Komentuje prof. Jolanta Zakrzewska-Czerwińska z Instytutu Immunologii i terapii doświadczalnej PAN we Wrocławiu

Dla Gazety

Prof. Jolanta Zakrzewska-Czerwińska

Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu

Prawdę mówiąc, jestem nieco zaskoczona decyzją Komitetu Noblowskiego. Odkrycie Warrena i Marshalla przypomina bardziej pionierskie odkrycia mikrobiologów z przełomu XIX i XX wieku niż odkrycia na miarę Nobla z przełomu XX i XXI wieku.

Odkrycie tegorocznych noblistów było efektem najzwyklejszego lenistwa. W laboratoriach diagnostycznych próbki pobrane od pacjentów wysiewa się na specjalne podłoża mikrobiologiczne i jeśli po 48 godzinach nic na podłożu nie wyrośnie, uważa się, że w badanej próbce nie było bakterii. Tymczasem akurat wypadła Wielkanoc i Barry Marshall nie przyszedł w porę do zakładu, a jak spojrzał na tę samą płytkę kilkadziesiąt godzin później, dostrzegł na niej kolonie bakterii. A wie pan, jak sprawdzał szkodliwość zarazków? Podobnie jak czynili to pierwsi mikrobiolodzy, wziął zawiesinę wyizolowanych przez siebie bakterii i wypił. Eksperyment skończył się "niepomyślnie" dla badacza. "Niestety" nie zachorował na chorobę wrzodową.

Tegoroczny werdykt może stanowić zachętę dla polskich naukowców. Badania Warrena i Marshalla nie wymagały wielkich nakładów finansowych, wystarczyło zaobserwować coś, czego inni przedtem nie widzieli, albo - mówiąc żartem - zrobić sobie dłuższe święta.