, którzy częściej na wybory chodzą. I rzeczywiście, gdyby to sondaże decydowały o frekwencji, to w wyborach parlamentarnych średnio wynosiłaby ona nieco ponad 60 proc., a w prezydenckich - nieco ponad 70. Oczywiście nigdy tak wysoka nie była.

Wybory prezydenckie przyciągają więcej Polaków niż parlamentarne, bo dotyczą osób, a w mniejszym stopniu partii. Są błyskotliwymi, ciekawymi pojedynkami osobowości i poglądów, choć czasami zamieniają się w pyskówkę. A to wzbudza ciekawość wyborców.

W tym roku mamy precedens - wybory parlamentarne i prezydenckie dzielą zaledwie dwa tygodnie. Autorem tego nieszczęśliwie zaplanowanego kalendarza wyborczego jest prezydent Aleksander Kwaśniewski. Ustalając, że dwa tygodnie po wyborach parlamentarnych odbędzie się I tura wyborów prezydenckich, Kwaśniewski kalkulował, że będzie to korzystne dla lewicowego kandydata na prezydenta. Zakładał, że zwycięskie PO i PiS, układając wspólną koalicję rządową, będą się spierać na oczach opinii publicznej i dzięki temu kandydat lewicy zyska. Wejdzie do II tury i może ją wygra. Wycofanie się Włodzimierza Cimoszewicza zakłóciło ten scenariusz.

Choć od kilku dni prezydent, biskupi i politycy zachęcają intensywnie do udziału w wyborach, to nie wiadomo, w jakim stopniu zmieni to nastawienie wyborców.

Czy to, że zainteresowanie wyborami parlamentarnymi było rekordowo niskie, nie zniechęci Polaków do wybierania prezydenta?

- Zniechęci - mówi prof. Andrzej Rychard. - I dlatego byłbym zdziwiony, gdyby frekwencja sporo przekroczyła 50 proc.

Także Pieńkowski szacuje, że frekwencja prezydencka nieco przekroczy 50 proc..Czyli jednak dramatyczny rekord by padł. Dlaczego? - Bo wybory jedne za drugimi są dla ludzi niezrozumiałe, to zbyt duży natłok wyborczych informacji w zbyt krótkim czasie - tłumaczy Pieńkowski.

Zgadza się z tym prof. Jacek Raciborski: - Choć u nas regułą było, że frekwencja prezydencka była wyższa od parlamentarnej o kilkanaście punktów procentowych, to tym razem będzie inaczej - ledwo przekroczy 50 proc.

Największym pesymistą jest prof. Jacek Wódz. - Dolary przeciw orzechom, że w I turze frekwencja wyniesie 43-45 proc., a w II nawet poniżej 40 proc.- mówi "Gazecie" prof. Wódz. Powód? Zbyt długa i w zasadzie dość nudna kampania wyborcza i narastające zmęczenie polityką i politykami.