POPiS: jednak będzie podatek liniowy?

Kompromis w sprawie podatków nie powinien być wcale taki trudny. PO chce podatku liniowego. A propozycja PiS to dla 99,58 proc. podatników tak naprawdę także podatek liniowy. Tyle że z kwotą wolną

PiS chce, by podatek od dochodów osobistych miał dwie stawki - 18 i 32 proc. Twierdzi, że "nie czas na podatek liniowy". Z danych, które wydobyliśmy z Ministerstwa Finansów, wynika jednak, że podatek partii braci Kaczyńskich to tak naprawdę podatek liniowy (tyle że z kwotą wolną od podatku). A wszystko przez to, że PiS chce, aby druga stawka objęła dochody przekraczające 100 tys. zł. Podatników z takimi dochodami jest w Polsce tylko 100 tys. Większość, przeszło 99,5 proc., czyli grubo ponad 23 mln osób, zarabia mniej. Te osoby płaciłyby więc fiskusowi według jednej, 18-proc. stawki. Czyli - podatek liniowy.

Nasze "odkrycie" powinno ułatwić PiS i PO kompromis w sprawie podatków. Przed wyborami Platforma zapowiadała, że bez podatku liniowego nie będzie koalicji z PiS. A Kaczyńscy proponują podatek prawie liniowy... Co więcej, 18-proc. stawka ich podatku dzięki kwocie wolnej jest - w przypadku dochodów większości podatników - bliska 15-proc. stawce forsowanej przez PO.

Z pozoru takie twierdzenie wygląda na herezję. PO proponuje podatek od dochodów osobistych (PIT) z jedną stawką w wysokości 15 proc., nie ma więc wątpliwości, że jest to podatek liniowy. PiS o podatku liniowym nie chce słyszeć, a obecne trzy stawki 19, 30 i 40 proc. chciałoby zastąpić dwiema stawkami - 18 i 32 proc. (w przyszłości 18 i 28 proc.). Gdzie więc podatek liniowy?

Chodzi o próg dochodów objętych wyższą stawką. Partia braci Kaczyńskich proponuje, by było to 100 tys. zł rocznie. Tylko podatnicy z takimi dochodami wpadaliby pod stawkę 32 proc. Tymczasem z danych, jakie udało nam się wydobyć z Ministerstwa Finansów, wynika, że w zeszłym roku dochody przekraczające 100 tys. zł miało zaledwie 100 tys. 70 podatników rozliczających się według skali podatkowej. To garstka w porównaniu z łączną liczbą podatników - 23 mln 801 tys. 484. Zaledwie 0,42 proc. wszystkich podatników. Dla nich podatek proponowany przez PiS byłby progresywny. Reszta podatników, znakomita większość, płaciłaby jednak według jednej, a więc w praktyce liniowej stawki 18 proc.

Do tego dochodziłaby kwota wolna. Partia braci Kaczyńskich chce, by wynosiła ona tyle ile dziś - od podatku byłyby zatem zwolnione dochody w wysokości 2 tys. 790 zł. Efekt byłby taki, że na propozycji PiS zyskaliby wszyscy podatnicy. Bez wyjątku. Wszyscy płaciliby mniej niż dziś.

Dla bogatych lepszy plan PO, ale i PiS im obniży podatki

Dla najsłabiej zarabiających to rozwiązanie byłoby przy tym lepsze od tego, które proponuje Platforma Obywatelska. Okazuje się bowiem, że 18-proc. podatek z kwotą wolną byłby w ich przypadku niższy od 15-proc. bez takiej kwoty. Według naszych wyliczeń na podatku w wersji PiS zyskaliby - w stosunku do rozwiązania forsowanego przez PO - podatnicy z dochodami rocznymi do 16 tys. 740 zł. Ci, których dochody do opodatkowania są wyższe przy podatkach w wersji zgłaszanej przez partię Kaczyńskich, płaciliby już więcej. Więcej niż przy 15-proc. stawce Platformy, ciągle jednak znacznie mniej niż dziś. Także ci, których dochody przekraczają 100 tys. zł, a więc wpadłyby pod wyższą stawkę podatku, płaciliby mniej niż obecnie. I to sporo. Przy dochodach rzędu 200 tys. zł ten zysk byłby bliski 20 tys. zł. To oczywiście mniej niż blisko 40 tys. zł zysku przy propozycji PO, ale i tak nie ma się chyba co obrażać.

Tym bardziej że nie jest wykluczone dalsze spłaszczenie podatku, czyli obniżka górnej stawki. Co prawda, rozmowy o programie podatkowym koalicji PiS-PO jeszcze się nie rozpoczęły, ale nieoficjalnie mówi się, że w ramach kompromisu górna stawka z propozycji partii Kaczyńskich mogłaby zostać obniżona z 32 np. do 25 proc.

Zalety rozwiązań podatkowych forsowanych przez PiS - z punktu widzenia podatników - na obniżce stawek, zmniejszeniu ich liczby i pozostawieniu kwoty wolnej się nie kończą. Jest jeszcze ulga na dzieci. Partia Kaczyńskich chce, żeby rodziny o bardzo niskich dochodach - brutto nie więcej niż 500 zł miesięcznie na jedną osobę - dostawały 50 zł na jedno dziecko, 200 zł na dwoje dzieci oraz 100 zł na każde kolejne dziecko. Byłaby też nadal możliwość wspólnego rozliczania się małżonków oraz rodziców i dzieci w rodzinach niepełnych.

Pytanie tylko, ile to wszystko będzie kosztowało

Właściwie jedyny problem sprowadza się do kosztów takiej reformy. Na razie ani PiS, ani PO nie przedstawiły nawet szacunkowych skutków finansowych wprowadzenia w życie ich propozycji zmian w PIT. Wiadomo, że byłaby to kwota idąca w miliardy złotych. Wiele miliardów.

A to nie koniec. Gdyby po zwycięstwie wyborczym PiS realizowana miała być wizja zmian w podatkach forsowana przez tę partię, to mniej od swoich dochodów zapłaciłyby także firmy - 18 zamiast dzisiejszych 19 proc. Do poziomu 18 proc. stopniowo miałaby być także obniżana podstawowa stawka VAT. W przyszłości. Nie wiadomo, co stałoby się z obniżonymi stawkami tego podatku. O ich podwyżce PiS nie wspominał. Tymczasem obniżenie VAT z 22 do 18 proc. przy pozostawieniu stawek preferencyjnych m.in. na żywność i lekarstwa to kolejne miliardy złotych ubytku w budżecie. Jak sfinansować taką dziurę?

Na znalezienie odpowiedzi na to pytanie PiS i PO będą miały prawdopodobnie kilka miesięcy. Nie ma bowiem praktycznie żadnych szans na to, by jakiekolwiek poważne zmiany w podatkach zaczęły obowiązywać od początku przyszłego roku. Niewykluczone, że w czasie tych negocjacji urodzi się jakiś zupełnie nowy pomysł na podatki. Na razie, jeśli uznać, że podatek od dochodów osobistych w wersji proponowanej przez PiS to taki zwichrowany podatek liniowy, to okaże się, iż wybieraliśmy pomiędzy system "3x15" forsowanym przez PO oraz "3x18" przez partię braci Kaczyńskich. Co więcej, dzięki ulgom, kwocie wolnej i pozostawieniu obniżonych stawek VAT, osiemnastki z programu PiS są bliskie piętnastkom Platformy. A skoro tak, to pogodzenie programów podatkowych tych partii nie powinno być aż tak trudne, jak się wydawało.