Brytyjskie szkoły walczą z fast-foodami

Brytyjskie dzieci uczą się coraz gorzej, są bardziej agresywne i otyłe - alarmują specjaliści. Ich zdaniem wszystkiemu winne są szkoły, które, by zaoszczędzić, serwują uczniom na obiad niezdrowe fast foody

Brytyjskie państwo wydaje na posiłek dla swojego żołnierza średnio 54 pensy. Jeszcze lepiej jada więzień - za 74 pensy. Natomiast koszt przygotowania obiadu dla ucznia w szkole publicznej wynosi tylko 35 pensów. Efekt? Podstawowym posiłkiem większości dzieci jest często nieświeży hamburger, paczka chipsów i puszka coli.

Problem pojawił się w latach 80., gdy przygotowywanie posiłków dla uczniów szkół publicznych powierzono firmom kateringowym. Od szkół zaś wymagano, by zawierały kontrakty z tymi, które zaoferują lepszą cenę, bez względu na wartość odżywczą jedzenia. Jak pisze dziennik "The Guardian", "najtańsze i wygodne w przygotowaniu paskudztwo zastąpiło pełne, zdrowe posiłki, których przygotowanie wymaga czasu i pracy". Ponadto w latach 90. na szkolnych korytarzach pojawiły się automaty z chipsami, batonami i colą.

Kampanię przeciw fast foodom w szkołach podjął początkowo jeden człowiek - Jamie Oliver, kucharz prowadzący program o gotowaniu w telewizji. Gdy nie udało mu się zmusić szkoły, w której uczą się jego dzieci, do zmiany menu, postanowił pokazać przed kamerą, z jakich składników są uczniowskie posiłki. Wkrótce przyłączyli się do niego lekarze, których organizacja zaalarmowała, że jeśli się to nie zmieni, niedługo co trzecie dziecko będzie otyłe.

Wybuchła wielka ogólnokrajowa debata i podczas wiosennej kampanii wyborczej Partia Pracy obiecała wycofać fast foody ze szkół. Wczoraj minister edukacji Ruth Kelly spełniła obietnicę - od nowego roku szkolnego jedzenie bogate w tłuszcze i sól oraz słodkie, gazowane napoje znikną ze stołówek i automatów w szkołach.

Nowe zasady żywieniowe będą Anglików kosztować 280 mln funtów rocznie. Szkolne kuchnie muszą zostać poszerzone i lepiej wyposażone, by jedzenie było zawsze świeże. Koszt posiłku w szkole ma wzrosnąć do 50-60 pensów. Co w zamian zobaczą na swoich talerzach uczniowie?

Odpowiedź można znaleźć w Szkocji. Choć tradycyjnie Szkoci jedzą tłusto i niezdrowo, wcześniej potrafili zadbać o lepsze menu dla swoich dzieci. Tamtejsze szkoły muszą stosować się do wytycznych regulujących ilość witamin, minerałów i innych składników w szkolnych obiadach. W efekcie w stołówkach dominują świeże kanapki z szynką, warzywa, owoce i soki.

Polskie szkoły powinny iść w ślady brytyjskich