Romeo i Julia po koreańsku

Od jutra w kinach. Nagroda za reżyserię, którą Kim Ki-duk dostał w ubiegłym roku w Wenecji, należała mu się choćby za samo tempo pracy. ?Pusty dom" to filozoficzna baśń o miłości, którą nakręcono w dwa tygodnie

Koreańczyk w jeden miesiąc napisał scenariusz, w drugi skompletował ekipę, zdjęcia wykonał w 16 dni, a montaż w 10 dni - wszystko po to, żeby zdążyć na wenecki festiwal. Film nie nosi jednak znamion gorączkowej roboty, co doceniła ostatnio Międzynarodowa Federacja Prasy Filmowej (FIPRESCI), przyznając mu pod koniec sierpnia swoją nagrodę. W głosowaniu 300 krytyków z całego świata właśnie "Pusty dom" wyłoniono jako najlepszy film ubiegłego sezonu.

To historia bezdomnego chłopaka imieniem Tae Suk (Jae Hee), który włamuje się do domów. Żeby zrekompensować naruszenie cudzej prywatności, sprząta i dokonuje drobnych napraw. W jednym z nawiedzonych przez siebie domów staje się świadkiem małżeńskiej sprzeczki. Katuje sprzętem do gry w golfa zaborczego męża (Kwon Hyuk-ho), po czym uprowadza oszołomioną żonę (Lee Seung-yeon). Tak zaczyna się niecodzienny romans.

Kim Ki-duk o miłości potrafi opowiadać w nowatorski sposób, łącząc - jak inni azjatyccy reżyserzy jego pokolenia - liryzm z brutalizmem. Jego wcześniejsze filmy, np. "Wyspę" (2000), porównywano do "Gry wstępnej" Takashiego Miike, podkreślając, że dawka okrucieństwa sprawia, że nie nadają się one dla wszystkich. Skoro jednak "Gra wstępna" trafiła do polskich kin, szkoda, że nie zobaczyliśmy "Złego faceta" Kim Ki-duka (2001). To historia alfonsa, który zakochawszy się w dziewczynie, obmyśla intrygę, która wpędza ją w prostytucję. Przez weneckie lustro zbrukany wielbiciel ogląda upodlenie wybranki w ramionach klientów. Na koniec oboje odjeżdżają ku zachodzącemu słońcu. Nieprawdopodobne? Nie przychodzi nam to do głowy, bo opowieści Kim Ki-duka wydają się dziać poza realnym światem - jak baśń.

Od głośnego filmu "Wiosna, lato, jesień, zima... wiosna" (2003) reżyser coraz chętniej sięga do dalekowschodniej tradycji religijnej i filozoficznej. Jeżeli ta nas mało obchodzi, jego najnowsze filmy mogą się wydawać równie wydumane jak "Ostatnie kuszenie Chrystusa" albo "Pasja" oglądane oczami indyjskich wyznawców Hare Kriszna. Przez Europejczyka "Wiosna, lato, jesień, zima... wiosna" - przypowieść o zapasach między egoizmem ludzkiej miłości i altruizmem buddyjskiego miłosierdzia - może być odczytana po prostu jako estetyczny obrazek z Orientu.

Podobnie jest z "Pustym domem", w którym Kim Ki-duk nawiązuje do filozofii zen. Zamknięty w pustej celi włamywacz ćwiczy się - z zacięciem godnym mistrza taekwondo - w znikaniu. Po wielu nieudanych próbach kończących się pobiciem przez zirytowanego strażnika, Tae Suk osiąga zennicki ideał i staje się pustką. I dopiero w tej formie kimkidukowski "Romeo" może się połączyć ze swoją "Julią". Tym, którzy nie znają dalekowschodniej tradycji, to przesłanie może wydać się naiwne, mi wydało się świeże i optymistyczne.

Kim Ki-duk bywa nazywany "Kieślowskim Wschodu". Nie tylko prostota narracji, wystudiowane kadry i upodobanie dla "niemych" dialogów łączą go z autorem "Dekalogu". Podobnie jak polski reżyser, Kim potrafi zmurszałe, religijne wskazania poddać osądowi współczesności, wciągając do gry także widza spoza rodzimego kręgu kulturowego. Nie przypadkiem Kieślowski jest w Azji jednym z najpopularniejszych europejskich reżyserów, a Kim Ki-duk zdobywa nagrody na europejskich festiwalach.