Pocztowcy żądają gwarancji zatrudnienia

?Solidarność? żąda dziewięcioletnich gwarancji zatrudnienia w Poczcie Polskiej. Ma poparcie posłów PiS. Dyrektorzy związani z SLD już się zabezpieczyli, podpisując nowe umowy o pracę

Liderzy pocztowej "Solidarności" dostali w środę w Gdańsku poparcie władz związku dla negocjowanej właśnie umowy społecznej w Poczcie Polskiej. Umowa - podobna do zawartej w ub.r. przez sektor energetyczny - gwarantuje wszystkim zatrudnionym pracę lub wysokie odszkodowania w wypadku zwolnienia - ok. 50 tys. zł na osobę.

Wkrótce postulaty "S" znajdą się na biurku prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który przed wyborami obiecał wspieranie inicjatyw związku. Potem sprawą zajmie się nowy rząd.

Przyszły premier Kazimierz Marcinkiewicz podkreślił w rozmowie z "Gazetą", że to nie on będzie podejmował decyzję: - Sprawą zajmą się ministrowie skarbu i infrastruktury.

Czy on sam zgodzi się na gwarancje dla pocztowców? - Sprawę trzeba najpierw rozpoznać - odpowiada.

Poczta Polska - obecnie całkowicie państwowa - chce przekształcić się w spółkę akcyjną, a w przyszłości mogłaby trafić na giełdę.

Szefowie firmy przekonują, że jako spółka poczta łatwiej pozyska kapitał na rozwój, w obecnej strukturze to trudne.

- Będzie zgoda na przekształcenia, ale najpierw musimy dostać umowy społeczne i zapewnienie, że część akcji trafi do rąk pracowników. Taka jest cena spokoju społecznego - mówi Jerzy Lach, przewodniczący pocztowej "Solidarności". - Rozmawiałem w tej sprawie z posłami PiS Krzysztofem Jurgielem i Jarosławem Zielińskim, popierają nas, mamy obiecane spotkanie z nowym rządem.

Poczta traci monopol

Przy 6,5 mld zł przychodu poczta notuje obecnie ok. 100 mln zł zysku. Od nowego roku sytuacja skomplikuje się. To dlatego, że PP będzie miała monopol już tylko na przesyłki poniżej 50 gramów, czyli głównie listy i kartki (obecnie kontroluje w całości rynek przesyłek poniżej 350 g.) Prawdziwe kłopoty mogą pojawić się jednak za cztery lata - w 2009 roku zapanuje całkowicie wolna konkurencja.

Związkowcy zażądali więc dla całej stutysięcznej załogi Poczty Polskiej dziewięcioletnich gwarancji zatrudnienia. - Do liberalizacji rynku zostały cztery lata, a potem firma będzie potrzebowała co najmniej drugie tyle na stabilizację - wyjaśnia Jerzy Lach.

Władze PP godzą się na gwarancje, ale na pięć lat.

- Takie uregulowania istnieją w całym cywilizowanym świecie - wyjaśnia Mieczysław Niewczas, dyrektor pionu infrastruktury PP. - Jak gwarancje zostaną przyjęte, to obejmą wszystkich, także mnie.

Czy umowy utopią Pocztę

Jeśli władze PP i rząd zgodzą się na zawarcie umowy społecznej, tylko w przyszłym roku po 50 tys. zł odszkodowania dostanie co najmniej 1,5 tys. osób. Właśnie taką redukcję zapowiedział w piśmie z 20 września dyrektor generalny PP Tadeusz Bartkowiak. Pismo wisi na tablicach w większych urzędach pocztowych.

Na tym nie koniec. Poczta buduje w kraju nowoczesne centra logistyczne. Najpóźniej za cztery lata maszyny w tych centrach przejmą robotę około 10 tys. osób, które dziś sortują przesyłki ręcznie. To potencjalni kolejni odbiorcy odszkodowań.

O pracę nie powinni natomiast martwić się doręczyciele przesyłek oraz pracownicy małych urzędów. Bez nich realizacja pocztowej misji nie będzie możliwa.

- Jeśli przyszły rząd zgodzi się na żądania związkowców, to utopi Pocztę - uważa urzędująca jeszcze wiceminister skarbu Małgorzata Ostrowska (SLD).

Ludzie Sojuszu nie utoną

Bez względu na losy umowy społecznej zostało już zapewnione bezpieczeństwo dyrektorom Poczty Polskiej związanym z lewicą. Najwyżej spośród nich zaszedł Mieczysław Chabowski - były sekretarz KW PZPR w Gdańsku, a obecnie wicedyrektor PP. To dobry znajomy premiera Leszka Millera i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Działacze opozycyjni do dziś wspominają działalność Chabowskiego w latach 80. - Najtwardszy beton partyjny - mówią.

Do Poczty Polskiej Chabowskiego ściągnął w 2002 roku ówczesny prezes PP Leszek Kwiatek - prywatnie mąż posłanki SLD Katarzyny Piekarskiej.

- Nie tylko Chabowski przyszedł z nadania SLD - zastrzega Jerzy Lach z "S". Wicedyrektorem PP jest też Ewa Gołębiowska, która w tych wyborach startowała z listy SLD do Sejmu w okręgu warszawskim.

Z kolei jednej z podległych PP spółek Post Media Leasing prezesuje Jerzy Machejek, były doradca premiera Leszka Millera.

Szefem pionu infrastruktury PP jest Mieczysław Niewczas, działacz SLD. Jednym z wicedyrektorów PP jest Janina Chrościcka-Sawic, która z Leszkiem Millerem pracowała w połowie lat 90. w Ministerstwie Pracy. Prywatnie jest żoną byłego kierownika Wydziału Kultury KC PZPR.

Energia nie poszła w las

Gdy w styczniu po publikacjach "Gazety" wybuchła afera związana z umowami społecznymi w energetyce, prezes koncernu Energa Waldemar Bartelik pochwalił się, że również jemu przysługuje dziesięcioletnia ochrona przed zwolnieniem. Resort skarbu przekonał szybko Bartelika i kilku innych prezesów, że żadne gwarancje dla nich nie wchodzą w grę. Znając doświadczenia energetycznych menedżerów, pod pretekstem restrukturyzacji Poczty Polskiej co najmniej kilkunastu dyrektorów podpisało umowy, które zaczęły obowiązywać od 1 września.

- Prezesi i dyrektorzy przyznali sobie dziewięciomiesięczne okresy wypowiedzenia oraz dodatkowo odprawę też w wysokości dziewięciu wynagrodzeń. Dyrektor w centrali średnio zarabia ok. 10 tys. zł, a więc w momencie zwolnienia przysługiwać mu będzie ok. 180 tys. zł - mówi Lach, szef pocztowej "S". - Ja jednak liczę, że ktoś zakwestionuje te przywileje.

Marcin Anaszewicz, rzecznik prasowy Poczty Polskiej: - Nic nie powiem. Obowiązuje nas tajemnica danych osobowych oraz tajemnica przedsiębiorstwa. Nie możemy ujawniać ani zasad, ani szczegółów kontraktów, bo działamy w warunkach zwiększającej się konkurencji. Zapewniam - wszystko jest zgodne z obowiązującym prawem, obowiązuje nas ustawa kominowa.

Anaszewicz podkreśla, że zmiany nie mają nic wspólnego z wyborami, a proces restrukturyzacji trwa od dwóch lat.

- Czeka nas komercjalizacja. Chcemy uchronić miejsca pracy i zamierzamy uzyskać dla naszych planów poparcie społeczne - mówi rzecznik.

Marcinkiewicz o umowie społecznej w Enerdze

"Gazeta" opisała w styczniu umowy społeczne zawarte w państwowych spółkach energetycznych - Energa, Enea, Enion, Energia-Pro. Załogi dostały tam gwarancje zatrudnienia nawet do dziesięciu lat oraz premie za zgodę na konsolidację branży. Podobne przywileje wywalczyli sobie pracownicy koncernów farmaceutycznych. W sumie blisko 100 tys. osób zyskało dzięki porozumieniu SLD-owskiego rządu i związkowców z "Solidarności".

Ówczesna opozycja nie szczędziła krytyki. W styczniu 2005 r. na posiedzeniu komisji skarbu jej przewodniczący Kazimierz Marcinkiewicz, PiS, mówił: - Umowa w spółce Energa to jest już czyste rozpasanie. Jej skutki trzeba liczyć w miliardach, a nie milionach. (...) W tej umowie nawet dyrektorzy zakładów wchodzących w skład grupy oraz kierownicy niższych szczebli mają gwarancje pracy, i to bez względu na wyniki finansowe firmy.

Umów w energetyce broniła wiceminister Małgorzata Ostrowska (SLD), która teraz krytykuje plany przyznania gwarancji Poczcie Polskiej.